Na skróty
Image Map

Share | 
 

 PT's Pub

AutorWiadomość

avatar


Admin



PisanieTemat: PT's Pub    10.07.17 23:12
Spoiler:
 

Całodobowo otwarty pub w amerykańskim stylu.
Powrót do góry Go down

avatar


ira



PisanieTemat: Re: PT's Pub    20.02.18 19:39
Przekręcił mechanizm zegarka. Malutka wskazówka ruszyła się płynnie pod wpływem jego działania przemieszczając się o kilka stopni do przodu. Miał jeszcze chwilę czasu, samodzielnie narzucony limit dało się jeszcze odrobinę podkręcić, nikt na niego nie czekał. Przynajmniej nie ktoś ważny.
Przechylony policzkiem do ramienia obserwował bez wyrazu barowe tło, fototapetę przedstawiającą jakąś włoską plantację winogron i postawione przed nią ozdobne butelki, których nie dało się przywłaszczyć za żądną kwotę. Odpływał myślami, ale właśnie dlatego kupił sobie jeszcze trochę czasu, nie zdarzało mu się trwać w bezcelowym błądzeniu po umyśle zbyt często. Celebrował to doświadczenie, było dla niego rzadkie i tym cenniejsze. Wcześniej zaczepiła go jakaś kobieta, ale teraz dała sobie spokój. Po trzecim pytaniu bez odpowiedzi okazało się, że nie jest jednak tajemniczym przystojnakiem, a zwykłym dupkiem. Jeżeli miano dupka dawało mu szansę na złapanie oddechu, to mógł nim być.
Nie wypił dużo. Nie po to tutaj przyszedł, tyle że sprawy, które miał doprowadzić do końca już dawno zostały podsumowane. Wyszło szybciej niż zazwyczaj i teraz miał do dyspozycji tą odrobinę chwili, która w teatralnym grafiku nadal opatrzona była dopiskiem: wyjście służbowe.
Jeszcze raz podniósł wzrok znad szklanki na Włoską, słoneczną panoramę. Na ustach trzymał pytanie, czy warto kiedyś się tam wybrać, a w myślach już teraz sięgał dłońmi do ciemnozielonych liści. W jego wyobrażeniu były miękkie i przyjemne w dotyku, nie jak te sztuczne, plastikowe dekoracje, które czasami przekładał z kąta w kąt. Kiedy całe zaplecze sceny stawało się na kilka godzin wielkim składowiskiem wszystkich znanych człowiekowi epok musiał torować sobie drogę do kulis, w swoje ulubione miejsce, z którego obserwował balkony znajdujące się na lewo od desek teatru.
- Życzy sobie pan jeszcze coś zamówić? - zapytał barman z lekkim włoskim akcentem. Pasował do swojego tła, do swoich kolorowych, włoskich butelek.
- Nie - odparł mechanicznie, zanim dotarła do niego treść pytania. Spojrzał w dół na opróżnione naczynie. - Tak, zamówię coś. Chciałbym tą butelkę Campari. Jeszcze takiej nie widziałem.
Barman nie przestał polerować kieliszków, które akurat trzymał w dłoniach. Odczekał stosowny moment w ciszy i westchnął.
- Panie Nithercott - zaczął. - Właściciel nie wyraził zgody. Osobiście to panu przekazał ostatnim razem. Wystrój lokalu nie jest na sprzedaż. - kończąc odwrócił się i ruszył ku innym klientom pozostawiając blondyna z tą samą goryczą porażki co zwykle. A butelka o nieregularnym kształcie, zupełnie niepasującym do wizytówki Luca Garavoglia miała nadal pozostać poza jego zasięgiem.
Powrót do góry Go down

avatar


ira



PisanieTemat: Re: PT's Pub    21.02.18 18:50
Szczerze powiedziawszy lokal nie był jego ulubionym miejscem, w którym lubował zapominać o bożym świecie w akompaniamencie brzdęków butelek i podwyższonych barytonów pijaków, którym film dawno urwał się o stosownej godzinie.
Jordan wolał mniej zatłoczone puby, jednak w Las Vegas o podobne było niesamowicie ciężko, ze względu na jedną, bardzo ważną rzecz – miasto to nigdy nie kładło się spać. Imprezy odbywały się tutaj całodobowo, a przejezdni roztrwaniali swoje pieniądze w kasynach i pięknie urządzonych barach, gdzie kuso ubrane panienki zachęcały do jeszcze jednego drinka za horrendalną sumę. Vuković znał to miejsce od podszewki. Stał się swoistym starym wyjadaczem, który wyczuwał kanciarstwo na kilometr. Najpewniej było to uwarunkowane własnymi upodobaniami do hazardu, którymi lubił się popisywać w kasynach, wygrywając niezłe sumki.
Obecnie znudzony własną pracą i zleceniami, przyszedł się zrelaksować. Zagościł nieco dłużej w barze i wypił zbyt wiele whisky, które w zaskakująco szybkim tempie zniknęło. Zajrzał na dno szklanki i nie zauważył ani jednej kropelki złoto gorzkiego trunku. Przesunął językiem po spierzchniętych wargach i udał się w stronę baru. Siadł obok jakiegoś mężczyzny, na którego w pierwszym odruchu nawet nie spojrzał. Posłał barmanowi znaczący gest, a ten niczym stary znajomy dolał mu szkockiej.
To w nich lubił. Nie trzeba było im mówić, co mają robić. Znali się na swojej robocie.
Wyciągnął z kieszeni kurtki paczkę papierosów i wsunął jednego między wargi. Odpalił, a dopiero później, w lustrze naprzeciw niego, dojrzał blond czuprynę. Odwrócił głowę w stronę znudzonego dyrektora teatralnego.
— Ciężki dzień?
Mruknął z charakterystyczną dla siebie chrypą. Zazwyczaj nie zagadywał do obcych typów, jednak tym razem kilka szklanek whisky sprawiło, że stał się bardziej towarzyski i mniej gburowaty, niż bywało to zazwyczaj. W innym wypadku ich spotkanie opierałoby się na siedzeniu tuż obok siebie.
Jordan nie lubił gadać. Nie lubił się integrować z innymi ludźmi. Należał do typowego grona samotników, którzy woleli delektować się dobrym alkoholem i tanimi papierosami, które skutecznie niszczyły płuca.
— Życzy sobie czegoś Pan jeszcze?
Barman spojrzał na Jordana, a ten jedynie pokręcił głową. Spojrzał ponownie na Jay'a, jakby wolał się upewnić czy ten nie zachce stracić trochę pieniędzy na kolejną dolewkę, aniżeli na butelkę należącą do wystroju lokalu.
Powrót do góry Go down

avatar


ira



PisanieTemat: Re: PT's Pub    21.02.18 20:38
 Odetchnął cicho. Nie winił barmana, nie w jego kwestii było spełnianie niekonwencjonalnych zachcianek klientów. Nie mógł zareagować inaczej, niż tak jak zrobił to w tej chwili, a mimo wszystko Jay nie zamierzał dać za wygraną w sprawie tego konkretnego egzemplarza. Jeżeli nie dzisiaj, to być może w jakiś inny dzień spotkanie biznesowe zakończy się w nieco bardziej wesołych warunkach.
Nawet zanim znalazł się na sali pubu, poczęstowany został jakimś lekkim alkoholem. Teraz był przez to tylko bardziej pobudzony. Doskonała taktyka, pomyślał, dać gościom zasmakować tego, co w barze mogą nabyć sobie sami za kwotę wystarczającą do pokrycia darowizny. Na świecie nie było nic za darmo.
Powinien myśleć podobnie, nosić ze sobą próbki... Powstrzymał dalsze rozważania. Nie po raz pierwszy i ostatni znalazł się na jakiś spotkaniu biznesowym w zastępstwie swojego ojca. Chociaż nie raz zarzekał się, że już nigdy nie będzie działał w imieniu odnogi Wayacott dystrybuującej alkohol. Robił to jednak, czasami miał zbyt miękkie serce i zbyt duże doświadczenie w negocjacjach, by zawieść rodzinę w tym względzie. Liczyli na niego... nie rodzina, a cały wydział zajmujący się kontraktami. Nie byłoby jednak wielkim kłamstwem uznać, że właśnie tam się wychował, na deskach wielkiego budynku z proporcjonalnie dużym napisem: biura.
 Teraz jednak był już osobą prywatną, aktorem, dyrektorem, sobą. Zmęczonym, szukającym ucieczki od sztywnego języka sukcesu i podpisanych papierów. W takich chwiał czuł się jeszcze niższy, niż był naprawdę i cieszył się, że przechylona profilem do obcych twarz nie przyciągała jakichś niechcianych spojrzeń.
 Nie cierpiał, kiedy ktoś go rozpoznawał.
 Ukradkiem, niemalże od niechcenia zerknął na bok, kiedy jednak jakiś nieznany, ciężki głos przebił się przez bańkę jego ignorancji, czyli bezpieczeństwa. Chłodne spojrzenie zatrzymało się na moment przy obcej twarzy, badał, szukał w pamięci, ale nie był w stanie znaleźć odpowiedzi na pytanie. Ktoś nieznajomy.
 — Chyba tylko ciężki dzień jest w stanie skłonić człowieka do zamawiania czegokolwiek za takie kwoty. - odparł, decydując, że to całkiem przypadkowe zaczepienie nie oznacza dla niego zagrożenia. Ku niezadowoleniu barmana, który w udawanym, przesadnym westchnieniu skomentował jego wypowiedziane wyraźnie i głośno słowa blondyn kiwnął nań jeszcze raz głowę zdecydowany zamówić coś, mimo cen, na które dla żartu narzekał. — Campari. — rzucił nazwą jak zacięta płyta. — Spokojnie. To normalne, tym razem. — dodał szybko widząc, jak usta pracownika otwierają się, by jeszcze raz ze sztywną grzecznością kazać mu, w przełożeniu na luźny język, spadać.
Powrót do góry Go down

avatar


ira



PisanieTemat: Re: PT's Pub    22.02.18 15:40
Nie rozpoznawał go, a nawet jeśli w jego pamięci tkwiłby obraz kawalera Nithercotta, nie wykazałby większej euforii jak w tym momencie. Gwiazdy non stop przewijały się mu przed oczami, czasem nawet dla większości pracując, dlatego też ktoś sławniejszy, ktoś równie bogaty co celebryci z wielkich ekranów, nie robił na nim najmniejszego wrażenia. Potrzeba było trochę więcej niż kilku zer na koncie, aby wzbudzić w Jordanie Vukoviću zainteresowanie. Najpewniej uwarunkowane było to także sporą sumą na jego kilku kontach bankowych, gdyż zawód jaki wykonywał niósł ze sobą spore korzyści finansowe, jak również niebezpieczeństwo.
Przyjrzał się nieznajomemu.
Albo spory budżet na koncie. W Las Vegas nic nie jest tanie. O tym chyba powinieneś się szybko przekonać, nawet jak jesteś przejezdny.
Parsknął, ale raczej jego śmiech brzmiał jak warkot. Posiadał ciężkie brzmienie głosu, a surowy wygląd jedynie podkreślał błysk niebezpieczeństwa w jego tęczówkach.  
Obrzucił mężczyznę wzrokiem raz jeszcze, ponownie zastanawiając się czy gdzieś go nie widział. Twarz wydawała mu się niby to znajoma, jednak nie na tyle, aby od razu wpaść na trop, że widział go na scenie, podczas jednego ze spektakli, na którym robił interesy. Nie trwało to długo, zaledwie parę minut, podczas których dostał kopertę z adresami, zdjęciami i danymi ofiary. Następnie wówczas wstał, a ślad po nim zaginął wraz z opuszczeniem kurtyny i zakończeniem pierwszego aktu.
Uśmiechnął się enigmatycznie do własnych myśli. Najwidoczniej miał lepszą pamięć niżby mógł przypuszczać.
— Co ci się podoba w tej butelce?
Zagadnął, szybko zauważając wolno otwierające się usta barmana, który najwidoczniej miał dość osoby blondyna przy swoim kontuarze. Jordan czuł rozbawienie podobną sytuacją, jednak ani przez chwilę przez spokojną twarz nie przemknął cień uśmiechu. Zachował spokój i powagę, zarezerwowaną dla świata zewnętrznego.
Kolejny raz próbuje ją kupić.
Mruknął w końcu kelner, nie wytrzymując dłużej tematu butelki. Cholerne Camparii. Szczerze zaczynał je nienawidzić.
Kupić? A właściciel nie chce się na to zgodzić prawda, Victorze?
Zapytał barmana, a ten westchnął teatralnie. Odwrócił się bokiem, pucując dalej swoje szklanki, a Vuković pokręcił głowę.
Upił swoją szkocką, którą kochał równie mocno co swojego Forda Mustanga, a następnie poprosił o dolewkę. Pomimo mocnej głowy, alkohol nieco rozluźnił spięte barki mężczyzny, jednak nie stępił zmysłów na tyle, aby paść twarzą na marmurowy bar. Noc była długa, a jego mieszkania puste, a jemu nie było spieszno do niego wracać.
Powrót do góry Go down

avatar


ira



PisanieTemat: Re: PT's Pub    22.02.18 21:03
 Przesunięty wprawną ręką barmana trunek trafił prosto pod nos mężczyzny. Krytycznym okiem ocenił zawartość, zanim wchłonął niewielką jego część. Nie miał zamiaru się upijać, w negocjacjach biznesowych chodziło właśnie o to, by pić dużo, ale wcale nie tracić głowy do interesów. Ten, kto przepadnie pierwszy w wojnie na grzeczności, podpisze najpewniej niekorzystny kontrakt i puści niezłą sumkę z dymem.
 Szczęście, że tego dnia miał już za sobą teatr pozorów. Chociaż w przełyku nadal gościł słodki posmak procentów, nie miał powstrzymywać się od kolejną dawką. W końcu tym razem chodziło o jego ulubione Campari, słodkie tak samo wyraźnie co gorzkie. Wszystko za sprawą odrobiny skórki z pomarańczy, której nutę był w stanie wyczuć, gdy przylgnął wreszcie jasnymi wargami do szkła. Dobrze zmieszane, lekko czerwonawe. Dla niektórych trunek pasujący raczej do kobiet, z wyrazistą barwą, esencją owoców, działający dobrze na metabolizm.
 — Pewnie masz rację. — odpowiedział, nie czując potrzeby, by korygować mylne przypuszczenie nieznajomego. Był tutejszy jak niewielu w otoczeniu. Las Vegas niemalże żyło przyjezdnymi, miejscowi należeli do tych nielicznych, biznesmeni, pracownicy, ludzie zatrudnieni do zabawiania całej reszty. Z czystym sumieniem mógł się znaleźć na wyższych stopniach tej piramidki, ale nie nosił się jak jeden z tych paradnych, wystawianych na pokaz bogaczy. Dużo bardziej pasowało do niego miano kogoś z półświatka, kto w ciszy i z dystansem starał się nie zwracać na siebie uwagi.
 Zatopił usta w alkoholu, zatopił w nim całą gorycz dzisiejszego dnia. Jak w rytuale, gdzie jeden element kręgu wystarczał, by pozbyć się natrętnego problemu. Wystarczyło, że poczuł słodki smak na ustach, by poczuć się swobodniej.
 W teorii planował zjawić się jeszcze na terenie teatru, w praktyce po raz któryś już przekładał alarm w zegarku na późniejszą godzinę. Odciągał wyrok, nie czuł ochoty, by rzucać się znowu w wir instytucyjnej papierologii. Najbliższe grono współpracowników przywykło już do jego stylu pracy. Był jak nieoswojony kot, chodził własnymi ścieżkami, nikomu się nie tłumaczyć, zjawiał tam, gdzie akurat miał zamiar się zjawić, bez słowa i bez zapowiedzi. A pod koniec dnia pracy wszystko i tak było na miejscu, nikt nie mógł mu niczego zarzucić.
 Jeszcze raz odwrócił wzrok na bok. Chciał szybko rzucić okiem, ale zatrzymał się na dłuższą chwilę ze spojrzeniem skierowanym ku nieznajomemu. Sunął jasnymi oczami z góry do dołu, oceniał, chociaż w ciszy, bez komentarza. Jakby szukał wystarczającego powodu, by odpowiedzieć mu na rzucone w eter pytanie. Ciężki wzrok, twarz, która raczej nie przyciągała do siebie zbyt wielu spojrzeń, nawet on, szukając kontaktu wzrokowego czuł się trochę jak owca wchodząca na teren wilka.
 — Niewiele takich wyprodukowano. I dosyć dawno. Kwestia wartości kolekcjonerskiej. — zdecydował w końcu. Nie on zbierał to paskudne, ozdobne szkło po alkoholach, ale jego ojciec. W którymś momencie pasja starszego przeniosła się na syna i w taki sposób, Jay jako kolejny członek rodziny pałał obsesyjną wręcz chęcią dorwania tego egzemplarza. W gronie znajomych stało się to już niejako anegdotą. A blondyn, chociaż potrafił zagnębić swoimi prośbami barmanów i właściciela, nie przejawiał większej inicjatywy, poza toczeniem słownych batalii.
Upił jeszcze odrobinę ze swojej szklanki.
 — Zagraniczny akcent? — Zapytał niby od niechcenia. To w kwestii ustalania tego, kto jest przyjezdnym, a kto nie. Jego osobiście nie bolał portfel, kiedy do rąk otrzymywał kwotę rachunki. Nie mógł tego jednak stwierdzić z samych obserwacji, odnośnie nieznajomego.
Powrót do góry Go down

avatar


ira



PisanieTemat: Re: PT's Pub    24.02.18 13:44
Szkocka poprawiała mu nastrój. Potrafiła otulić zmysły, rozgrzać do czerwoności i spowodować szybsze bicie serca, tak samo mocno co pociągnięcie za spust. Jednak o tym, lepiej aby nikt nie wiedział. Zawód ten należało trzymać w tajemnicy, przeciwieństwie do zajmowania się samochodami. Prowadzenie warsztatu samochodowego miało wiele zalet. Biura podatkowe nie interesowały podejrzane dochody, gdyż większość wpakowywał w koszty warsztatowe, a część leżała na kontach na Kajmanach. Jego świat był prosty. Nikt nie decydował w nim za niego, sam rozkładał karty i decydował, które zlecenie stanie się jego kopalnią złota.
— Pewnie nie.
Parsknął, nie zamierzając sam również drążyć tematu. Pozostawił go otwartym, jednak podejrzewał, że mężczyzna nie zechce go kontynuować, ani drążyć sedna jakie w nim zawarł Chorwat.
— Butelki nigdy mnie nie interesowały w kontekście kolekcjonerskim, zresztą moje zamiłowanie obejmuje jedynie whisky.
Odparł, jakby to kogoś interesowało. Szczerze wątpił, że tak nie było, jednak skoro podjął się zagadania do obcego typa, czuł się w obowiązku do potrzymania nawet tak tandetniej rozmowy, jak ta.
Wyglądasz, jakbyś stracił połowę życia na coś z czego do końca nie jesteś zadowolony.
Spoważniał. Niewiele słyszał o tym chłopaku, jednak znudzony wzrok i posępna sylwetka zmusiła go do wysunięcia podobnych wniosków.
— Chorwacja.
Wyjaśnił, a potem upił niewielkiego łyka szkockiej.
Sądziłem, że wypleniłem akcent na rzecz mieszkania Vegas. Widocznie pewne rzeczy się nigdy nie zmienią.
A może powinien. Łatwiej byłoby stać się niewidocznym dla tłumu. W końcu charakterystyczny głos z nutką obcego akcentu zapadał w ucho, aniżeli jednolity amerykański świergot.
Chciał już o coś zapytać, kiedy nagle podeszła do nich jakaś dziewczyna. Wyglądała na młodą, niewiele starszą od Jay'a, w dłoni trzymała niewielki notes w kwiatki i długopis. Wlepiła w niego wielkie miodowe oczy, jak gdyby ujrzała dzieło boskie.
— Panie Jay! Nie byłam pewna czy to Pan, ale jednak! Widziałam pana wszystkie spektakle czy mogłabym prosić o autograf?
Zaszczebiotała niczym piętnastolatka na widok Justina Biebera, co nie na żarty przeraziło Jordana
Powrót do góry Go down

avatar


ira



PisanieTemat: Re: PT's Pub    24.02.18 17:21
Uśmiechnął się pod nosem na dźwięk tej odpowiedzi. Z jakiegoś powodu poprawiło mu to humor, ta odwrotna, rzuca niby od niechcenia przekorna kwestia. Zadowolenie nie gościło na jego obliczu jednak zbyt długo, nie chciał wyglądać na wariata, który widząc samego siebie w odbiciu wykrzywia usta radośnie.
 Szybko przeanalizował w głowie także jego kolejne zdanie. Whisky... setki wzorów i kształtów pojawiło się w jego głowie, jakby stał teraz przed kolekcją ojca i przyglądał się im z bliska. Przez sam szeroki wybór wariacji tego trunku nie mógł przypomnieć sobie jakiejś konkretnej, wartościowej edycji, ale mniej-więcej rozumiał, dlaczego ktoś interesuje się bardziej zawartością, niż opakowaniem. Szczególnie jeżeli chodzi o bursztynowy skarb.
 Dopiero trzecia wypowiedź zwróciła na siebie jego uwagę. Zrezygnował już z myśli, że zagadany został przypadkiem i na krótko, nieznajomy zdawał się odczuwać potrzebę przeprowadzenia jakiejś dłuższej dyskusji, której Jay z racji braku lepszego zajęcia nie miał zamiaru ucinać. Wymagała tego chociażby kultura, a od niego ludzie zdawali się czasem oczekiwać więcej, niż od każdego zwykłego mieszkańca. Aktor musiał być przecież wygadany i wykształcony. To, że Reira należał raczej do osób milczących niewiele obchodziło grono znajomych.
 — Nie rozumiem. — odparł szczerze, przyglądając się nagle swojej twarzy w lustrze. Mimowolnie poprawił ułożenie włosów, które naturalnie układały się raczej zgodnie z akceptowalna normą, nie musiał wiele przy nich robić każdego dnia. Może to kwestia tego, że cała jego twarz zdawała się niezwykle blada, prawie jakby chorował? Jasna cera, jasne oczy, jasne włosy i brwi, nawet usta miał dużo jaśniejsze, pasowały do reszty oblicza, jak obrazki w malarstwie rokoko. — Upierałbym się, że nie ma powodów do takiego przekładu zadowolenia na wizerunek. Może po prostu się garbię.
 Wyprostował się.
 Tyle, że nadal wolałby siedzieć skupiony na swojej szklance, zamiast jarzyć się jak żarówka w mroku pubu. Nawet jego ubiór, jasny garnitur, w którym nadal paradował z powodu wcześniej prowadzonych rozmów biznesowych wyróżniał się na tle ciemnego drewna.
 — Być może przyjezdny nie zauważyłby różnicy. — zasugerował powoli niejako zdradzając się jako jeden z miejscowych. Nie powiedział tego jednak zbyt dosadnie, pozostawiając Chorwatowi furtkę na własne domysły. Pewnie powiedziałby jeszcze nieco więcej, gdyby nie zaczął działać jak światło na ćmy.
 Uniósł delikatnie brwi, nie chciał okazywać zdziwienia i nie chciał także przestraszyć młodej kobiety, która wbiła w niego spojrzenie jak głodzony szczeniak. Z wyglądu też bardzo mocno przypominała jakiegoś puchatego pieska, który domagał się uwagi. Jasnowłosy nie mógł jednak odmówić jej urody, pasowałaby do roli głupiutkiej młodszej siostry, stwierdził w myślach mimowolnie.
 — Witam. Jak najbardziej. — Odpowiedział jej swobodnie, chociaż kwestia ta była już wyuczona. Odwrócił się na krześle, by móc stanąć twarzą w twarz z rozmówczynią. Nie dało mu się odmówić naturalności. Przechwycił notes od kobiety delikatnym ruchem ręki, złapał długopis miedzy palce posyłając fance lekki, przyjemny uśmiech. Przez krótki moment nawiązał z nią kontakt wzrokowy, a potem nakreślił z rozmachem kilka liter, tworząc na papierze swój podpis. — Niezmiernie miło mi to słyszeć. Czy masz wśród tych spektakli jakiś ulubiony? — Spojrzał na notes i przechylił głowę na bok. — Jak Ci na imię? Chętnie dopiszę coś od serca.
Chłodne spojrzenie nabrało na moment barw. Obchodzenie się z gośćmi teatru także było częścią jego pracy. Dla kogoś, kto nie znał go prywatnie mogło się wydawać, że jest taki zawsze. Otwarty, luźny, miły i przyjazny. Dopiero zgarbione nad szklanką ramiona i spojrzenie pozbawione emocji, skierowane do lustra mogło zdradzić, jaki bywał w samotności.
Powrót do góry Go down

avatar


ira



PisanieTemat: Re: PT's Pub    27.02.18 13:25

Jordan na chwilę wyłączył się, nie słuchając jazgotu jaki się nagle zrobił koło aktora teatralnego. Zerknął na niego kątem oka, a potem wrócił spojrzeniem na barmana. Wyciągnął pieniądze i rzucił na blat baru, zostawiając w nich napiwek dla barmana.
Panie Jay, naprawdę nie wierzę w to spotkanie. To spełnienie moich marzeń! Nazywam się Amanda.
Zaświergotała, a Chorwata aż uszy zabolały od tego wysokiego dźwięku. Wstał spoglądając na chwilowego towarzysza rozmów.
— Trzymaj się Nithercott.
Rzucił, trzymając już papierosa między wargami i zmierzając do wyjścia.
— Powodzenia w interesach!
Dziewczyna nie słuchała co mówił obcokrajowiec, gdyż całą swoją uwagę poświęciła mężczyźnie. Żar podniecenia tlił się w jej oczach, zapominając o bożym świecie.
Jordan jakoś nie przywiązywał do popularności Jay'a większej wagi. Wyszedł na zewnątrz budynku, starając się złapać taksówkę, którą mógł dostać się do domu. Dla niego wieczór się już skończył.

Powrót do góry Go down



Sponsored content




PisanieTemat: Re: PT's Pub    
Powrót do góry Go down
 
PT's Pub
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sin City :: Las Vegas  :: Dzielnica rozrywkowa-
Skocz do: