Na skróty
Image Map

Share | 
 

 Old ones

AutorWiadomość

avatar


Admin



PisanieTemat: Old ones   10.07.17 22:39
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down

avatar


invidia



PisanieTemat: Re: Old ones   16.02.18 19:13
Soren siedział za ladą swojego niewielkiego sklepiku. Wodził leniwym wzrokiem po otaczających go antykach, po raz kolejny zastanawiając się czy wystawione ceny są aby na pewno trafne. Oczywiście przyjmował targowanie się, wręcz je lubił. Zawsze to odrobina adrenaliny, głęboka potrzeba postawienia na swoim. Nie zależało mu na pieniądzach, bardziej na fakcie, że jest górą. Być może takie podejście było mało praktyczne, szczególnie teraz, gdy w porównaniu z jego wcześniejszym poziomem życia był zupełnie spłukany. Ale co mógł powiedzieć? Raz na wozie, raz pod wozem.
Dobiła dwunasta. Już czas. Wyciągnął spod lady niewielką kartkę i zaczął pisać ogłoszenie. Wielki, czerwony napis głosił „Sprzedawca poszukiwany!”. Nie mógł w końcu w pełni rozkręcić swojej działalności jeśli cały czas będzie przesiadywał w sklepie! Niedopuszczalne. Nudziłby się niemiłosiernie i co wtedy? Chodziłby po ścianach, zwariowałby! Nuda była najgorsza. Atakowała go z zaskoczenia i nie chciała odejść. Dopiero zastrzyk adrenaliny pomagał. Mała kradzież, przekręt, nawet durne targowanie się z klientem, wszystko to było dobre, pozwalało mu powoli zapomnieć, że nie miał co ze sobą zrobić. ”Elastyczne godziny pracy i przyjemne towarzystwo. Płaca do negocjacji.” Cóż, nie było to najbardziej profesjonalne ogłoszenie, jakie napisał w swoim życiu, ale powinno wystarczyć żeby zwabić chociażby jakiegoś studenta. Soren potrzebował co najmniej kilku godzin więcej, by móc wykonywać swoje poufne telefony, rozmawiać z kim potrzeba, mówić lub przemilczeć, pójść zobaczyć się z klientem osobiście… To wszystko zajmowało czas, a jak już ustaliliśmy, Soren czasu nie miał. Nie mógł przyjmować ich bez końca w sklepie, niektórzy wręcz nie chcieli pokazywać się w nim osobiście. Poza tym żeby zwiększyć liczbę klientów, najpierw ktoś musi usłyszeć o jego sklepiku. Oj tak, zrobi jeszcze z tego miejsca istny sklepik z marzeniami! Piękne przedmioty i jeszcze piękniejsze, szczere informacje. W końcu poczuje się jak za starych dobrych czasów. USA było jednak cudownym miejscem. Zaśmiał się w duchu. Więc i on miał swój American Dream, nieco różny od tych zwyczajowych, ale zawsze coś. Jak tylko uda mu się wszystko ustabilizować, będzie mógł zająć się sprawami osobistymi, a one… Cóż, zajmowały jego umysł przez większość czasu. To niedobrze, potrzebował się skupić na pracy, dopiero potem będzie mógł sobie pozwolić na przywilej prywatności. Wywiesił kartkę w witrynie sklepu i wrócił na swoje miejsce. Westchnął. Przeszłość wciąż go nawiedzała, powodowała specyficzny rodzaj zniecierpliwienia, z którym nie potrafił sobie poradzić. Było to uczucie poniekąd podobne do powodowanej przez nudę frustracji, co sprawiało, że Duńczyk nienawidził go jeszcze bardziej.
Powrót do góry Go down

avatar


ira



PisanieTemat: Re: Old ones   16.02.18 21:17
Oczywiście, że kochał sztukę. Od dzieciństwa fascynowały go rzymskie płaskorzeźby, sumerskie słupki z kamienia, a nawet greckie kolumny podtrzymujące sklepienie. Wieczorami i nocami masturbował się do znalezionych w internecie zdjęć marmurowych rzeźb przedstawiających starożytnych sportowców oraz uczonych. A tak naprawdę, to znalazł się na tych ulicach bez konkretnego celu - miał w planach przejść się do centr handlowych, pooglądać ubrania w sklepach odzieżowych. Już mu się zaczynały nudzić własne ubrania, których mimo iż nie brakowało, zaczął odczuwać potrzebę kupienia czegoś nowego. Tak o, dla dowartościowania się lub czegoś w tym stylu. W dalszym ciągu pozostawał bez źródła dochodów, lecz to nie był powód do biedowania. Miał jeszcze wystarczającą ilość pieniędzy, aby wyżyć przez najbliższy miesiąc, dwa, jednakże z drugiej strony chyba nie powinien też ich wydawać, gdy nie musiał. Dlaczego wszystko musiało być tak skomplikowane? Bogate świnie wożą dupy w samochodach za miliony, a on w tym samym mieście zastanawiał się czy może wydać czterdzieści dolców więcej w tym miesiącu. Aż na samą myśl o tym musiał nadmuchać balona z różowej gumy balonowej - tyle mógł zrobić. Tak na dobrą sprawę to nawet nie miał żadnych znajomych w charakterze żywych bankomatów, od jakich w razie potrzeby by się zapożyczył. Czyli co, szedł na marne? Wziął w ogóle ze sobą portfel? Dla upewnienia się przystanął na chodniku, wkładając ręce do kieszeni; nie, jednak miał go ze sobą, czyli nie skretyniał do reszty. Jeszcze tego by brakowało, żeby nabawił się sklerozy albo jakiegoś innego pier... "sprzedawca poszukiwany"? Przez te swoje głupie myśli przyuważył niesamowicie pięknie zdobioną kartkę o takowym tekście. Zerknął przez szybę, tak dla krótkiego rozeznania, o jaki sklep w ogóle chodziło, bo mięsny czy warzywniak odpadał. Nie żeby w Vegas było dużo tego rodzaju interesów, ale fanatyków sztuki podejrzewałby o urządzanie największego shitu, jaki dało się znaleźć na tym świecie. Wyglądało na sklep ze śmieciami, tak po krótce.
- Pies to jebał. - Mruknął do siebie pod nosem, po czym chwycił zdecydowanie za klamkę.
Wykonał śmiały krok na przód przekraczając tym samym progi lokalu, przystanął nieruchomo, wędrując wzrokiem po wszystkim co tylko mógł jakby przyuważyć; większości z tych rzeczy nie umiał nazwać inaczej niż mianem śmieci. Naprawdę. Rzeczy jakby skradzione jakiejś stuletniej babci, która nigdy w życiu nie słyszała o elektryczności czy żarówkach. Absolutnie nie był fanatykiem sztuki ani tym bardziej staroci, ale chyba nikt nie kazał mu tego lubić, prawda?
- Ta kartka nie kłamie? - Spytał siedzącego za ladą mężczyznę, kiedy po kilku minutach od wejścia zdołał go zauważyć; wskazał jednocześnie ręką zgiętą w łokciu i palcem wskazującym na wspomniane "ogłoszenie", wiszące przed wejściem. - I cześć. Jestem Savar. - Poprawił się niemal od razu, cofając rękę z powrotem do siebie. Nie będzie tak stał jak debil przy wejściu; podszedł spokojnym krokiem do lady, starając się nie zwracać uwagi na to, iż wszechobecne pierdółki przykuwały w pewnym sensie jego uwagę. Nawet drewniany stojak na ubrania, serio? Aż taka rupieciarnia? - Ale jeśli mnie zatrudnisz, to mów mi Savy, szefunciu. - Dodał z chytrym uśmieszkiem, gdy stał już tuż przed swoim potencjalnym pracodawcą, a jednocześnie, obok, stał wspominany wcześniej stojak. Przeniósł na niego wzrok i tknął palcem jednego z kapeluszy, po czym błyskawicznie wrócił swoją uwagą do rozmówcy. - Myślałem, że są z tektury. Jestem dyspozycyjny, mogę siedzieć na nadgodziny jeśli będzie trzeba i dopasuję się do grafiku. Będzie coś z tego?
Powrót do góry Go down

avatar


invidia



PisanieTemat: Re: Old ones   16.02.18 21:46
Wyciągnął telefon i włączył facebooka. Bez trudu odnalazł na nim swojego… No właśnie, jak on go ma nazwać? Ich związek nigdy oficjalnie się nie zakończył, więc może mógłby powiedzieć, że po prostu mają małą przerwę? Tak, tak, to brzmiało zdecydowanie lepiej! Więc patrzył właśnie na profil swojego jeszcze nie byłego i sprawdzał, co tam u niego nowego. Jeszcze nie wiedział, że Soren powrócił, zapewne nawet się tego nie spodziewał, więc Duńczyk miał pewną swobodę w śledzeniu go na social mediach. Nieco rekompensowało mu to rozłąkę.
Byłby tak dalej pogrążony w swoich smutnych wspomnieniach, gdyby nie dźwięk otwieranych drzwi. Klient? Nie, zdecydowanie nie wyglądał jak ktoś, kto mógłby u niego coś kupić. Większość jego klienteli ograniczała się do ludzi zaawansowanych wiekiem. Do koneserów, którzy potrafili docenić piękno starych przedmiotów. Ten młodziak zdecydowanie nie wpisywał się w rysopis potencjalnego klienta. – Witamy! – przywitał szczyla. Cóż, może źle go ocenił i jednak chce coś kupić? Nigdy nie wiadomo, dlatego lepiej pozostać uprzejmym. Nie wiedział kim byli tajemniczy „oni” witający Savara, bo w sklepie była tylko ich dwójka. Po prostu miał takie przyzwyczajenie, że za każdym razem, gdy ktoś wchodził mówił akurat „witamy”, a nie po prostu „witaj”. Zresztą, nie było co dorabiać do tego głębszej filozofii.
I wtedy szczyl się odezwał. Oh, nie spodziewał się, że ktoś znajdzie się aż tak szybko! Zmierzył go uważnie wzrokiem. Cóż, nie wyglądał on na idealnego kandydata. Zdecydowanie za mało w nim elegancji i jakiejś naturalnej uprzejmości, ale co mógł poradzić? Nie mógł pozwolić sobie na przebieranie w kandydatach. – Nie kłamie. Poszukuję sprzedawcy – powiedział spokojnie, opierając łokcie o ladę. Rzucił chłopinie kolejne, badawcze spojrzenie. – Miło cię poznać, Saver, jestem Soren – wstał i wyciągnął dłoń na przywitanie. Jego uściski dłoni zawsze były silne, prawie jakby chciał przestraszyć drugą osobę, co bardzo kontrastowało z uprzejmym, bezzębnym uśmiechem, który zazwyczaj przyklejony był do jego twarzy. Uśmiechnął się nieco szerzej patrząc, jak Saver sprawdza jego cylindry. – Nie sprzedaję tu szajsu, Saver – jego głos był zdecydowany, wręcz zabrzmiała w nim nutka groźby, choć usta wciąć ociekały uśmiechem – Każdy z tych cylindrów kosztuje sto dolarów. Cena do negocjacji, jak wszystkie ceny w tym sklepie, ale nigdy nie schodzę poniżej siedemdziesięciu. To ładne cylindry – zrobił krótką pauzę jednocześnie nie przerywając kontaktu wzrokowego – Umiesz kłamać, Saver? – zapytał. To oczywiste, że chłopak nie interesuje się antykami ani sztuką, a po prostu szuka roboty. Nie skreślało go to jeszcze, ale było kilka dodatkowych rzeczy, które Soren musiał ustalić zanim zgodzi się szczyla zatrudnić.
Powrót do góry Go down

avatar


ira



PisanieTemat: Re: Old ones   16.02.18 23:18
Oczywiście, że miło, w końcu jakże mogło by być inaczej? Sama ta formułka stanowiła dla czarnowłosego wskazówkę, iż Soren ani trochę nie jest osobą szczerą z ludźmi; sam momentami nie miał przyjemności znać samego siebie, a co dopiero obcy człowiek. Bez ściemy, takich cudów to nie ma. W dodatku zdawał się jakby pałać sympatią do tych wszystkich syfów i... za dużo myślenia o niczym.
- Mi również. - Odparł także fałszywie, uściskując dłoń rozmówcy, lecz zdecydowanie słabiej od niego. Zresztą różnice w budowie ich ciał dało się widzieć na pierwszy rzut oka; Savy w porównaniu do niego był mizernym dzieciakiem. Nijak się jednak nie peszył, a przynajmniej nie dawał tego po sobie poznać. Nie przerywał także już kontaktu wzrokowego; na pozór radośnie oraz wesoło podchodził do tej rozmowy. I tak miało być. - Nie zaprzeczam. Na pewno są warte swojej ceny i czekają na właściwą osobę, która je kupi.
Bardziej głupiego tekstu strzelić nie mógł, ale zrobił to specjalnie, dając jednocześnie do zrozumienia, iż on osobiście nie rozumiał ani trochę idei tych nakryć głowy. Jakby nie krył się z tym przed swoim potencjalnym pracodawcą - wychodził z założenia, że w pewnych kwestiach powinien być z nim szczery, po prostu. Kompletny brak zainteresowania antykami czy przedmiotami kradzionymi staruszkom (jak zwał tak zwał) nie oznaczał przecież, iż chłopak nie potrafiłby ich sprzedawać, choć byłby szczerze zdziwiony, gdyby rzeczywiście ktoś tutaj kupował jakieś meble czy coś, co można w tym miejscu kupić. Naprawdę większości z nich nie ogarniał; kto w tych czasach wiesza na ścianach krzyżujące się ostrza za tarczą? Albo trzyma kwiaty w ręcznie (brzydko) malowanych wazonach? Oby ilość klientów nie przekładała się na płacę.
- Umiem kłamać. - Zgodził się, opierając poziomo jedną rękę o blat lady. - I mogę to robić na zawołanie. Mogę robić dużo rzeczy, tylko muszę usłyszeć co mam albo mogę robić, a czego nie mogę robić. Ty płacisz, ja zarabiam. Ty wymagasz, ja robię to czego ode mnie oczekujesz. Prosta sprawa.
Średnio widziałby potencjalną rozmowę z klientem, który wypytywałby o szczegóły pochodzenia któregoś z żyrandoli, dla przykładu. Potrafił puszczać wodę, lecz zwyczajnie nic nie wiedział na temat historii, a tym bardziej dzieł sztuki; potrzebował jednak zatrudnienia, dlatego byłby w stanie przynajmniej udawać, że coś wie, na wypadek nagłej potrzeby. Tutaj chyba jednak nie na tym polegało ubijanie interesów, a bardziej na rozmowie z klientem, skoro właściciel stosował możliwość negocjacji ceny, a nie trzymał się sztywno cenówek. Dziwne miejsce, to na pewno, ale... odpowiednie do zarabiania wyżycia małym wysiłkiem.
- Przypadkiem tędy przechodziłem. Szukam pracy, żeby nie wylądować na ulicy - chcę pracować, ale nikt mnie nie chce zatrudnić, bo nie mam doświadczenia i mam słabie papierki z wykształceniem. Jeśli mnie zatrudnisz i będziesz płacił mi tyle, żebym był w stanie z tego wyżyć, to obiecuję, że będę wierny i całkowicie do twojej dyspozycji. Nic stąd nie wyniosę, nic nie zepsuję, ogółem wszystko na super.
Powrót do góry Go down

avatar


invidia



PisanieTemat: Re: Old ones   18.02.18 18:41
- I to jest podejście, które się ceni w tym miejscu. – uśmiechnął się szeroko, tym razem pokazując rząd śnieżnobiałych zębów – Nie kłamię na temat sprzedawanych przedmiotów, więc dobrze by było gdybyś zapamiętał co nieco o tych najdroższych. W końcu musisz mieć jakieś argumenty w rękawie. No i oczywiście ceny, poniżej których nie schodzimy. Ale i tak najważniejsze to zadowolenie klienta. Wiesz, znalezienie złotego środka między mówieniem prawdy, a tym co chcą usłyszeć. Nie obchodzi mnie za bardzo twoje wykształcenie, tylko to, jak szybko się uczysz  – skwitował niby to już znudzony wypowiedzią chłopaka – No i oczywiście lojalność wobec interesu. Jeśli przyjdzie ci do głowy mnie oszukać, dowiem się o tym i przysięgam, odwdzięczę się  – znów uśmiechnął się pokazując zęby, zabrzmiał zadziwiająco spokojnie i radośnie, jakby w jego słowach w ogóle nie było groźby. Naprawdę, nie dbał o jego wykształcenie. Sam był kiedyś młodym chłopakiem szukającym roboty. No, może szukał nieco innego zajęcia, niż Savar, ale chyba nadal się liczyło, prawda? – Dam ci szansę, ale nie spodziewaj się po mnie niczego innego, jak szczerości. Nie podoba mi się jakość twojej pracy- wylatujesz. Proste, prawda? Jeśli będziesz miał jakieś pytania, możesz do mnie zadzwonić - wyciągnął z kieszeni komórkę, szybko zamknął pootwierane karty i otworzył spis kontaktów – Wymienimy się numerami. Jeśli klient szuka czegoś, czego nie ma w sklepie również dzwonisz do mnie. Może jest szansa, że przedmiot uda się sprowadzić. Jeśli się za bardzo awanturuje lub przychodzi z reklamacją- dzwonisz do mnie. Dopiero zaczynasz, więc żeby niczego nie zepsuć, co robisz w przypadku problemów? – zachęcił go do odpowiedzi ruchem dłoni. Jeśli rzeczywiście szybko się nauczy podstaw, Sorenowi bardzo ułatwi to życie. W końcu nie będzie musiał szukać nikogo na zastępstwo. Usiadł za ladą i zaczął pod nią grzebać – Przyjmę cię na okres próbny, powiedzmy- dwa tygodnie. Jeśli się nie sprawdzisz zapłacę ci za nie, ale mniej, niż gdybyś został u nas na stałe. W międzyczasie przygotuję umowę. Tak na wszelki wypadek  – wyciągnął spod lady kolejny kawałek papieru – Więc prosiłbym cię o zapisanie podstawowych danych. Jakie godziny pracy najbardziej ci odpowiadają?  – dla odmiany bardzo konkretne pytanie. Przysunął kartkę w jego stronę, położył na niej długopis. Westchnął, to się nagadał! Miał nadzieję, że chociaż połowa z tego, co powiedział zostanie w głowie Savara. Właściwie najważniejsza zasada to ta o dzwonieniu. Lubił być na bieżąco i mieć kontrolę. Antyczny biznes nie był wyjątkiem, nawet jeśli liczył się dla niego znacznie mniej, niż ten drugi. Chociaż właściwie uważał, że były do siebie niezwykle podobne. Sprzedaż antyku czy informacji, naprawdę duża różnica! Jedno i drugie trzeba najpierw zdobyć, odpowiednio zareklamować i wynegocjować przyzwoitą cenę. Lubił to i być może był nawet w tym dobry. Nie był pewien.
Powrót do góry Go down

avatar


ira



PisanieTemat: Re: Old ones   18.02.18 20:30
Prawdę mówiąc Savar nie miał zbytniego doświadczenia w podlizywaniu się oraz mówieniu ludziom tego, co chcą usłyszeć; no dobra, to drugie to akurat nie do końca prawda. Z natury był bardziej psykaczem, cwaniakiem oraz istotą, która częściej ma wszystko gdzieś niż się nad wyraz czymś przejmuje. Tutaj najwyraźniej jednak powinien wiedzieć przynajmniej wiele na temat tego co przypuszczalnie mógłby sprzedać, aby ewentualnie zachęcić do kupna potencjalnego klienta, utargować odpowiednią cenę i w razie potrzeby powiedzieć co nieco na temat sprzedawanego przedmiotu. No cóż, ruchu jak w supermarkecie na pewno tutaj nie było, więc w wolnych chwilach najpewniej będzie czytał coś na temat sztuki, przedmiotów z minionych wieków, żeby operować jakimiś paroma słowami, których użycie sprawiałoby wrażenie, iż jest obeznany w temacie. Póki co jednak wyciągnął z kieszeni smartfona nie po to, aby przekopywać się przez setki wyników wyszukiwania, a jedynie dla zapisania sobie numeru telefonu nowego pracodawcy. Rany, jak to poważnie zabrzmiało.
- Dzwonię do ciebie. - Odpowiedział najpewniej tak jak powinien, uśmiechając się przy tym bardziej radośnie niczym pochwalony pupil za poprawne wykonanie sztuczki. Wcale niczym się nie irytował. Skądże.
Aczkolwiek propozycja płatnego okresu próbnego niesłychanie mu odpowiadała - stanowiło to swoistego rodzaju gwarancję, że nawet w przypadku, gdyby dał poważną plamę będzie miał trochę centów na chleb. Brzmiało to naprawdę uczciwie oraz sensownie, przynajmniej dla mało doświadczonego życiowo Saviego, pierwszy raz mającego styczność z normalną pracą uwzględniającą papierologię.
- Mogę pracować od rana do popołudnia, od siódmej albo ósmej. Nie studiuję ani nic, więc mogę siedzieć szmat czasu. - Odpowiedział bez żadnego zawachania; podsumował to w sumie na głos, nie musiał zbytnio nad tym myśleć. Jednocześnie chwycił za długopis i nie przeciągając niczego zapisał swoje dane kontaktowe. - Jest tutaj jakiś spis towaru, zeszyt czy cokolwiek takiego, co mógłbym przeczytać i dowiedzieć się co jest na składzie czy o wszystko muszę ciebie pytać dla poznania szczegółów?
Odłożył długopis na kartkę, a te z kolei przesunął po blacie w kierunku rozmówcy. Średnio mu się uśmiechało dzwonić za każdym razem jak grzeczny pupilek dla poznania tekstu do zacytowania klientowi, ale z drugiej strony to orzecież była praca. Miał za to dostawać pieniądze. Za to, że będzie chwilę gadał z ludźmi, najwyżej trochę z Sorenem przez telefon i ewentualnie coś sprzeda. Żadna filozofia, nic skomplikowanego, podobało mu się bardziej niż dalsze ślęczenie bez źródła jakichkolwiek dochodów. Poza tym, jeśli przepracuje tutaj kilka miesięcy, to zawsze będzie to jakiś dopisek do CV, na którym zależało bardzo sporej ilości potencjalnych pracodawców, chociaż sam w ogóle nie rozumiał, dlaczego.
Powrót do góry Go down

avatar


invidia



PisanieTemat: Re: Old ones   19.02.18 15:54
Uśmiech nie znikał z twarzy Sorena. Co z tego, że każdy, kto zna go nieco lepiej bez trudu dostrzegłby jego sztuczność i wymuszoność. – Dokładnie! – dobrze, że się rozumieli, a nastrój chłopaka (zadowolenie czy też irytacja) średnio go interesowały. W tym momencie liczył się biznes. Jego wybujała wyobraźnia zaczęła już nawet pędzić w przyszłość, jak to będzie mógł wykorzystać młodego w swoich interesach. Kto wie, może jak się sprawdzi, będzie mógł go nawet wtajemniczyć w drugie dno sklepu z antykami? Oczywiście nie nastąpi to wcale tak szybko, ale może kiedyś… Uśmiechnął się szerzej na tę myśl. Dobrze by było dzielić z kimś obowiązki, zupełnie jak kiedyś.
- Znakomicie – klasnął w dłonie. Z rana będzie mógł mieć go na oku, a po południami i wieczorami zajmie się drugim interesem. Wszystko w jego głowie zaczęło się składać w piękną całość.
Uniósł brwi słysząc pytanie Savara. Ah, no tak, rzeczywiście, to mogłoby być przydatne. – Owszem, jest! Daj mi chwilę to znajdę – udał się na zaplecze. Nie używał tego zeszytu od poprzedniej dostawy (czyli w sumie nie aż tak dawno temu). Znał każdy towar w swoim sklepie, ale nie wymagał tego samego do młodego. To byłoby dużo zakuwania, nawet jak na kogoś, kto nie studiuje. Po chwili wylazł z powrotem do głównego pomieszczenia sklepu, trzymając w ręce gruby, brązowy zeszyt. – Jest! Trzymaj. Możesz z niego korzystać do woli, ale są dwie zasady: nie wynosisz go ze sklepu i niczego nie dopisujesz – w zeszycie wszystko było ładnie opisane. Każdy przedmiot miał osobną rubryczkę, w której Soren zwięźle zapisał dlaczego jest taki wyjątkowy i ogólnie godny uwagi. Zeszyt był dosyć nowy, bo i sam Duńczyk nie przepracował w sklepie zawrotnej ilości godzin. Wciąż był nowy w mieście. Czasem ludzie, z którymi pracował zastanawiali się dlaczego jako przykrywkę postanowił otworzyć właśnie sklep z antykami. Cóż mógł powiedzieć? Po prostu od zawsze niezwykle doceniał piękno starych przedmiotów. Był dość sentymentalny. Może to źle, może to i dobrze, komu to ocenia?
Powrót do góry Go down

avatar


ira



PisanieTemat: Re: Old ones   21.02.18 19:25
Sztucznie się czuł otoczony tymi wszystkimi rupieciami, lecz świadomość, dla jakiego celu miał tutaj przebywać, w pewien sposób przekonywała go, iż istotnie warto jest się tego podjąć i wyjątkowo nie narzekać. W końcu cel uświęca środki, jak mawiało stare powiedzenie; nie musiał tutaj pracować nie wiadomo ile. Tak. Nie potrzebnie nachodziły go dziwne myśli. Może nawet miał jakiś lekki stres, który sam przed sobą ukrywał? Cholera wie. Kiedy Soren powrócił do głównej części sklepu wzrok czarnowłosego automatycznie powędrował do trzymanego przez niego, zadbanego lub nowego, sporego notesu o pełni asortymentu. Odczuwał potrzebę zaznajomienia się z treścią tego zeszytu. Chyba przemawiała przez niego w owym momencie odpowiedzialność, gdyż w milczeniu chwycił za lekturę, od razu otwierając pierwszą stronę aby móc ogarnąć chociaż w jaki sposób zostało to zanotowane. Dosyć przejrzysty, musiał przyznać; czytać to nie problem, lecz dla typowego laika w dziedzinie sztuki czy ogólnej wiedzy jako takiej na temat historycznych przedmiotów, ich cech i tak dalej, było to na swój specyficzny sposób skomplikowane. To tak jakby kazać upiec chleb komuś kto nawet nie potrafi zrobić pożytku z mąki.
- Dużo ułatwia, chociaż tego sporo. - Skomentował, zamykając obszerne archiwum, po czym przeniósł wzrok na swojego pracodawcę; nie odłożył go jednak na blat, a dalej trzymał w rękach. - Kiedy mam przyjść i podpisać, i kiedy mogę zacząć?
Nie żeby mu się specjalnie spieszyło, ale tak naprawdę nie miał żadnego poważnego zajęcia, więc im szybciej zająłby się siedzeniem w tym sklepie, tym lepiej dla niego. Tak przynajmniej rozumował; chciał się zapoznać z tymi zapiskami, by w razie czego móc sprzedać towar. A jednocześnie dla dziwnego rodzaju satysfakcji, wynikającej z tego, że po prostu coś robi, przy okazji zarabia. Chyba odczuwał potrzebę do realizowania siebie, co w jego przypadku do tej pory miejsca jeszcze nie miało. Nagle wydoroślał, dokładnie tak. Najpewniej po godzinie czytania zacznie przeklinać cały ten lokal, Sorena, siebie oraz plemnika, którym został spłodzony, za to że musi się (wybiórczo) zainteresować tymi meblami czy artykułami - czyli standardowa kolej rzeczy. Ciekawe czy bogate dupki z okolicy kupują w takich miejscach kapelusze, na przykład. Nigdy nie widział milionera w tak kretyńskim cylindrze, ale nigdy też nie znajdował się w żadnym z kasyn, pomimo tego że od urodzenia żył w Vegas. W zasadzie mogło się zdarzyć i tak. Poważną przeszkodą natomiast był zakaz wynoszenia zeszytu poza teren sklepu; nie mógł go czytać u siebie w mieszkaniu, więc miał możliwość zgłębiania jego zapisków w dość... dziwnej atmosferze. Z drugiej strony to jednak może wyjść na plus - a nóż widelec się jakoś oswoi z tym miejscem szybciej nim zostanie wylany.
Powrót do góry Go down



Sponsored content




PisanieTemat: Re: Old ones   
Powrót do góry Go down
 
Old ones
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sin City :: Las Vegas  :: Dzielnica sztuki-
Skocz do: