Na skróty
Image Map

Share | 
 

 Zasadniczo wszystko naraz

AutorWiadomość

avatar


ira



PisanieTemat: Zasadniczo wszystko naraz   18.02.18 18:11


Ostatnio zmieniony przez Ben Toller dnia 18.02.18 18:47, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

avatar


ira



PisanieTemat: Re: Zasadniczo wszystko naraz   18.02.18 18:39
Zakląłem głośno, ledwo zatrzymując się, nim nie poleciałem kretyńsko do przodu, na łeb na szyję, dokładnie tak, jak przed chwilę postanowił zrobić uderzany przeze mnie worek treningowy. Uderzany może trochę zbyt mocno, skoro już drugi raz tego wieczoru to skórzane kurestwo zerwało się z metalowego kółka, na którym było zaczepione pod sufitem, i z całym jazgotem łańcucha runęło na podłogę. Mogłem tylko wyobrażać sobie, jak wkurzona już była ta stara baba mieszająca pode mną. Nie dość, że od jakiejś godziny skakałem jak opętany, to jeszcze dwa razy ten worek spadł, jakoś się ześlizgnął, po prostu, żeby zwalić się na podłogę z impetem lawiny. I już za tym drugim razem prawie zrobiłem to samo, bo potknąłem się o niego i gdyby nie odrobina refleksu, obiłbym się jak głupi o drewniane panele na podłodze. Stanąłem, wybity z rytmu, i oddychając szybko zatrzymałem się na moment. Otarłem czoło z potu.
To był długi wieczór. Zdecydowanie za długi. Nie dość, że jak na piątek ten dzień był epicko stresujący, to jeszcze po wszystkim nie mogłem się nawet solidnie wyładować. Kosmos mi nie pozwalał. Tak, cała agresja kosmosu skupiła się tego wieczora w ciasnej kawalerce, żeby obić mi mordę. Jezu Chryste.
Schyliłem się, żeby podnieść worek i odwiesić go z powrotem na miejsce, ale nie miałem już nawet ochoty dalej się z nim użerać. Pewnie jutro załatwię jakiś lepszy hak, a dzisiaj nawet mordowanie tego kawałka wypchanej skóry powinienem sobie odpuścić. Za długi wieczór. Przetarłem kark ręcznikiem, planując sobie już jakiś konkretny prysznic. Okrążyłem łóżko, wyciągnąłem z szuflady czyste bokserki. Postawiłem pierwszy krok na metalowych schodach prowadzących na główny poziom mojego loftu - już było przecież dobrze! I właśnie wtedy ktoś zapukał do drzwi.
W pierwszej chwili pomyślałem, że to muszą być jehowi. Ci frajerzy nie znali czegoś takiego, jak zbyt późna pora, więc jeśli i tym razem to oni chcieli mnie nawiedzać, to uznałem, że nic nie zaszkodzi, jeśli otworzę im właśnie taki: tylko w krótkich spodenkach i luźnej bokserce, spocony jak sto diabłów, z ręcznikiem w jednej i gaciami w drugiej ręce. Może w końcu by się nauczyli, że mam serdecznie dosyć ich śmiesznych ulotek. Jedyne, co było w porządku w takich gościach, to czasem ci chłopcy od mormonów. Lubiłem na nich popatrzeć.
- Idę już, zaraz - burknąłem, kiedy pukanie zostało ponowione, chociaż nie minęło nawet dziesięć sekund. Ostatecznie rzuciłem to, co trzymałem, tuż przed drzwiami, odblokowałem je i dopiero wtedy otworzyłem.
- Czego… - zacząłem nieprzyjaźnie, ale nie na wiele mi się to zdało. Zatkało mnie. Po chwili po prostu mnie zatkało. Stałem jak ten młot, młot który właśnie wypocił Morze Martwe mordując worek treningowy, i wgapiałem się w kolesia, którego nie spodziewałem się już nigdy w swoim życiu zobaczyć.
Ten wieczór był za długi…
Powrót do góry Go down

avatar


invidia



PisanieTemat: Re: Zasadniczo wszystko naraz   18.02.18 19:16
Ten wieczór i dla niego był ciężki. Nowy pracownik na dłuższą metę oznaczał, że będzie miał więcej czasu, ale na razie młody dopiero się uczył, wiec potrzebował przewodnika, nauczyciela, zwierzchnika, jak zwał tak zwał. W związku z tym, Soren niemal cały czas przesiadywał na telefonie. Wysyłał smsy gdzie trzeba, wciąż potrzebował odświeżyć swoje kontakty, stworzyć nowe, dać miastu do zrozumienia, że w grze pojawił się ktoś nowy i nie zamierza zostać na dnie do końca życia. W tak zwanym międzyczasie odbierał telefony od Savara, rozwiązywał większe i mniejsze problemy w sklepie. Lubił to, ale nawet rzeczy, które się lubi potrafią wykończyć. Najchętniej poszedłby do domu, wziął ciepłą kąpiel i znów zagłębił się w przestrzeń Internetu. Ale istniała jeszcze inna opcja. O wiele mniej pusta, mniej samotna, która zdecydowanie poprawiłaby mu humor. Już od dawna obiecywał sobie, że w końcu to zrobi, że wybierze się prosto do jego domu, bez zapowiedzi. Po prostu wróci, prawie jak do siebie. Nie liczył, że Ben się ucieszy, co to to nie. Ale kto mu zabroni marzyć? Jego adres zdobył jeszcze zanim przybył do USA. Minęło kilka lat, musiałby się zastanowić ile dokładnie, a nie miał teraz siły by po raz kolejny roztrząsać ubiegłe, samotne lata. Nie mógł nawet wrócić do rodziców. Czasem nawet zadzwonić do nich nie mógł. Tęsknił i za nimi i za Benem. Za wszystkimi bliskimi. Żałował? Nie, Soren nie był nauczony żałować. Poniekąd dobrze, z drugiej strony rujnowało to pewnie wszelkie nadzieje na to, że ktoś mu wybaczy. Szczególnie ten specjalny „ktoś”. Jeśli po tym, co Soren zrobił byłby w stanie w ogóle mu wybaczyć. Po kolejnym męczącym telefonie i tłumaczeniu klientowi, że nie sprzeda pięknej, przedwojennej komody za mniej niż pięćset dolców, postanowił sprawić sobie odrobinę luksusu i go odwiedzić.
Przyjście tutaj kosztowało go więcej, niż się spodziewał. Stał przez chwilę pod klatką, zastanawiając się czy to aby na pewno dobry pomysł. Znaczy się, kogo on oszukiwał, to beznadziejny pomysł! Ale nie mógł już dłużej wytrzymać wiedząc, że Ben jest na wyciągnięcie ręki, a on tej ręki nie wyciąga. Poczekał aż ktoś będzie wchodził do klatki schodowej. Tą osobą okazała się jakaś staruszka, której przytrzymał drzwi, uśmiechnął się, zagadnął uprzejmie o dzień. Kobieta nie pytała po co wchodzi do środka. Dobrze, mniej problemów. Szedł po schodach, szukając odpowiedniego numeru. Nie zajęło to dużo czasu. Stał przed drzwiami mając świadomość, że on jest po drugiej stronie. Serce mu zabiło mocniej, stresował się. To śmieszne! Po tylu latach nadal się stresował. Usłyszał, jak na podłogę upada coś bardzo ciężkiego. Wzdrygnął się i czym prędzej zapukał. Coś mu się stało? Przewróciła się na niego szafa, czy co? Sam się przewrócił? Zapukał po raz drugi, tym razem usłyszał kroki. Więc jednak nic go nie przygniotło, ani nie zemdlał. Cóż, dobrze, powinien się tylko cieszyć. Gorzej, że już tu idzie, a Soren nie ma czasu bardziej się na to spotkanie przygotować. Wyprostował się i przybrał najbardziej nonszalancką pozę, na jaką było go w tej chwili stać. Drzwi otworzyły się. – Kopę lat, Ben – uśmiechnął się w swój charakterystyczny, nieco krzywy, zakrywający zęby sposób. Zachowywał się, jakby między nimi nigdy nie stało się nic złego, jakby właśnie wracał do domu po długiej nieobecności. W środku jednak drżał. Zdawał sobie sprawę z przewagi fizycznej mężczyzny i nie mógł powiedzieć, że się jej nie obawia. Trudno, po części mu się należało.
Powrót do góry Go down

avatar


ira



PisanieTemat: Re: Zasadniczo wszystko naraz   18.02.18 19:38
- Soren.
Rzuciłem to prawie bezgłośnie, jakbym nie miał siły na wypowiedzenie wyraźniej tego słowa, które przecież kiedyś było dla mnie takie drogie. To było jak grom z jasnego nieba. Jego twarz - tak znana mi twarz, te wyraziste oczy i ciemne włosy, w których nie raz zanurzałem palce - a do niej to imię. Jedno imię. Jak za jakimś dziwnym pstryknięciem przypomniałem sobie nagle wiele z tego, co kiedyś nas łączyło. Kiedyś, wcale nie aż tak dawno! Nie spodziewałem się go, za nic, bo niby skąd miałbym w ogóle przypuszczać, że mój były chłopak zjawi się tak po prostu któregoś wieczora i przypomni mi o wszystkim? Skąd? Wszystkie wspomnienia przesłaniało jednak to jedno, zdecydowanie najgorsze. Cały ten cyrk z czasu, kiedy się rozstaliśmy, a ja wyjechałem, uciekłem w cholerę, bo dotarło do mnie, że mam chłopaka kryminalistę. Nawet nie wiedziałem wtedy do końca o co tam chodziło, nawet nie chciałem wiedzieć. Przebywanie z nim było niebezpieczne, zataił przede mną pewnie cholernie dużo informacji, a ja nie miałem wtedy siły na kolejny cios. Zdezerterowałem, co tu dużo mówić, bo chyba przede wszystkim bałem się jak mogłaby wyglądać nasza dalsza przyszłość. Nigdy nie było jakiejś większej rozmowy na ten temat, nie było oficjalnego zerwania. Wkurzyłem się i zostawiłem to za sobą, jakbym kończył rozdział w jakiejś głupiej książce, a nie odtrącał faceta, z którym spędziłem tyle czasu.
Soren Gustavsson. Dahl. Ta cała afera z bombą. Wróciło to do mnie w sposób, od którego mało nie zakręciło mi się w głowie. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że wpatruję się w niego jak skamieniały, ściskając klamkę tak mocno, że pobielały mi knykcie. Nadal patrzyłem na niego z góry, nawet jeśli on był w butach, a ja boso.
Zacisnąłem szczęki.
- Co ty tu, kurwa, robisz.
Nawet nie podniosłem głosu, tylko jak raz byłem zadziwiająco spokojny - zimny i spokojny. Cofnąłem się o krok, ale nie zaprosiłem go do środka. Co się ze mną działo? W głowie płonęła mi czerwona lampka, płonęła jak jakaś cholerna latarnia morska, a mimo to nie wygoniłem go jeszcze. Nasrożyłem się trochę, nagle rzucając mu o wiele mniej przyjazne spojrzenie.
„Spieprzaj”. Oto, co powinienem powiedzieć. Powinienem go uderzyć. Odepchnąć. Cokolwiek, byłem przecież gliniarzem, a on miał na pewno na sumieniu jakieś chore rzeczy! A zamiast tego…
- Nic się nie zmieniłeś, dzieciaku.
Powrót do góry Go down

avatar


invidia



PisanieTemat: Re: Zasadniczo wszystko naraz   18.02.18 20:14
Soren spodziewał się wielu rzeczy. Krzyku, zatrzaśnięcia drzwi przed nosem, być może przemocy fizycznej. Ale nie. Nic takiego nie nastąpiło. Ciekawe, może wcale nie znał go tak dobrze, jak mu się wydawało? Gdy usłyszał pytanie, uśmiechnął się szerzej i rozłożył ręce. – Jak to? Mieszkam. Od niedawna. Nie wypadało się nie przywitać, prawda? – jego słowa ociekały plastikową uprzejmością, ale co mógł na to poradzić? Przyzwyczajenie właśnie w ten sposób kazało mu przykrywać strach. Bo się bał. I to jak cholera. Konkretniej mówiąc, tego, co jeszcze usłyszy tego wieczora, bo nie wierzył, że będą to dobre rzeczy, nie mogły być, nie po tym, co się wydarzyło. Widział wzrok Tollera, jego zupełne zmieszanie, brak pomysłu na to, co ma się wydarzyć. Soren niewiele mógł zrobić, wystarczyło, że się odsłonił przychodząc tutaj. Nie od niego zależało jak się wszystko potoczy. Nie mógł powiedzieć, że to zmieszanie mu nie schlebiało. Potwierdzało to, to co już dobrze wiedział, mianowicie, że kiedyś był ważnym elementem jego życia. Jego uśmiech nieco się ocieplił, nabrał naturalności. Zupełnie nie pasowało to do reszty twarzy, która wciąż była stężała w sztucznym grymasie. Szczególnie jego oczy się odznaczały, bezpiecznie ironiczne. Miał nadzieję, że Ben zrozumie, że jeszcze pamięta go na tyle, żeby zrozumieć.
- Dzieciaku? Słońce, między nami jest rok różnicy. Wiem, że dwadzieścia pięć centymetrów robi swoje, ale… – zaśmiał się nie kończąc myśli. Wszystko było takie zastałe, pokryte emocjonalnym kurzem. Nie wiedział czy wie, jak powinien się zachować. Głównie dlatego, bo wciąż nie był pewien czy jego miłość chce go przytulić czy dać mu w pysk. A może coś pośrodku?
- Ty też dobrze wyglądasz – normalnie zdobyłby się na dwuznaczność w tych słowach, ale nie tym razem. Chyba trochę mu jednak zależało na tym, co Toller o nim myśli. Rozejrzał się po korytarzu, szczególną uwagę zwracając na drzwi do sąsiedniego mieszkania. – To wpuścisz mnie do środka, czy będziemy tu tak stać? – nie był pewien czy nie przeholował. Tak od razu, wpuszczać go na swój teren? Grał jednak pewnego siebie, bo co innego mu pozostawało? Wymusił jeden ze swoich najbardziej czarujących uśmiechów i spojrzał na niego, jakby rzucał mu wyzwanie. Odważysz się czy jednak boisz się tego „dzieciaka” i związanej z nim przeszłości? Zaskoczenie grało na jego korzyść i nie był pewien, czy gdy opadnie sprawy nadal będą takie spokojne. Miał nadzieję, że tak. Trudno sprzedaje się antyki z podbitym okiem.
Powrót do góry Go down

avatar


ira



PisanieTemat: Re: Zasadniczo wszystko naraz   18.02.18 20:40
Miałem nadzieję, że się za bardzo nie wkurzę. Ostatecznie wyglądałoby to mało przyjemnie, gdybym w przypływie szału zrzucił ze schodów kolesia, który tak naprawdę w tej chwili był Bogu ducha winny i na którego nie miałem de facto żadnych dowodów. Zresztą, czy ja właśnie zaczynałem myśleć o nim jak o kolejnym kryminaliście do zwalczenia? Nawet nie byłem pewien, kim teraz dokładnie jest. Może to było tylko wtedy. To okropne, naprawdę kretyńskie, że w ogóle tak myślałem - że planowałem dać mu jeszcze szansę, nawet jeśli podświadomie. Znowu tu był, po tym wszystkim, i nawet nie tyle mnie denerwował, co tylko srogo szokował. To było niepoważne. Chyba już za bardzo się dzisiaj zmęczyłem - nie wiem, naprawdę nie wiem, jaki dokładnie był powód - ale w chwili, gdy z tym swoim typowym uśmieszkiem poprosił, aby wpuścić go do środka, ja jak gdyby nigdy nic spuściłem na chwilę głowę, cofnąłem się i otworzyłem szerzej drzwi, tak by mógł wejść. Absurd. Czyste szaleństwo, nigdy nie powinienem pozwolić sobie na coś takiego. Nie na moim terenie, nie o tej porze. Nigdy. A jednak właśnie to zrobiłem - odwróciłem tylko na chwilę wzrok, jakbym robił coś naprawdę złego, i spojrzałem na niego znowu dopiero, kiedy przechodził obok.
Dopiero wtedy coś mnie tknęło, i to też było dla mnie niepojęte. Ledwie zamknąłem drzwi - raczej je pchnąłem, niż zamknąłem normalnie - i nagle doskoczyłem do Sorena. Teraz już nikt nas nie usłyszy, nikogo nie było na klatce schodowej. Chwyciłem go za fraki, ściskając materiał w pięściach tak, jakbym chciał wydusić z niego zeznania, a samego faceta przycisnąłem nagle do ściany. Znaleźliśmy się naprawdę niebezpiecznie blisko siebie nawzajem. Nasze twarze dzieliły od siebie może milimetry, czułem jego oddech i zapach. Przysiągłbym, że nawet wody kolońskiej używał tej samej. Ale tym razem byłem już zdenerwowany, tak jakbym pozwolił sobie na to uniesienie dopiero wtedy, kiedy już był na moim terenie.
Podciągnąłem go do góry tak, że mieliśmy wzrok prawie na tej samej linii, butami ledwo dotykał podłogi. Sapnąłem ciężko.
- Słuchaj no - warknąłem i lekko nim szarpnąłem. A jednak nie potrafiłbym zrobić mu krzywdy, naprawdę bym nie potrafił. - Jeśli przylazłeś tu, żeby mi cokolwiek wytłumaczyć… to lepiej, żebyś umiał to zrobić dobrze. Przejebałeś ostatnim razem, Soren, wiesz o tym? Przejebałeś po całości.
Powrót do góry Go down

avatar


invidia



PisanieTemat: Re: Zasadniczo wszystko naraz   18.02.18 21:02
O, a jednak! Uniósł brwi w niemym zdziwieniu i po sekundzie zastanowienia przekroczył próg. Gdy przechodził obok niego, rzucił mu to specyficzne, przeciągłe spojrzenie. Niby odrobine rozbawione, ironiczne, ale jednak było w nim coś ciepłego, jakaś dawno zapomniana czułość. Reszta potoczyła się bardzo szybko. Zatrzaskujące się drzwi, ruch, którego bezskutecznie próbował uniknąć, ściana za jego plecami. Przez moment na jego twarzy można było zobaczyć czysty, instynktowny strach. Co teraz zrobi ta dwumetrowa góra mięśni? O dziwo nic, czego mógłby się bardzo bać. Przytrzymał go nieco w powietrzu, przycisnął do ściany. Soren roześmiał się głośno, nieco nerwowo. Trudno stwierdzić, czy to brak działania Bena tak go rozbawił, czy może był to nieopanowany odruch mający na celu rozładować kumulujące się w nim napięcie. – Wytłumaczyć? Kochanie, przyszedłem się przywitać… – nie zdążył dokończyć zdanie, bo nastąpiło kolejne, mocniejsze szarpnięcie, które najwyraźniej miało go przyprowadzić do porządku. – Tak, należą ci się, dobra, wiem! – jego dłonie odruchowo zacisnęły się na nadgarstkach większego mężczyzny. W tej chwili czuł się tak żałośnie mały, dlaczego matka natura oszczędziła mu wzrostu i muskulatury? – Ale nie będziemy rozmawiać w ten sposób, wiesz? Jesteśmy cywilizowanymi ludźmi, więc usiądźmy jak cywilizowani ludzie. Będziesz zadawać pytania, a ja obiecuję, że na wszystkie odpowiem, dobrze? – mówił bardzo spokojnie, jakby w ogóle przed chwilą nie śmiał się jak głupi. Spokojnie, jakby próbował zarazić go tym nastrojem. W środku jednak nieco panikował. Bo co ma mu powiedzieć? Prawdę i tylko prawdę? Kochał go, więc powinien być szczery. Z drugiej strony szczerość nie leżała w jego naturze. – Naprawdę, o ile miło jest mieć cię znowu blisko, to nie ukrywam, jest to spory dyskomfort – uśmiechnął się szeroko, bardzo nerwowo. Ledwo dotykał nogami ziemi, trudno to nazwać przyjemną pozycją. Uniósł brwi jakby po raz kolejny pytając, czy Ben już się namyślił i mogą usiąść jak ludzie. W głowie przygotowywał sobie historyjkę, której mógłby użyć, tak na wszelki wypadek, gdyby postanowił jednak kłamać.
Powrót do góry Go down

avatar


ira



PisanieTemat: Re: Zasadniczo wszystko naraz   18.02.18 21:40
W jakiś sposób tylko rozjuszył mnie fakt, że nawet w takiej chwili, nawet będąc na przegranej pozycji, ten dzieciak pozwalał sobie zwracać się do mnie w taki sposób, "kochanie", jakby nigdy nic. Z drugiej strony ja też podświadomie nazywałem go tak, jak kiedyś. Mówiłem do niego "dzieciaku", choć przecież wcale nie było aż o tyle młodszy, a czasem potrafił nawet rozwiązać jakiś problem bystrzej ode mnie. Ale teraz tych problemów było za dużo. Widziałem to w jego spojrzeniu, zlęknionym jak u zwierzątka złapanego do klatki, i czułem to - choćby w sposobie, w jaki chwycił moje nadgarstki, prawie bezradnie, prawie prosząco. Nigdy dotąd nie byliśmy w takiej sytuacji. Może poza paroma sytuacjami w łóżku... Ale o nich zdecydowanie nie powinienem teraz myśleć. Udało mi się przecież zapomnieć, naprawdę zdołałem zapomnieć, że gdzieś tam kiedyś był taki gość, który najpierw oczarował mnie swoim uśmiechem, a potem potrafił dotrzeć do mnie tak, że nawet moje napady gniewu traciły na intensywności. Był inny i jak widać to wcale się w nim nie zmieniło. Musiał być inny, a najpewniej stuknięty, skoro w ogóle tu przychodził.
Ale wysłuchałem go do końca, choć czerwona lampka nie gasła. Przykrył ją tylko trochę klosz zimnego przywiązania, absolutnie niemożliwego niestety do zniwelowania. Długo patrzyłem w tą jego pobladłą twarz, kiedy nawet już zamilkł, długo go jeszcze trzymałem. A potem został odstawiony delikatnie na ziemię - zbyt delikatnie, zganiłem się w myślach. Miałem przynajmniej nadzieję, że on wie, że gdyby przyszła mi na to ochota to już dawno zrobiłbym z nim porządek. Gdyby tylko... przyszła mi ochota.
No to chodź – wskazałem wreszcie, odsuwając się z powrotem na odpowiednią odległość. Aż dziwnie było patrzeć na niego, kiedy wydawał się taki niewinny i przestraszony, dzielnie próbujący tylko grać twardego. Zlustrowałem go wzrokiem w taki sposób, by na pewno to zauważył, a potem już bez słowa ruszyłem do salonu. Paliła się tu tylko jedna lampa, ale ja przecież nie byłbym sobą, gdybym zostawił nam taką ciepłą, domową atmosferę. Sorenowi wskazałem więc miejsce w fotelu, a sam wybrałem kanapę dokładnie naprzeciwko, tak że dzielił nas tylko stolik kawowy z małą lampką.
Nie zapomniałeś, że jestem gliną, prawda? Może i nie jest to pora mojej służby... ale możemy się zabawić.
I znowu szybka akcja. Kiedy tylko usiadł, ja natychmiast zapaliłem tą małą lapkę, dającą ostre, ledowe światło, i skierowałem ją prosto na twarz Sorena. Bez litości, jak na jednym z tych tandetnych przesłuchać z dobrym i złym gliną, które ogląda się w serialach kryminalnych. Jakbym naprawdę wierzył - jakby ktokolwiek wierzył! - że pod taką presją ten cwaniak będzie mówił mi prawdę. Musiało to wyglądać idiotycznie, ja przecież nie byłem nawet w pełni ubrany, ale zachowywałem śmiertelną powagę. Chciałem jego pieprzonych odpowiedzi.
To dawaj – zacząłem wyzywająco. – Jak to z tobą jest, co? Na początku nic mi nie powiedziałeś... Chyba nigdy nie zamierzałeś powiedzieć. Zrobiłeś mnie w chuja, wierzyłem sobie, że jesteś jakimś kolesiem od kawy, wierzyłem nawet, że naprawdę będzie z tobą wszystko w porządku, a potem... stało się to wszystko, w co nie chciałem wierzyć. Łatwiej było mi zapomnieć, niż uwierzyć w jakąś spapraną prawdę, wiesz, dzieciaku?  No bo jaka w końcu jest prawda, co? Może mnie wtedy szpiegowałeś? Myślałem o tym. Może przylazłeś teraz, bo ktoś kazał ci mieć wtyki w policji? To słabe, Soren. Nawet jak na ciebie.
Powrót do góry Go down

avatar


invidia



PisanieTemat: Re: Zasadniczo wszystko naraz   18.02.18 22:08
Soren zauważył delikatność. Jego pracą było zauważać. Uśmiechnął się tylko i poszedł we wskazane mu miejsce, zupełnie jakby mieszkanie należało do niego. Już miał się rozsiąść na kanapie, gdy został wskazany mu fotel. Wywrócił tylko oczami i pokojowo udał się w jego stronę. Rozsiadł się wygodnie. I wtedy Ben zaczął pieprzyć od rzeczy. „Zabawić”? Uniósł brwi i już, już miał zrobić bardzo dwuznaczny komentarz, gdy zapaliła się lampka. Rozczarowanie malowało się na jego twarzy. Nawet nie faktem, że nie myśleli o tej samej zabawie, co faktem, że Ben myślał, że ten chwyt coś zmieni. - Serio? Lampka w oczy? To ma mnie zmusić do mówienia czy… Nawet nie wiem, to absurdalne.
Wysłuchał spokojnie jego przemowy, chociaż w połowie miał już dosyć i bardzo chciał sprostować kilka kwestii. To wszystko wydawało mu się śmieszne. Nienawidził się tłumaczyć. Głównie dlatego, bo nie czuł się winny. - A co ci miałem powiedzieć? „Cześć, jestem Soren, zbiegły informator mafiosów”? Zajebisty tekst na podryw gliny. W tamtym momencie byłem „kolesiem od kawy” i naprawdę myślałem, że tak zostanie. Nie wyszło- wzruszył ramionami. Siedział na tym fotelu zupełnie niewzruszony, patrząc hardo na siedzącą za lamką postać. – Lubię wiedzieć co się dzieje. Jeszcze bardziej lubię na tym zarabiać. Poznawać ludzi, kojarzyć ich ze sobą. To przyjemne. Skąd wiesz, że nie miałem wtyk w policji? Masz duże ego, jeśli myślisz, że byłeś mi zawodowo do czegokolwiek potrzebny – „zawodowo” było tu słowem kluczowym – Poza tym nie mieszam pracy z życiem prywatnym. Trzeba mieć jakieś zasady- znów paskudny uśmiech, który szybko spłynął z jego twarzy – Co mi sugerujesz? Że jestem słaby? – zaśmiał się. Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. Przyłożył dłoń do skroni i delikatnie ją rozmasował. – Naprawdę, zgaś to durne światło. Nic nim nie ugrasz. – miał ochotę zasłonić sobie oczy, ale to mogłoby tylko przekonać Bena, że lampa jest dobrym pomysłem. Zamiast tego przysłonił oczy, zaglądając za lampkę. – Jesteś tam? Głupio się rozmawia nie widząc twarzy drugiej osoby, wiesz? – nie był na jakiejś pieprzonej spowiedzi. Nie żeby na jakiejś był od czasów młodzieńczych. Miał wrażenie, że już i tak powiedział nieco za dużo. Ale właściwie co mu szkodzi? To przeszłość, zamknięty rozdział. Nauczył się już, że zamknięte rozdziały potrafią cholernie mocno gryźć w dupę, ale tym razem naprawdę spalił za sobą wszystkie mosty. I nie zamierzał wracać. Co to to nie, za duże ryzyko.
Powrót do góry Go down

avatar


ira



PisanieTemat: Re: Zasadniczo wszystko naraz   19.02.18 11:22
Nasrożyłem się jeszcze bardziej, kiedy uznał moją lampkę za absurdalną, ale póki co byłem jeszcze w stanie wysiedzieć w miejscu, bez niepotrzebnych prób zmuszania go do zeznań innymi drogami. Ph, zeznań! Zbyt wiele czasu poświęcałem ostatnio pracy! Zresztą, nawet mi to niewiele pomogło. Skoro już przeszliśmy do konkretów, to i jego nastawienie się zmieniło; był teraz tak samo chłodny, jak ja, tak samo dobitny, zdeterminowany. Może nawet szczery, chociaż patrząc na tą ironię, którą barwił śmiało każde słowo, nie mogłem być niczego pewny. Wysłuchałem go do końca, wyjątkowo raczej milcząc ze złości, niż próbując krzyczeć i mu przerywać. Tak, pewnie miał z tym wszystkim rację. Nie przyznałbym się, ale im dłużej o tym myślałem i im dokładniej go słuchałem, tym bardziej zaczynało boleć mnie to wszystko. Że nie mogliśmy już być razem, że to musiało się tak skończyć, że kiedyś powinienem przestać w ogóle o nim myśleć, a ostatecznie chciałem w pierwszej chwili objąć go, kiedy pojawił się w progu mojego mieszkania. To pewnie dlatego cały ten cyrk - chciałem go do siebie zrazić. Przecież tak byłoby lepiej, przecież ja nie znosiłem niebezpieczeństwa…
No właśnie. Policjant w Las Vegas. O co mi chodziło z tym całym niebezpieczeństwem? Czemu jedyny gość, którego przez jakiś okres w swoim życiu uważałem za najlepszego od zawsze, był niebezpieczny? Czemu tak?
Znowu długo milczałem, ale w końcu zgasiłem ostre światło. To delikatniejsze, ciepłe i pomarańczowe, podkreśliło rysy prawej strony jego twarzy, rozproszyło się magicznie w tęczówce oka. Opuściłem trochę bezradnie głowę.
- No to… - Musiałem odchrząknąć, poruszyłem się niespokojnie. - To czemu do mnie wróciłeś? Do czego jestem ci teraz potrzebny?
Jakoś nie mogłem w to uwierzyć tak długo, aż on nie powie mi tego wprost. Że naprawdę zawsze mnie kochał. To było pierwsze, czemu zaprzeczyłem po ucieczce. Czułem się zdradzony, więc powiedziałem sobie, że tu faktycznie chodziło o zdradę. Teraz straciłem tą pewność. Potarłem się po szorstkim policzku, patrząc na niego odrobinę smutno.
Powrót do góry Go down

avatar


invidia



PisanieTemat: Re: Zasadniczo wszystko naraz   19.02.18 13:04
Gdy lampa zgasła, uśmiechnął się szeroko. Zamrugał kilkakrotnie, przyzwyczajając się do panującego wokół natężenia światła. - No, od razu przyjemniej, nie sądzisz? – zagadnął, jakby rzeczywiście to był jakiś cholerny priorytet w tym momencie.
Zapadła cisza. Mogło się wydawać, że bardzo niezręczna, ale Soren zachowywał się jakby znajdował się bardzo komfortowej sytuacji. Rozsiadł się wygodnie w fotelu i z już nieco delikatniejszym uśmieszkiem wpatrywał się w swojego rozmówcę. Nie zamierzał mówić nic nadprogramowego. Powiedział, że odpowie na pytania i jak na razie, lepiej lub gorzej, z tej obietnicy się wywiązał. Osobiście preferowałby dużo bardziej konkretną dyskusję, co się stało, jak, kiedy i dlaczego, ale skoro Ben postanowił ciągnąć to w bardziej emocjonalnym kierunku, nie zamierzał protestować. Właściwie im mniej szczegółów pozna, tym lepiej dla nich obu. Nie mógł być pewien co strzeli do głowy Benowi, czy nie zacznie szukać na niego jakichś, tak zwanych, haczyków, żeby tylko wsadzić go za kraty. Właściwie niczego nie mógł być pewien. Cała ta sytuacja nagle wydała mu się bardzo absurdalna. Tak, chciał tu być. Chciał z nim przebywać, rozmawiać, wrócić do tego co było. Ale czy to było jeszcze możliwe? Zanim tu przyszedł, głęboko wierzył, że tak, że to więcej niż pewne. Teraz zaczęły kiełkować w nim wątpliwości. Osobiście wolałby pozostać w tym swoim małym, urojonym światku, gdzie wszystko jest łatwe, proste i przyjemne.
- Przecież wiesz – odpowiedział zwięźle, gdy Ben w końcu postanowił się odezwać. Nie zamierzał przekonywać go o czymś, co obaj doskonale wiedzieli. Kochali się, po co mówić o czymś tak oczywistym? Owszem, podobno czyny są silniejsze niż słowa, a Soren, jak już ustalili, zjebał sromotnie. Ale co mógł na to poradzić? Przeszłość uderzyła niespodziewanie, w najgorszym możliwym momencie. W tym momencie wyszły na wierzch pokłady gniewu, który wydawało mu się już dawno zapomniał, że istnieje. – Po tym wybuchu. Wiedziałeś w ogóle, że żyję? – wypalił. Mógł przeżyć pierwsze uderzenie, ale co potem? Mogli go dopaść, porzucić w jakimś rowie, było tyle opcji! Ciekaw był czy Benowi w ogóle przeszło to przez myśl. Owszem, musiał być nieziemsko wkurwiony, ale podobno kiedyś go kochał. Ciekawe czy wystarczająco by przebić obawę przez gniew.
Powrót do góry Go down

avatar


ira



PisanieTemat: Re: Zasadniczo wszystko naraz   19.02.18 13:45
Chrząknąłem znowu, wpatrując się w niego trochę uważniej. „Przecież wiesz”. Przecież wiedziałem, tak. Głupie pytanie. Mimowolnie zerwałem się z kanapy, przeszedłem przez pokój, stanąłem przy barku. Może po to, żeby nie widział mojej twarzy, a może faktycznie chciałem być takim dobrym gospodarzem, bo zaraz wyciągnąłem opróżnioną w połowie butelkę whisky oraz dwie szklanki. Napełniłem je, nawet nie zatrzęsła mi się ręka. Nigdy się nie trzęsły. Zawsze musiałem być taki precyzyjny w ruchach, żadnej ulanej kropli, nawet gdybym tego potrzebował. Ściągnąłem brwi.
- Docierały do mnie… różne informacje - odpowiedziałem wreszcie, jeszcze się nie odwracając. Długo zakręcałem flaszkę. - Nie chciałem, żeby to była powtórka z tej akcji, przez którą… wyjechałem wtedy do Europy. To, kiedy moi przyjaciele… Mulligan, Laurens… Rozumiesz.
Rozumiał. Nie było sensu, żebym mu to tłumaczył, żebym się spowiadał z tego, co czułem. Wziąłem dwie szklanki i tym razem podszedłem do niego, by jedną mu wręczyć. Usiadłem bez namysłu na podłokietniku jego fotela, tak by móc patrzeć na niego z góry jeszcze bardziej, niż zwykle. Ale jeszcze nie patrzyłem. Whisky miało w tym świetle prawie brunatny kolor, szklanka wydawała się zbyt delikatna w moich dłoniach.
- Gdybyś wtedy zginął, to ja nie chciałbym o tym wiedzieć. Uciekłem od tej wiedzy, ale… coś mi mówiło. Coś mi podpowiadało, że to nieprawda. Że musisz żyć.
W końcu zwróciłem głowę w jego stronę i po raz pierwszy wyciągnąłem dłoń, by dotknąć go inaczej, zdecydowanie delikatniej. Ująłem w palce jego prawą rękę, zaznaczyłem kciukiem każdy kłykieć po kolei. Złagodniałem.
- Nie działa już tak, jak dawniej, co? - spytałem o wiele ciszej. Nie puściłem go nawet, wypiłem naraz połowę zawartości swojej szklanki i chwilowo odstawiłem ją na stolik, żeby mi nie przeszkadzała. Jakoś dziwnie poddałem się chwili: przykryłem jego dłoń drugą własną i przez kilka chwil badałem. Wypukłość kości po zewnętrznej stronie, kosteczka nadgarstka kawałek dalej, zarysowane ścięgna i blade linie naczyń krwionośnych, niebieskich jak niebo nad Dahl w słoneczny dzień. Zawsze miał trochę subtelniejsze dłonie, niż ja, dłuższe palce, delikatniejsze opuszki. Złapałem jego spojrzenie, ale nie potrafiłem się już odezwać. Po prostu wreszcie lekko się uśmiechnąłem.
Powrót do góry Go down

avatar


invidia



PisanieTemat: Re: Zasadniczo wszystko naraz   19.02.18 14:13
Nic nie powiedział. Wziął tylko szklankę do lewej ręki i upił nieco. Nie chciał wielu rzeczy, ale jakoś nie powstrzymywało to ich przed spełnieniem się. Przez incydent w kawiarni dwóch jego kumpli poszło do piachu. Może nie znał ich wybitnie długo, ale wciąż stanowili część jego życia prywatnego, tego, do którego pozwalał sobie się przywiązać. Być może niepotrzebnie, a już z pewnością nierozważnie. Wszystko jest tylko chwilowe, przemija. Przywiązywanie się było problemem, z którym nie potrafił sobie poradzić.
- To bardzo niewiele, wiesz? „Coś mi podpowiadało” to kiepskie źródło informacji – nie potrafił tego zrozumieć. Być może dlatego, bo niewiedza tak bardzo go irytowała. Ot, zboczenie zawodowe. A może raczej cecha, która sprawiała, że był dobry w tym, co robił. Co tu dużo mówić, był nieco (delikatnie mówiąc) wścibski. Szczególnie jeśli chodziło o bliskie mu osoby. Dlatego nie potrafił ogarnąć umysłem, jak po roku związku, Ben mógł tak łatwo go porzucić. Owszem, trzeba było brać pod uwagę inne okoliczności, ale Soren zawsze wpierw myślał przez własny pryzmat.
Upił spory łyk trunku i oparł lewą dłoń o wolny podłokietnik. Czuł jego ciepło. Nie mógł powiedzieć, że mu się to nie podobało. Jego dłonie badające jego własną, uszkodzoną. Już go nie bolała, ale ślady pozostały, nieco wyblakłe, być może słabo widoczne w tym pomarańczowym świetle. Pozwolił mu na ten ruch, nawet jeśli w pierwszym momencie nieco się spiął. Dotyk tak znany, a jednak już obcy. Nie do końca wiedział jak ma zareagować, co powiedzieć. Więc nie odpowiedział nic. Prawa dłoń była pamiątką przeszłości, z której nie był dumny. Tęsknił za tym, co było, a blizny przypominały mu, że już nie może tego mieć. Nawet Sorena zadziwiała ilość zawartych w nim sprzeczności. Z jednej strony nie mógł żyć bez tego charakterystycznego ukłucia adrenaliny, bez szerokiej wiedzy i bez dużej ilości ludzi. Z drugiej, tęsknił za małym miasteczkiem, gdzieś na prowincji, za świętym spokojem, poniekąd za uczciwą, nudną pracą. Chyba sam nie wiedział czego chciał, a co ważniejsze- czego potrzebował
Powrót do góry Go down

avatar


ira



PisanieTemat: Re: Zasadniczo wszystko naraz   19.02.18 15:04
Im dłużej na niego patrzyłem, tym bardziej wiedziałem, co powinienem zrobić. Dla mnie samego nie było to jeszcze do końca zrozumiałe, a już na pewno bardzo, ale to bardzo ryzykowne, ale co mi tak naprawdę szkodziło? Ryzyko było już chyba wpisane w moje życie i powinienem to zaakceptować. Dobrze było czuć bliskość Sorena, a jeszcze lepiej - wbrew temu, co mówiłem i pokazywałem - było widzieć, że żyje, jest praktycznie cały i zdrowy, nawet jeśli ostatecznie trochę niewzruszony. Tak. Kiedy opadły już nerwy, wydawał się być jakoś bardziej obcy, niż kiedy tu przyszedł, nawet jeśli miałem już solidny dowód, że to naprawdę on, mój były facet, dokładnie taki, jakim go pamiętałem. Tak na wypadek, gdybym jeszcze z jakiegoś powodu powątpiewał. W końcu go puściłem, tym razem starając się złapać jego spojrzenie na dłużej i uśmiechnąć tak, by to widział. Teraz albo nigdy. To była odpowiednia szansa, to wszystko - że tu przyszedł, że o mnie pamiętał, że chyba nawet nie był tak wściekły, jak przecież mógłby być.
Poruszyłem się niespokojnie.
- Już późno - zauważyłem tonem przypominającym pomruk, i to raczej przyjemny pomruk, zupełnie niepodobny do tego, jaki byłem jeszcze niedawno. - Może spróbujemy i ten… może chcesz zostać na noc, Soren?
Zasadniczo nie musiał się przecież zgodzić, ale coś mi podpowiadało, że i tak to zrobi. Daleko już zabrnęliśmy, biorąc pod uwagę, że minął dopiero jeden wieczór, a dotąd rozstaliśmy się na długo. Może i to było jakieś piekielne przeznaczenie. Wolałem w to nie wnikać, po prostu poddałem się temu, co sobie na teraz założyłem.
Powrót do góry Go down

avatar


invidia



PisanieTemat: Re: Zasadniczo wszystko naraz   19.02.18 15:26
Roześmiał się na jego słowa. Głośno i szczerze. Mimo wszystko nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Prędzej tego, że będzie wracać do domu z podbitym okiem (co najmniej). Z pewnością nie, że zostanie mu zaproponowane zostanie na noc. – Oj, kochanie, ty też nic się nie zmieniłeś – wciąż taki sam, nieco naiwny, tak łatwy do zmanipulowania, gdy już dostaniesz się wystarczająco blisko. Nie żeby Soren robił to jakoś bardzo świadomie (przynajmniej nie tym razem), nie przyszedł tu z takimi zamiarami, ale skoro oferta została już złożona, to czemu by z niej nie skorzystać? W końcu liczył na poprawę humoru, a co może być lepsze?
Pociągnął jeszcze jeden łyk trunku po czym odłożył szklaneczkę na stół. Wstał z fotela i zbliżył się do niego. Teraz to on nad nim górował, dla odmiany, jakże nietypowo. Wciął jego twarz w dłonie, zatopił palce w gęstej brodzie. Uśmiechnął się krzywo i trwał tak przez chwilę, wpatrując się w niego. – I co ja mam z tobą zrobić, co? – jego głos był niski i przyjemny, westchnął cicho – Tak bardzo cię do mnie ciągnie – zupełnie zignorował fakt, że było to uczucie odwzajemnione. Wciąż utrzymywał, że potrafi się powstrzymywać. To nie tak, że przez ostatnie tygodnie zanim się tu zjawił, śledził go na social mediach. Sprawdzał czy aby na pewno z nikim innym się nie spotyka, gdzie jest, co robi, jak wygląda. Nie zmienili się, a jednak czuł od niego tę obcość. Odzwyczaili się od siebie nawzajem. Czas to w końcu nadrobić.
Zbliżył twarz do jego twarzy, usta do ust i pocałował powoli i czule. Pocałunek nie trwał długo bo już po chwili odsunął się od niego nieco – Tęskniłem za tobą – wyszeptał, oczywista rzecz w końcu została powiedziana. Ale co mógł na to poradzić? Wręcz sama pchała się na jego usta. Znów go pocałował tym razem bardziej intensywnie, przysuwając się bliżej, przenosząc dłonie z jego szczęki na szyję. W końcu czuł się na miejscu. Wszystko wydawało się prawidłowe, dobre, takie jak dawniej. Ben smakował whisky i czymś bardzo charakterystycznym, czego nie potrafił sprecyzować. Soren czuł się, jakby w końcu, po długiej tułaczce, powrócił do domu.
Powrót do góry Go down

avatar


ira



PisanieTemat: Re: Zasadniczo wszystko naraz   19.02.18 16:09
Nie potrafiłem zgasić uśmiechu, kiedy wstał z tego durnego fotela i nagle to on zaczął górować nade mną. Lubiłem mieć go w takiej pozycji, bo zwykle to ja dominowałem w wielu kwestiach, a on pozostawał tym wyraźnie trochę mniejszym i pozornie słabszym. Ale kiedy już przejmował inicjatywę, na przykład tak, jak teraz (a więc kiedy pozwalałem mu przejąć inicjatywę), wydawał mi się być dwa razy tak gorący, jak zwykle. Pomyślałem: gorący? Dziwne. Po prostu lepszy, o. Przejmując inicjatywę i zaskakując mnie potrafił być nawet lepszy, niż zwykle, tak powinienem myśleć. Prawie zapomniałem, jak wpływał na mnie jego dotyk, ale kiedy wplótł palce w moją brodę, czego nie robił praktycznie żaden z kochanków ani żadne z kochanek, których miałem w międzyczasie, przypomniałem sobie to wszystko. Przypomniałem sobie, jak przyjemnie jest czuć jego oddech na policzku i jak jego gładka skóra odznacza się w kontakcie z moją własną. Musiałem naprawdę się trzymać, żeby nie zrobić teraz czegoś głupiego. Musiałem się przypilnować.
- Soren... - zamruczałem niemal ganiąco po jego słowach, ale moja mina tylko przez kilka chwil przypominała coś w stylu niezadowolonego rodzica, bo zaraz potem zdecydowanie znowu złagodniałem. Zerknąłem tylko na jego usta, zdążyłem tylko pomyśleć o tym, że mimo wszystko pewnie miło byłoby znowu poczuć ich smak, przypomnieć sobie miękkość… i zaraz po tym, jakby czytał mi w myślach, Soren wychylił się bardziej do przodu i mnie pocałował. Powinienem mieć więcej oporów. Powinienem po prostu mu na to pozwolić, samemu nie angażując się jakoś bardziej. Ale nie umiałem. Jedną dłoń zaraz przyłożyłem do jego policzka, a drugą ręką objąłem go na wysokości pasa i oddałem pocałunek, raz a potem kolejny, razem z nim wczuwając się w to bardziej. Tęsknił za mną. Tak, ja też, ja też tęskniłem - ale nigdy bym się nie przyznał, więc uznałem, że pocałunki wyrażą to lepiej.
Powoli wstałem, tak by nie przerwać kontaktu naszych wyraźnie spragnionych ust, a kiedy to on standardowo znalazł się o poziom niżej, ulokowałem dłonie tylko centymetry nad jego tyłkiem. Odetchnąłem głęboko, gdy się od siebie oderwaliśmy, a na mojej twarzy zagościł naprawdę zadowolony uśmiech.
- Kogo tu ciągnie, hm? - zauważyłem przekornie i tym razem już bez wahania poklepałem go po tyłku. Pilnuj się, Ben! Ale dzień był przecież taki długi. Tak okropnie długi…
Pochyliłem się i tym razem pocałowałem go długo w odsłoniętą szyję. Odetchnąłem jego zapachem.
- Idziemy spać - zdecydowałem bez przekonania, pozostając w tej pozycji.
Powrót do góry Go down

avatar


invidia



PisanieTemat: Re: Zasadniczo wszystko naraz   20.02.18 18:14
Gdy wypowiedział jego imię tym karcącym tonem, jedynie uśmiechnął się jakby niedowierzając, pytając się go retorycznie ”Naprawdę?”, szybko jednak spłynął z jego twarzy pod wpływem pocałunków.
Usta dawnego kochanka przeniosły się na jego szyję, w głowie Sorena grała ulubiona muzyka, wszystko było idealnie. Ale Ben musiał się odezwać. Cóż, miał tę wadę, że czasem odzywał się, kiedy naprawdę nie trzeba było. Oburzony psuciem nastroju Duńczyk odsunął się nieco i spojrzał na niego rozczarowany. Zaraz jednak jeden kącik jego ust powędrował w górę. - O nie, nie zrozumieliśmy się. Jeśli naprawdę masz zamiar spać, wracam do siebie. – najlepiej czuł się na swoim „terenie”. I tak nie zamierzał zostawać tu długo, nie podejrzewał nawet, że zostanie wpuszczony. Ben go zaskoczył ciepłym przyjęciem. Aż się zastanawiał, czy to wszystko nie toczy się za szybko, czy nie powinien być bardziej podejrzliwy. Ale przecież Toller nie spodziewał się go tutaj, nie miał czasu niczego zaplanować. Nie znaczyło to jednak, że nie może mieć planu. Spojrzał na niego bez wyrazu, zupełnie jakby myślał o trywialnych rzeczach, a nie o tym, jak stojący przed nim mężczyzna mógłby go wykorzystać i oszukać. - No co? Grunt to wiedzieć, czego się chce. – właśnie, Soren, czego ty chcesz? Odzyskać go? Taki był pierwotny zamiar, ale teraz, kiedy znów był blisko, czuł, że coś jest nie tak. Może chodziło o tą zastałość między nimi, obcość, która w końcu tak potężnie urosła w siłę. Może to tylko jego paranoje, a może jakiś poważny problem, którego w pełni nie dostrzega.
Odsunął się o kilka kroków, zupełnie ignorując klepanie po tyłku. Zmierzył go spojrzeniem, zupełnie jakby się nad czymś bardzo intensywnie zastanawiał. Co ma zrobić? Instynkt podpowiadał mu, że powinien wracać do domu, zrobić porządny wywiad na temat Bena, nigdy więcej nie pchać się do jego mieszkania i spotykać się na neutralnym polu, nigdy nie mówić o przeszłości w szczegółach, a tym bardziej do niczego się nie przyznawać. A najlepiej w ogóle się nie spotykać. Soren tchórzył i chyba nawet za bardzo nie wstydził się tego przed sobą przyznać. Nie miał zamiaru iść do pierdla, bo zaufał swojemu byłemu-glinie. To zdecydowanie największa wada Bena. Inaczej byłby nieszkodliwy, prawie idealny. Soren na dłuższą metę nie lubił idealnych ludzi. Może dlatego tak go ciągnęło do gliniarza. Jednak jakaś część jego chciała zostać, pozwolić sobie na chwilę spokoju, odpoczynku, zaufania. Nie czuł tego od incydentu w Dahl. - Zadzwonię. – nie wiedział czy kłamie czy mówi prawdę. Zbliżył się tyłem do drzwi, nie odrywając wzroku od policjanta.
Powrót do góry Go down

avatar


ira



PisanieTemat: Re: Zasadniczo wszystko naraz   20.02.18 18:56
Sapnąłem cicho, czując że tracę przyjemne ciepło jego ciała gdzieś w pobliżu, ale jakoś na przekór uśmiechnąłem się lekko. Mogłem się tego przecież spodziewać. Nie zostałby tylko po to, żeby sprawić mi coś na kształt przyjemności, może jeszcze nie do końca mi ufał. Może nie wierzył, że ja sam zaufałem mu tak szybko i cóż… jeśli tak, to miałbym w tym trochę racji. Chciałem zatrzymać go przy sobie na noc, trzymać do rana w objęciach i czuć jak spokojnie oddycha, ale fakt, nie tylko dla naszej wspólnej przyjemności. Chciałem mieć na niego oko. Gdybyśmy razem obudzili się rano, to wiedziałbym już, o której godzinie ode mnie wychodzi i może nawet dokąd idzie - o ile oczywiście powiedziałby mi prawdę i o ile w ogóle byłby na tyle rozleniwiony, żeby mi to powiedzieć. Póki co jednak nawet nie byłem w stanie go przy sobie zatrzymać. Przekrzywiłem lekko głowę na bok, niechętnie patrząc jak się ode mnie oddala.
- Wiem, czego chcę. A ty? - odbiłem piłeczkę i od razu nie pozwoliłem, by odległość między nami zbyt wzrosła. Podszedłem bliżej i właściwie już przy samych drzwiach znowu miałem go przy sobie. Prawie tak jak wcześniej, tylko bez tej niepotrzebnej agresji. Delikatnie przyparłem go do drzwi i pocałowałem. Musiałem. Cokolwiek bym sobie zaplanował, dotyk jego ust pozostawał dla mnie prawie narkotykiem. Już prawie zapomniałem.
- Czyli przyszedłeś tylko, żeby się przywitać? Żeby narobić mi apetytu, co? Zawsze był z ciebie niegrzeczny chłopiec. Powinienem… powinienem był się domyślić, że kryje się za tym coś więcej.
Ostatnie zdanie mimowolnie zabrzmiało trochę mniej przyjaźnie, ale postarałem się zamaskować to delikatnym dotknięciem jego policzka.
- Skoro nie chcesz ze mną spać, to daj mi swój adres. Wiem, że nie zadzwonisz, słońce. Przyjdę do ciebie jutro. Tak, jutro wieczorem. I tym razem zostaniemy razem aż do rana, jeśli nie dłużej. Dam ci szansę, wiesz? Powiedzmy, że za ładne oczy. Masz bardzo ładne oczy.
Powrót do góry Go down

avatar


invidia



PisanieTemat: Re: Zasadniczo wszystko naraz   20.02.18 19:57
- Oczywiście, że wiem. Inaczej bym tego nie mówił. – przewrócił oczami. Odległość między nimi znów się zmniejszyła, niebezpiecznie nawet mógłby powiedzieć. Prawie skradał się do drzwi, a Toller jakby dawał się ku nim prowadzić. Jakby tańczyli jakieś cholerne tango. Nie spuszczał go z oczu, trochę żałując, że pozwolił sobie na chwilę słabości i w ogóle tu przylazł. Przez tę krótką chwilę zdążył podładować już tak zwane akumulatory i znów myślał zupełnie trzeźwo, nie dając podejść się emocjom. Zachowanie Bena sprawiało, że ufał mu coraz mniej. To wszystko było zbyt piękne żeby było prawdziwe. Pojawia się po kilku latach, po tak burzliwym rozstaniu i wszystko jest w porządku, zostaje przyjęty z otwartymi ramionami! Nie, takie rzeczy się nie zdarzają. Pogrążony w tych myślach, nie odwzajemnił pocałunku. Jeszcze przed chwilą tak go pragnął, teraz pozwolił by paranoja wpełzła między nich. Poddawał się jego ruchom, sam jednak nic nie wnosił do tego tańca.
- Czy ja wyglądam ci na chłopca, Ben?! – sarknął po jego słowach. Miał trzydzieści dwa lata, może nie było to kto wie jak wiele, ale zdecydowanie nie był chłopcem. Znał już trochę życie, a przynajmniej tak mu się wydawało. I nikt, nawet osoba, do której żywi uczucia, nie będzie traktować go z góry. - Myśl sobie, co chcesz. – dodał już nieco spokojniej. Nie zamierzał go przekonywać do czegokolwiek, nie miał do tego nastroju. Poza tym tak, było w tym coś więcej. Chciał wybadać grunt, zobaczyć na czym stoi. To co zobaczył zupełnie go zaskoczyło. Nie lubił być zaskakiwany. Z reguły wolał mieć kontrolę, wiedzę na każdy temat. Teraz potrzebował chwili samotności, by to wszystko przetrawić, policzyć wszystkie za i przeciw, ułożyć nowy plan. Powoli odciągnął jego dłoń od swojego policzka. Nie podobał mu się ton, którego użył policjant, ale postanowił nie robić na ten temat żadnych komentarzy. Nie tym razem.
- Mój adresz? – roześmiał się perliście – Nie, nie, obaj wiemy, że to tak nie działa. Dam ci mój adres, a potem obudzi mnie kilku smutnych panów w garniturach. – żeby tylko. Wyobrażał to sobie raczej jako wpadnięcie oddziału specjalnego prosto do jego skromnego mieszkania. Osobiście wolałby jednak smutnych panów, dlatego też wspomniał właśnie o nich. - Wiem. – powiedział beznamiętnie. Tak, trzeba znać swoje atuty. A jego atutem zdecydowanie były oczy, w każdym tego słowa znaczeniu. Osobiście bardziej je cenił za zdolność bystrego obserwowania, ale skoro Ben wolał walory estetyczne, cóż, nie będzie się sprzeczał. Zniecierpliwienie dało o sobie znać. Spiął się w sobie i szybko wypuścił powietrze z płuc. - Dobra, to i tak trwa już za długo. Wychodzę. – zaanonsował i chwycił za klamkę, nie odwracając się do niego tyłem. Rzucił mu ostatnie spojrzenie, jakby upewniając się, że pozwoli mu wyjść. Nacisnął klamkę.
Powrót do góry Go down

avatar


ira



PisanieTemat: Re: Zasadniczo wszystko naraz   20.02.18 20:28
A więc ostatecznie przegiąłem i tylko go zdenerwowałem. Nie byłem pewien, czy to kwestia tego, że jednak się zmienił, czy po prostu to mój mózg zaszufladkował związane z nim wspomnienia tylko do dwóch kontrastowych szufladek: Soren, który odciągnął mnie od problemów i zapewnił miesiące zajebistego pożycia oraz Soren, który sam był problemem. Teraz wydawał mi się jednak trochę inny, nie wpisywał się w żaden sztywny schemat. Przyszedł tu trochę zdenerwowany, zdecydowanie spięty, ale kiedy spróbowałem go przycisnąć, to wyraźnie się znudził, rozdrażnił, i chyba pozostał już taki z przerwą tylko na tamte pocałunki. Soren. Mój Soren. Nawet gdybym był do niego szczerze pozytywnie nastawiony, tak od początku do końca, to może zachowałby się tak samo.
Nie oderwałem od niego wzroku, jakby to była jakaś głupia walka, kto pierwszy się podda. Właściwie doskonale dał mi do zrozumienia, że tym razem tylko on chce dyktować zasady - że on będzie ustalał, kiedy mogę go pocałować a kiedy nie, kiedy do mnie przyjść i zrobić mi nowy burdel w życiu. Cofnąłem się i już tylko zacisnąłem krótko zęby, pozwalając mu nacisnąć na klamkę. Odetchnąłem głęboko.
- W takim razie czekam na twój pieprzony telefon - powiedziałem spokojnie, zakładając ręce na piersi. A więc największą przeszkodą między nami było właśnie to, że ja pracowałem dla tych dobrych, a on przynajmniej częściowo dla tych złych. I nie dało się sprawić, by kiedykolwiek tym zapomniał. Nie był głupi. Choćbym nie wiem jak kombinował, będzie miał się od teraz na baczności.
Widocznie czasem lepiej jest nie wiedzieć pewnych rzeczy. Wtedy było nam dobrze.
- Do zobaczenia, Soren. Dobranoc.
Powrót do góry Go down

avatar


invidia



PisanieTemat: Re: Zasadniczo wszystko naraz   20.02.18 20:40
Nic nie odpowiedział. To nie będzie dobra noc. Najpewniej, jak już będzie w drodze do domu, pożałuje, że tak po prostu wyszedł. Trudno. Czasami tak bywa, czasami trzeba trochę pożałować, pocierpieć, dostać po dupie od życia. Dlatego otworzył drzwi. Najpierw te od mieszkania, potem był dźwięk jego butów na klatce schodowej, drugie drzwi, tym razem na zewnątrz. W twarz uderzyło go chłodne powietrze. Wsadził więc ręce do kieszeni kurtki i ruszył przed siebie, w kierunku przystanku autobusowego. Nie oglądał się, na wypadek gdyby Ben obserwował go z okna. Dopiero później, gdy znajdował się za zakrętem, odwrócił się by sprawdzić czy ten idiota przypadkiem za nim nie idzie, nie próbuje dowiedzieć się gdzie mieszka. Głupie, jakby był po tym wszystkim do tego zdolny. Nie wszyscy są tacy, jak ty, Soren. Ruszył dalej swoją drogą. Naprawdę nie miał nic przeciwko komunikacji miejskiej. Być może dlatego nigdy nie sprawił sobie samochodu. W autobusach, metrze, tramwajach, wszędzie tam miał ludzi do słuchania. A zawsze warto wiedzieć o czym takim mówi miasto. Dlatego i dzisiaj słuchał. Być może z ciekawości, być może żeby nie myśleć o tym, co się przed chwilą stało. Musi wrócić do normalnego rytmu, jutro jest nowy dzień! I potrzebuje go wykorzystać, jeśli chce wrócić do świata liczących się osób.

[zt]
Powrót do góry Go down

avatar


ira



PisanieTemat: Re: Zasadniczo wszystko naraz   20.02.18 21:23
Czyli widocznie tak musiało być. Musiał pojawić się wyłącznie po to, żeby zrobić mi bałagan w życiu i w głowie, elegancko wywrócić wszystko do góry nogami, a potem zniknąć. Równie dobrze mógłby napisać mi nagle SMSa: coś w stylu, że zajebiście urządziłem mieszkanie. Wyszłoby to równie niepokojąco, jak ta wizyta. Bo kiedy zamknęły się za nim drzwi, dotarło do mnie, że tak naprawdę nadal nie wiem czego ode mnie chce. Czego oczekuje. Gdyby chciał mnie zbałamucić, to zostałby na noc bez gadania, tak samo gdyby próbował odbudować to, co było między nami dawniej. Albo chociaż byłby milszy, a chuj go wie. Nigdy nie byłem mocny w tych całych uczuciowych kwestiach, po prostu coś czułem i nie rozkładałem tego na części. Nie byłem mechanikiem.
Żeby trochę wreszcie ochłanąć faktycznie wziąłem prysznic, ale nawet po nim, chociaż dochodziła już pierwsza w nocy, nie potrafiłem potem usnąć. Długo siedziałem w ciemnym mieszkaniu przed telewizorem, pół-oglądając jakieś stare filmy, nim wreszcie natrętne myśli odpuściły i usnąłem tylko ze zwykłego fizycznego zmęczenia. To był zdecydowanie za długi dzień - za dużo wydarzyło się w pracy i zbyt wiele dowaliło mi się tego wieczora. Pewnie to dlatego następnego dnia obudziłem się z takim uczuciem, jakby ktoś pieprzył mną przez kilka godzin z kąta w kąt, jak poduszką. Bliskie to było do kaca, a na pewno prawie identyczne z ciężkim kacem moralnym. Jeśli i ten dzień miał być taki parszywy, to uznałem, że trzeba od razu zająć się czymś logicznym. Miałem dziś wolne, na dworze było całkiem miło.
Nic nie pomogłoby mi tak, jak szybkie śniadanie w ulubionej jadłodajni i spędzenie czasu na ćwiczeniach. Tak. Wycisk leczył wszelkie niepokoje.
Zniknąłem z domu nieźle udając, że mam dobry humor.

[zt]
Powrót do góry Go down



Sponsored content




PisanieTemat: Re: Zasadniczo wszystko naraz   
Powrót do góry Go down
 
Zasadniczo wszystko naraz
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Wszystko, co pod słońcem i gwiazdami
» W drodze do pielęgniarki może wydarzyć się wszystko.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sin City :: Las Vegas  :: Dzielnice mieszkalne :: Mieszkania :: Beniamin Toller-
Skocz do: