Na skróty
Image Map

Share | 
 

 Starbucks

AutorWiadomość

avatar


Admin



PisanieTemat: Starbucks   10.07.17 23:23
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down

avatar


acedia



PisanieTemat: Re: Starbucks   23.02.18 18:41
Skakanie po kanałach telewizyjnych dzień w dzień może być nużące. Julien postanowił więc wprowadzić do swojego życia coś nowego! Innowacyjnego! A mianowicie - wyjście z domu. Tak, postanowił ruszyć dupę z kanapy, umyć włosy, a nawet i resztę swojego chuderlawego ciała i opuścić cztery ściany, kierując się ku… Właściwie to nigdzie szczególnie; gdzie go nogi poniosą, jak to się ładnie mówi. Oczywiście niezbyt daleko, bo przecież się jeszcze zmęczy albo spoci i w ogóle wydarzy się jakaś tragedia. Dlatego zdecydował się odwiedzenie pierwszej kawiarni, która się napatoczyła. Albo raczej to on napatoczył się na nią.
Wkroczył do środka, rozglądając się z zaciekawieniem. W sumie nigdy tutaj nie był, a lokal naprawdę wydawał mu się przyjemny. Podobała mu się ilość roślin i połączenie połyskującej czerni z drewnem. Przystanął na chwilę, rozglądając się z zaciekawieniem, by po chwili ustawić się w kolejce za jakąś blondyną. Nie lubił czekać, więc ucieszyło go, że nie było tu zbyt wielu osób. Może to przez godzinę? A może po prostu serwowana tu kawa była tragiczna? Niezbyt dobrze znał się na kawie czy właściwie czymkolwiek, więc nie byłby w stanie stwierdzić, czy jej smak jest odpowiedni.
Przesunął leniwie wzrok po menu wywieszonym za ladą. Nie poznawał większości z nazw, więc poprosił o gorącą czekoladę. Każda kawiarnia miała gorącą czekoladę, więc po prostu postawił na coś pewnego i zupełnie typowego dla siebie. Był tak naprawdę wysokim, rozwydrzonym dzieckiem, więc czekolada idealnie pasowała do jego imidżu. Pewnie poparzy się w język i zrzuci winę na Bogu ducha winną obsługę, przy okazji robiąc jakąś dramę. Jak zawsze, gdy wychodził z domu. Głównie dlatego nie miał zbyt wielu znajomych. No i jego ciągłe narzekanie na zupełnie wszystko.
Odszedł na bok, czekając na swoje zamówienie i, w tak zwanym międzyczasie, dłubał w paznokciach. Nie interesowało go za bardzo co się dzieje dookoła, więc dopiero przy odbieraniu czekolady zorientował się, że skądś kojarzy osobę, która go obsługiwała. Przechylił delikatnie głowę, pogrążony w myślach. Przeszukiwał swój pusty czerep, próbując znaleźć odpowiednie skojarzenie. Po chwili drgnął, gdy sobie przypomniał. Nad jego głową brakowało tylko świecącej żarówki.
- Ty przypadkiem nie tańczysz na Youtubie? To ty, nie? Taki w butach na obcasie - ogłada i błyskotliwość go charakteryzowały, jak można było zorientować się po tych trzech zdaniach wyduszonych zachrypniętym głosem. Przyjrzał się jeszcze dokładniej blondynowi, głównie podziwiając jego długie włosy. Były ładne. Sam mężczyzna też był ładny, ale ta myśl przyszła mu z większym trudem; komplementowanie to kolejny wyjątkowy talent, którym został obdarzony przez matkę naturę. Było ich tak wiele! Głównie dlatego myślenie o jakimś kelnerzynie czy internetowej gwiazdce, jak o kimś ładnym, a nawet ładniejszym od niego, przychodziło z trudem. Rzadko kiedy był od kogoś brzydszy, nawet w towarzystwie dziewcząt. A ten facet stojący przed nim wyglądał dobrze nawet w kretyńskim fartuszku ze Starbucksa. Nie podobało mu się to, ale jednocześnie ciekawość i nuda zwyciężyły naturalną niechęć do wykonania pierwszego ruchu i zagajenia rozmowy.
Powrót do góry Go down

avatar


superbia



PisanieTemat: Re: Starbucks   23.02.18 19:36
A co tam w świecie celebrytów?
Oscar nie wiedział, dopóki nie zobaczył zdjęcie ojca na Instagramie, trzymającego za dupę Dorothę, która na bank zrobiła sobie pośladki. Był cholernie pewien, że jeszcze na fotce sprzed pół roku były o połowę mniejsze. Dwa stuknięcia później w ekran i już był wylogowany. Ale uraz pozostał.
Musiał przełknąć ten widok wodą. Brr.
Już od bitych siedmiu godzin był na nogach. Starbucks to nie jego dzielnica. Został poproszony o przysługę przez swojego kumpla, który zwichnął kostkę, żeby wziął chociaż jedną jego zmianę, bo tamta rodzi, a ten coś tam, generalnie gadka szmatka, zakończona drżącym głosem "Jesteś moją jedyną nadzieją". W zamian, wysłuchał potok wulgaryzmów ze strony Oscara, począwszy od odciski na stopach, skończywszy gdzieś na rasizmie i niewolnictwie, a po idiotach kończąc, bo to w sumie było najważniejsze.
Było naprawdę dużo miejsca. Aż cieszył się, że to nie jemu przyjdzie zamykać sklep, bo pewnie skończyłoby się tak, że po przyjacielsku musiałby w miarę ten syf ogarnąć. Klientela też była inna, trochę mniej wyluzowana, a bardziej snobistyczna. Co się dziwić, tutaj to niedobre gówno kosztowało fortunę. To z kawą ze Starbucksa instagramowicze robili sobie zdjęcia, a nie tą z jego przytulnego, amerykańskiego pubu. Co prawda, Oscar nie rozumiał tego fenomenu, chociaż uwielbiał tych narzekających współpracowników. Z przyklejonym uśmiechem do ust wydawali zamówienie, żeby po chwili wyjść na zaplecze i powiedzieć: Nadciągają kolejne sukinsyny.
Czasami trudno było się z tym nie zgodzić. Bo najgorsza praca, to praca z ludźmi.
Dobre było to, że nie były to godziny szczytu i miał luzy. To sprzyjało jego nienagannemu wizerunkowi. Długie włosy spięte w kucyk i, powaga, wyglądały na zajebiście miękkie. Schludny ubiór, bo to nieważne, kogo reprezentuje. No, ten śmieszny fartuszek, ale jaki czysty! Na smukłej sylwetce wszystko wygląda dobrze, mówię wam.
Aż klient zagadał. Uniósł brew i spojrzał się na jego aparycje. Trochę wyższy od niego, ale o delikatnej urodzie. To przykuło jego uwagę. I włosy. Białe. Pasowało to do niego.
- Tak, tańczę na YouTube - odpowiedział podobnie niskim głosem. Dzięki pracy, potrafił mówić aksamitnie i przyjaźnie, czym zgarniał napiwki. Najczęściej, od kobiet. - Razem z resztą. Obserwujesz nasz kanał? - uniósł wyżej kąciki ust. Biła od niego nonszalancja.
Zgarnął niesforny kosmyk włosów i wsunął go za ucho. Można było zauważyć, że dłonie także miał zadbane. W sumie, jak on cały, cholerny metroseksualista. Nawet w pieprzonym Scarbucksie starał się wyglądać jak pięćdziesiąt tysięcy dolarów.
Szczerze mówiąc, w jego zachowaniu można było wyczuć naturalną dla niego kokieterię. To spojrzenie, idealnie wyważone; uśmiech, którym go obdarzał. Tak, dostawał dużo napiwków.
- Za to... twoja matka była modelką, prawda? Estelle Duesenberry. Jestem jej wielkim fanem - stwierdził.
Boże, była jego głównym obiektem masturbacji w szczenięcych latach. Do dzisiaj miał gdzieś schowane magazyny z jej wizerunkiem.

_________________
Powrót do góry Go down

avatar


acedia



PisanieTemat: Re: Starbucks   23.02.18 20:26
Pociągnął łyk zamówionego wcześniej napoju, krzywiąc swoją ładną buzię w bardzo brzydkim grymasie. Gorąca. Niesamowite odkrycie! Godne jakiejś nagrody! Gorąca czekolada jest gorąca! Oczywiście farbował się na biało, ale włosy miał blond i tak też się zachowywał. Jak blondynka z kiepskich żartów.
Wystawił nawet język jak ostatni kretyn albo pięcioletnie dziecko. Albo laski na instagramie, żeby wyszczuplić sobie te krzywe mordy. Zwracał na siebie uwagę, choć tym razem nie takie było założenie. Zazwyczaj oczywiście chciał być centrum rozmowy, a jak nie tego, to przynajmniej wszechświata. Tym razem jednak został uprzedzony. Długowłosy zwracał uwagę wszystkich. Niekoniecznie każdy go kojarzył, ale ten mężczyzna po prostu miał w sobie to coś, co przyciągało Juliena. Może ta elegancja? Ludzie w jego wieku się nią nie charakteryzowali, a on sam był jej zupełnym przeciwieństwem. Dlatego wyglądanie w ten sposób w kretyńskim uniformie Starbucksa było dla niego osiągnięciem. Możnaby powiedzieć, że do tego dążył, ale nawet jego miniaturzy mózg był w stanie przekalkulować, że coś takiego nigdy się nie wydarzy. On był stworzony do wyglądania ładnie, a nie tajemniczo. Cholerne geny i ten delikatny ryj! Oczywiście, że czasem się przydawał. Było takich sytuacji od groma. Ale teraz pozazdrościł facetowi przed nim, że pomimo długich, wydawałoby się typowo kobiecych, włosów wyglądał bardziej męsko niż on.
- Wiedziałem! - autentyczna, kretyńska radość w oczach. Ogniki, łobuziarski błysk i uniesienie jednego kącika ust. Rzadko kiedy udawało mu się coś zapamiętać albo, tym bardziej, przypomnieć. Tyle dzisiaj osiągnął! A minęło ile - dziesięć? piętnaście minut? Życiowy rekord się szykuje! Może pochwali się matce. - No… Tak. Czasem. Rzadko - przyznał niechętnie. No bo kto przyznawałby się do oglądania, jak jakiś facet tańczy w szpilkach? Nie on. Zostałby zgnojony, a już sam jego “pedalski” wygląd był powodem do kpin, gdy Julien był młodszy.
Na wspomnienie o matce drgnął. Był aż tak do niej podobny? Oczywiście, z ojca w sobie miał niewiele, ale zazwyczaj ludzie nie rozpoznawali go tak szybko albo w ogóle. Jego matka nie była specjalnie znana, a on sam był raczej rozwodnioną wersją jej; gorszym egzemplarzem. Ona sama nigdy by tak nie powiedziała; miała na punkcie syna świra. Ale on miał z nią jakiś ewidentny problem, choć była jedyną osobą, dla której naprawdę starał się być miły. Miał jakiś kompleks, który utrudniał mu normalne kontakty z rodzicielką. Były jakieś… Dziwne.
- Tak, to ona - wyznał z westchnieniem, pijąc kolejnego łyka swojej powoli stygnącej czekolady. Chciał tym zatuszować to, że nie chce rozmawiać na temat mamy. Wolałby inne tematy. Cokolwiek.
- Czemu pracujesz w Starbucksie? Na YouTubie zarabia się przecież miliony! - wyrzucone na jednym wydechu. Może nie wyczuje tej jakże delikatnej próby zmiany tematu? Była przecież tak doskonale ukryta! Niemalże niewyczuwalna! A do tego może się dowie czegoś nowego. Choć raczej wleci prawym uchem i wyleci lewym, gdy nie napotka żadnej przeszkody.
Powrót do góry Go down

avatar


superbia



PisanieTemat: Re: Starbucks   23.02.18 21:09
Rozbawiło go to swawolne zachowanie klienta. Oparzenie sobie języka i teatralne ochładzanie go na zewnątrz ust, chociaż Kac Vegas cechował się tym, że było ciepło, albo gorąco. Trochę powiew świeżości w gównie, że tak powiem, jakby ktoś otworzył okno.
Syn ulubionej-modelki-Oscara był ładny. Tak po prostu. Oscar mógł sobie tylko wyobrażać, jaki horror musiał przeżywać w szkole, skoro nawet on nie miał lekko. Sam nie miał kwadratowej szczęki, dwudniowego zarostu i wypluwał pastę do zębów, a nie, jak na tych filmach z twardzielami, kurwa, połykał. No i, a nawet przede wszystkim, jego włosy były blond. I to widać z daleka. Nie na darmo ludzie po dziś dzień zwracali się do niego tleniona blondyna. Ale czy jego to obchodziło? Absolutnie. Jego dość androgyniczna uroda zrobiła furorę, nie tylko na YouTube, ale także w środowisku LGBT. Uwielbiał ją i pokazywał to.
Przez to, inni też to lubili.
Parsknął pod nosem, gdy ten wykrzyknął to z taką radością. Aż sam się nieco wyluzował, chociaż nadal pozostawał profesjonalistą (Wykreślając to, że właśnie urządzał sobie prywatkę).
- Dlaczego? Oczekiwałeś czegoś innego? - przekrzywił głowę. - Co prawda, żaden z nas nie ma piersi, ale niektórym facetom hetero to nie przeszkadza - przyznał ze śmiechem. Czytał komentarze pod filmikami.
Dostrzegł, że jednak wolał nie mówić o swojej matce. Szczerze mówiąc, sam wolałby nie gadać o swoim ojcu, który zapomniał, że już nie był gwiazdą rocka, a kolesiem z piwnym brzuchem. Uciekł resztkami pieniędzy do Las Vegas z rodzinnego domu, więc trudno zaprzeczyć, że nie był najlepszy w tych rodzinnych sprawach. Słusznie się mówi, że z bliskimi najlepiej wygląda się na zdjęciu.
Przewrócił oczami. YouTube i miliony to oksymoron. Jesteś Youtuberem, albo milionerem. Chciał odpowiedzieć, ale nadszedł kolejny klient.
- Poczekaj chwilę - powiedział do jasnowłosego. - Jesteś sam, nie?  
Sprawnie uporał się z klientem. Rzucił do faceta obok, że bierze swoją zaległą przerwę. Nie było z tym żadnego problemu, bo było przestronnie. Zsunął z siebie ten idiotyczny fartuszek i wyszedł on, cały na normalności, w eleganckim stroju i bez żadnych logo. Miał przerwę, nie?
Kupił sobie (sic!) koktajl i skinął dłonią na najbliższy stolik.
- Gdybym miał kilka milionów subskrypcji to pewnie zarabiałbym miliony. Problem jest taki, że nie tworzymy idiotycznych treści, a pasję. Pasja i seks, wbrew pozorom, sprzedaje się gorzej niż darcie ryja i zakładanie prezerwatywy na głowę - stwierdził.
Usiadł i upił łyka koktajlu. Jasna cholera, nie jadł już od kilku godzin, więc to smakowało naprawdę dobrze.

_________________
Powrót do góry Go down

avatar


acedia



PisanieTemat: Re: Starbucks   24.02.18 16:44
Poczekał grzecznie aż tamten dokończy swoją robotę. Zadziwiające było, jak posłuszny był wobec tego mężczyzny. Naprawdę nietypowe. Był nim zupełnie oczarowany, choć nigdy nie odczuwał czegoś takiego, gdy patrzył na niego przez ekran komputera. Niesamowite uczucia dla osoby, która zazwyczaj nie interesuje się nikim i niczym. Czuł się jak zahipnotyzowany, więc spełniał wszystkie “rozkazy” kelnera. Usiadł grzecznie przy stoliku, kładąc swój papierowy kubek przed sobą, a obok niego swoje smukłe, blade dłonie. Wgapiał się w niego, czasem tylko zerkając na swojego nowego towarzysza spod jasnych rzęs, nie mogąc się powstrzymać. Zachowywał się co najmniej nietypowo, ale cóż poradzić?
- Nie wiedziałem, że jesteś z Vegas - nawet jeśli ta informacja była gdzieś na kanale, marna była szansa, że Julien ją dostrzeże. Nie czytał niczego i nigdzie, bo i po co? Wolał obrazki, a nie literki. Nie interesował go świat ani tym bardziej informacje o jakimś tancerzu, nieważne jak ładny by był. No, a przynajmniej tak sądził. W tym momencie był w stanie zapamiętać każdy element ich rozmowy. - Mi też to nie przeszkadza - zapewnił, nie do końca zdając sobie sprawę z tego, co powiedział. Po prostu desperacko chciał kontynuować rozmowę, usłyszeć kolejne słowa. Podniósł wzrok na blondyna i zaczął dokładniej przyglądać się jego twarzy, dokładnie studiując każdy jej element i szukając skaz.
Uśmiechnął się delikatnie, uroczo, gdy tamten pominął temat jego matki. On sam jednak wolałby porozmawiać o ojcu - mógłby na niego ponarzekać, jak robił to zawsze, gdy tylko miał coś o nim powiedzieć. Zupełnie tragiczny! Nudny i zupełnie nie wie, co to zabawa. Ciągle na coś narzeka. Lubił nagłaśniać swoje zdanie, wypowiadać opinie. Nikogo one nie interesowały, ale on sam po prostu znajdował w tym przyjemność. Nie mógł wypowiadać się na wiele tematów, bo nie miał o nich pojęcia, ale na temat własnej opinii zawsze jest się ekspertem. Bardzo chętnie wygłosiłby tyradę o tym sztywniaku George’u.
Julien lubił oglądać taki durnowaty “content”, ale jednocześnie szybko go on nudził. Śmiał się przez chwilę, a w następnej już irytowało go to zachowanie i traktował tych ludzi z pogardą. Uważał ich wtedy za gorszych od siebie, jakiś niższy gatunek. Niesamowite, jak szybko opinia tego człowieka ulegała zmianie. Była płynna i bardzo plastyczna; dostosowywał ją do swojego humoru i widzimisię.
- To dziwne. Ja lubię wasze filmiki - nie powinien tego mówić nigdy. Nie pasowało to do jego statusu i lepiej, żeby nikt się o tym nie dowiedział. Za coś takiego ktoś mógłby obić mu ryj, a to spowodowałoby rozpacz jego matki i wielogodzinny płacz. Do tego pewnie jakiś pozew i musiałby szlajać się po sądach, a on przecież nie lubi takich rzeczy. No i mogłoby to negatywnie wpłynąć na opinię o jego ojcu.
Ale Julien nie był znany z tego, że robił to, co trzeba. I tak już nie chodził na zajęcia, na które miał obowiązek uczęszczać i miał je totalnie w dupie. To było tragicznie słabym posunięciem. Ale robienie na przekór jest tak przyjemne! Niesłuchanie się rodziców takie zabawne! Zachowywał się wciąż jak trzynastolatek; nigdy nie dojrzał i chyba to nie miało się wydarzyć w najbliższym czasie. Nie było mu to widać pisane.
Powrót do góry Go down

avatar


superbia



PisanieTemat: Re: Starbucks   25.02.18 3:33
Klient współpracował, ale z jakiegoś powodu był bardziej zainteresowany swoim kubkiem, niżeli towarzyszem. Może jedynie się narzucał, a tak naprawdę jasnowłosy chciał spędzić ten czas w samotności? No, nieważne jaka byłaby odpowiedź, Oscar nie ruszy się stąd, dopóty nie skończy koktajlu.
Usiadł lekko bokiem do niego, wyprostowany, a potem skrzyżował te długie po niebiosa nogi.
Tak, zdecydowanie nigdzie się nie wybierał. Towarzystwo drugiego mężczyzny było przyjemne.
- Nie jestem z Vegas. Wychowałem się w Kalifornii. Tutaj jestem dopiero od kilku lat - sprostował tę informację. Ha! Całe miasto obok. Ale wtedy za dzieciaka miał tylko tyle funduszy, żeby spieprzyć. Tak po prostu, postanowił i na drugi dzień już był w Las Vegas, zrozpaczony i kompletnie spłukany.
Ale tym razem miał farta. I wszystko poukładało się całkiem nieźle.
"- Mi też to nie przeszkadza."
Och, jakby mogło.

W odpowiedzi spojrzał na niego figlarnie znad koktajlu i upił z niego łyka. Całkiem niezły przeskok z "rzadko oglądam wasze filmy" do "nie przeszkadza mi, że nie masz cycków. I tak jesteś super". No dobrze, trochę ubarwione, ale takie było ego Oscara.
Klient uśmiechnął się uroczo i aż trudno było tego nie odwzajemnić. Jakkolwiek, uśmiechu tego blondasa nie można było uznać za słodki; był raczej seksowny, drapieżny i, cholera, świadczył wiele o jego właścicielu.
- Cudownie, że lubisz nasze filmiki. Inaczej to nie miałoby sensu. Uwielbiam tańczyć i kocham, gdy patrzą - trochę nieprzyzwoicie. - I, gdy im się podoba. Gdy Tobie się podoba - zrobił nacisk. Niewiarygodne, ile jedno słowo może nadać intymności. Zrobił to cholernie specjalnie.
Upił kolejnego łyka, zastanawiając się, aby po chwili kontynuować.
- Powiem ci to w tajemnicy, ale mamy w planach wypuścić kolejny klip. Tym razem, będzie sceneria więzienna. Surowo, ale gorąco. Gorąco, ale klasycznie seksownie - ściszył głos, bo jak tajemnica to tajemnica. W sumie, nie byłby BARDZO zły, gdyby potem ich mała intymność wylądowała na tablicy Twittera, albo Facebooka, ale wciąż byłaby to trochę popsuta niespodzianka.
Byli znani z tego, że nie byli wulgarni, tylko seksowni. Po prostu. Z tańca dla ciot zrobili sztukę, dlatego oglądało ich nie tylko środowisko LGBT, ale także hetero faceci i kobiety. I mieli zamiar podtrzymać tę markę.
Nagle nachylił się w jego kierunku, wyciągając dłoń.
- Słuchaj, zróbmy to właściwie. Jestem Oscar White.

_________________
Powrót do góry Go down

avatar


acedia



PisanieTemat: Re: Starbucks   25.02.18 23:25
Cała sytuacja była nowa, więc nie wiedział, jak ma się zachowywać. Zazwyczaj nie miał takich problemów w kontaktach międzyludzkich. Gadał, co mu ślina na język przyniesie. Oczywiście teraz też tak było, ale to wynikało raczej ze zdenerwowania i nieobycia aniżeli braku ogłady, jak to zazwyczaj miało miejsce.
Zerknął na nogi chłopaka, ciągnąc po nich przez dłuższą chwilę. Jezu, jakie długie przemknęło przez jego głowę, gdy szybko przeniósł wzrok wyżej. Musiał wyglądać komicznie, gdy tak przesuwał oczami w te i wewte, nie zatrzymując ich nigdzie dłużej. Jak jakiś zagubiony królik otoczony przez stado wilków. Nigdy by nie pomyślał, że mógłby być zwierzyną łowną. A tu coś takiego.
- Ja też nie jestem stąd. Z Alaski - odparł, zachwycony, że mają coś wspólnego. Brakowało jeszcze tylko szczerej nienawiści do tego miejsca i Julien mógłby uznać tego gościa za anioła zesłanego przez niebiosa. Wyglądał jak jeden z nich, a przynajmniej jak dziecinne wyobrażenia blondyna o nich. To chyba te włosy tak na niego działały. Przypominały mu zdjęcia matki z młodości, gdy długie fale spływały po jej plecach swobodnie, a ona uśmiechała się do obiektywu z naturalnym wdziękiem. Teraz zazwyczaj je spinała, aby nie przeszkadzały jej w pracach domowych. Chciałby raz jeszcze zobaczyć ją w tej drugiej odsłonie, ale raczej szanse na to były marne.
Uśmiech Oscara go onieśmielił; jeszcze bardziej niż do tej pory. Przypominał mu trochę rekina, ale zepchnął tę myśl w głąb głowy. Dziwne, z jaką łatwością był w stanie zastąpić ten wizerunek znacznie delikatniejszym. W tym momencie niemalże dopasowywał rzeczywistość do swoich wymagań i pragnień, przekształcając długowłosego z powrotem w mistyczną zjawę. Pięknie; idealnie.
Upił kolejny łyk czekolady, oblizując od razu usta. Jakim upokorzeniem byłoby, gdyby w kącikach pozostało mu trochę napoju! Podniósł serwetkę i dokończył czyszczenie twarzy, choć była to syzyfowa robota. I tak miał zaraz upić kolejny łyk, ale w ten sposób radził sobie poniekąd ze stresem. Na wszelki wypadek obiema dłońmi złapał kubek, coby nie zacząć kreślić nimi dziwnych linii na stole, jak to miał w zwyczaju.
- Naprawdę? - jak naiwnym trzeba być, żeby uwierzyć w coś takiego? No cóż - w tym momencie racjonalizm nie był jego mocną stroną. Ale nie oszukujmy się - nigdy nie był. Łatwowierny do bólu, a do tego głupiutki. Jak ten cholerny zając, do którego coraz bardziej się upodabniał ze swoimi błyszczącymi oczyma.
- To… ciekawy pomysł - cóż za innowacyjna opinia! Tak… inna, nowoczesna! W tym momencie nawet gdyby pomysł mu się nie podobał, nie byłby w stanie go skrytykować. Ale zdążył już wyobrazić sobie, jak może to wyglądać. A jego wyobraźnia nie jest zbyt często aktywna, więc dzisiejszy dzień z pewnością przejdzie do historii. Przynajmniej pod tym względem.
Spojrzał na jego dłoń, a dopiero potem powoli przesunął w jej kierunku swoją. Będzie mógł go dotknąć?! W sumie… idealny moment na sprawdzenie, czy jest prawdziwy. W końcu od dawna nie widział innych ludzi niż własni rodzice. Może wyobraził sobie całą te sytuację?
Ale nie. Poczuł mocny uścisk. Więc to jednak prawda, a nie jakiś przedziwny sen na jawie.
- Julien. Julien Duesenberry - Oscar znał jego nazwisko, ale co mu szkodziło i tak je podać? Może w ten sposób lepiej go zapamięta.
Powrót do góry Go down

avatar


superbia



PisanieTemat: Re: Starbucks   26.02.18 19:41
Trochę śmiać mu się chciało, gdy ten tak przesuwał po nim wzrokiem. A jednocześnie odczuwał satysfakcję, bo swojej aparycji poświęcał dużo czasu, oczywiście, bo to lubił, ale także po to, aby się patrzyli. Teatralnie próbował złapać jego wzrok w swój i go utrzymać jak najdłużej, odnajdując w tym dość śmieszną zabawę. Ta głupia strona w Oskarze zaczynała się odzywać, to znaczy, która uwielbiała się wygłupiać. Hej, młody był! Jeszcze. Wolał nie myśleć, co później. Ale czy to ważne?
- Alaska. Podobno z Alaski są fajne laski. Masz jakąś? - zamruczał rozbawiony. Zastukał palcami o blat. Nabrał ochotę na papierosa. - Jesteś przejazdem, czy raczej zostajesz?
Jasnowłosy towarzysz wydawał mu się być naiwny i trochę niewinny. Trochę go to kręciło, trochę bawiło, bo takiemu Oscarowi bliżej było do cynicznego masochisty, niżeli do jakiejkolwiek słodyczy, o aniołach nie wspominając. I zwykle otaczał się podobnymi sobie ludźmi, dlatego to poniekąd też było dla niego pewną nowością. W sumie, sam zachowywał się kiedyś podobnie. Pewnie, gdzieś tam, nadal taki był. Tylko metoda się zmieniała.
Przyglądał się mu, jak oblizywał z czekolady usta, a potem starannie zbierał resztę serwetką. Jak panicz. Zaczynał podejrzewać, że ten pochodził z dobrego domu, gdzie dmuchano i chuchano na niego.
- Mhhhm - mruknął mu w odpowiedzi. Trochę się rozleniwił, bo dużą przyjemność miał z patrzenia dla niego. Popił koktajl.
Ale, szczerze mówiąc, nie kłamał. Gdyby Julien poprosił, zatańczyłby dla niego. A kilka takich Julienów, tworzyło już subskrypcje na kanale i zwiększało oglądalność. Każdy był cenny. Dlatego, tak, tańczył także dla niego. Chociaż przede wszystkim dla siebie. Czego innego oczekiwać po tym dupku?
Uścisnęli sobie dłonie. Uśmiechnął się do niego. Trochę przedłużył ten kontakt.
- Miło mi cię poznać, Julienie Duesenberry - powiedział i dopiero wtedy puścił jego dłoń, ponownie wygodnie siadając.
Przyjrzał mu się uważniej, zastanawiając się. Zastanawiał się, czy bywał w jakichś klubach, albo barach. Tak szczerze, jego wewnętrzny chochlik chciałby wziąć go na jakieś gejowskie party, albo założyć się, kto pierwszy wyrwie dupę na noc. Choćby damską. Wyobraził to sobie i uśmiechnął pod nosem. Boże, ten papieros.
- Jeśli będziesz chciał coś zobaczyć w naszym klipie, zawsze możesz zadzwonić i mi to powiedzieć - zdecydował w końcu. W końcu, opinia fanów była najważniejsza (zaraz po tej oscarowej). - Albo napisać smsa z pytaniem, czy nie mam ochoty wyjść do klubu. O ile pozwolisz mi wpisać sobie numer telefonu - uniósł brewkę i przechylił głowę, trochę przekornie, chociaż cholera go wie, o co mu chodziło i co go tak bawiło i pewnie sam nie do końca ogarniał.
Wypił ze dwa łyki koktajlu (było go już mniej niż połowę), starając się nie myśleć o tym, kiedy miał kogoś w łóżku i, czy nie zaprosiłby do niego Juliena.

_________________
Powrót do góry Go down



Sponsored content




PisanieTemat: Re: Starbucks   
Powrót do góry Go down
 
Starbucks
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sin City :: Las Vegas  :: Dzielnica handlowa-
Skocz do: