Na skróty
Image Map

Share | 
 

 #1

AutorWiadomość

avatar


luxuria



PisanieTemat: #1   18.02.18 1:40
Wcale nie chciał do niego przychodzić. Wcale nie chciał zgadzać się na jego układ. Wcale nie chciał się teraz z nim widzieć. Zacisnął pięści, powtarzając te zdania jak jakąś mantrę, która faktycznie miała spowodować taki obrót sprawy. Obawiał się tego, do czego może dojść pomiędzy nimi, kiedy będą ze sobą na osobności, dodatkowo w mieszkaniu Vincenta, jakby tego było mało. Nikt nie będzie im się przyglądał, więc będzie mogło dojść do wszystkiego. Zestresował się na samą myśl, a jego brzuch zaczął niekontrolowanie boleć. Naprawdę boi się swoich uczuć i zapewne nadchodzącego momentu słabości. Będzie musiał się pilnować, żeby nagle te wszystkie kotłujące się w nim emocje nie wybuchły i nie wyleciały z niego z ogromną siłą i polem rażenia.
Wziął głęboki wdech, gdy znalazł się pod jego domem.
Wdech wydech. Wszystko pójdzie dobrze.
Starał się uspokoić. Poprawił jeszcze tylko swoje włosy i koszulę, bo z jakiegoś powodu zależało mu na dobrym zaprezentowaniu się Vincentowi. Co za hipokryzja z twojej strony, Nansen. Pokręcił głową. Jego całe zachowanie było całkowicie pozbawione sensu, więc nie musiał szukać logiki w swoich działaniach, bo… po prostu jej nie było i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Naprawdę nie poradzi nic na to, że podświadomie zależy mu na Vincencie i chce wyglądać w jego oczach jak najlepiej, żeby ten miał ochotę patrzeć tylko na niego. Nie zależało mu na spojrzeniach klientów, gdy tańczył; nie zależało mu nawet na rozmowie z nimi. Najbardziej zależało mu na uwadze Vincenta. Gdyby nie on, to wątpiłby w swoje umiejętności i możliwości, a dzięki niemu jest inaczej. Oczywiście wprost się do tego nie przyzna. Po prostu zdaje sobie sprawę, że takie myśli co jakiś czas go nawiedzają, ale stara się je dosyć skutecznie upychać po kątach, udając, że nic takiego miejsca nie miało i nigdy mieć nie będzie.
Z drugiej strony, zastanawiało go zachowanie Vincenta. Był dla niego tylko zabawką i kimś, kogo chce mieć tylko na jedną noc? Nansen stał się dla niego jakimś osiągnięciem, które nagle nie pozwala siebie zdobyć? To było absurdalne.
Westchnął, wpatrując się drzwi wejściowe. Dotknął swojej klatki piersiowej w miejscu, gdzie znajdowało się jego serce. Biło znacznie szybciej niż normalnie. Miał tylko nadzieję, że Vincent w żaden sposób tego nie odkryje. Naprawdę nie chciał, żeby ten się dowiedział o jego uczuciach… Będzie musiał się o to bardzo postarać.
Ostatecznie odchrząknął i zadzwonił. W czasie, gdy oczekiwał na powitanie, po raz kolejny poprawił swoje włosy i ściągnął koszulę na dół, żeby nie znajdowały się na niej niepożądane wygniecenia. Zaraz padnie na zawał.
Powrót do góry Go down

avatar


avaritia



PisanieTemat: Re: #1   18.02.18 2:47
Na całym piętrze rozbrzmiewała spokojna, jazzowa muzyka. Jej źródło znajdowało się w salonie, gdzie na kanapie wylegiwał się białowłosy mężczyzna. Noga oparta o podłokietnik mebla poruszała się w rytm muzyki. Balansował na niej czarny kapeć, który z każdym ruchem zbliżał się coraz bardziej do upadku. Nieobecny wzrok Vincenta zawieszony był na suficie. Całą tę beztroską scenerię dopełniały butelka wina i prawie pusty kieliszek.
Wtem prócz muzyki, w pokoju rozbrzmiało głośne westchnięcie. Właściciel tego  dobytku wyciągnął rękę po kieliszek i pochylił go do swoich ust. Wziął jednego dużego łyka, a z kącików jego ust wypłynął mały strumień czerwonej cieczy. Nagle rozległo się zawzięte kaszlenie, kapeć spadł wreszcie na podłogę, a wspomniany wcześniej mężczyzna wyprostował się gwałtownie i z hukiem odłożył kieliszek na stolik. Kaszlał tak kilka chwil, dopóki uciążliwa niemożność złapania oddechu zniknęła całkowicie. Przeklął na cały głos.
Wszystko chce mnie zabić — powiedział do siebie pod nosem, mściwie zerkając na pusty już kieliszek. Po tym jego wzrok zawędrował na zegar. Westchnął po raz kolejny, przeczesał swoje włosy i uprzednio poprawiając szlafrok, znowu walnął się na kanapę. Zamknął oczy, ale już po chwili stęknął na cały głos i wstał ociężałym i pełnym bólu ruchem. Założył kapeć i sięgnął po butelkę wina, z której pił podczas drogi do sypialni, a z tej do garderoby. Stał przez jakiś czas przed szafą, przyglądając się swoim schludnie wiszącym na wieszakach ubraniom. Zerknął w bok, na lustro. Wziął łyka, napompował policzki, podniósł brwi i zaczął robić ze swoją twarzą różne dziwne rzeczy, aż w końcu nie wytrzymał, uśmiechnął się, a z jego ust wyleciało całe trzymane w nich wino. A zaraz po nim donośne przekleństwo i szybki tupot do kuchni. Wziął z niej wilgotną szmatę, którą wyczyścił mokrą plamę i wrzucił ją do kosza. Już na poważnie wyjął z szafy ubrania, wziął szybki prysznic, przebrał się i wyperfumował. Odstawił kieliszek z salonu, ściszył nieco muzykę i przejrzał ostatni raz w lustrze, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Zamarł, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. Przyciemnił światło w salonie i skierował do drzwi. Otworzył je na prawie całą szerokość, przyglądając się zaproszonemu gościowi.
Czekałem na ciebie — rzucił, stając do drzwi bokiem i wyciągając rękę w bok w geście zaproszenia. Zamknął za nim drzwi i wszedł do salonu. — Czuj się jak u siebie — dodał, siadając na kanapie. Tym razem na stoliku obok nowej, nienaruszonej jeszcze butelki wina stały nie jeden, a dwa czyste kieliszki. Zlustrował go spokojnie bez słowa, rękę wyciągając wzdłuż oparcia mebla. — Nie miałeś żadnych problemów z dojazdem? — spytał ze zwykłej uprzejmości, stukając palcami o materiałową powierzchnię. Po tym siedział przez chwilę w ciszy, jedynie zawieszając na nim swój wzrok. — Naprawdę ładnie dziś wyglądasz — powiedział w końcu, posyłając mu uśmiech. Oparł głowę o rękę. — Specjalnie dla mnie? — zażartował, uśmiechając się jeszcze szerzej.
Powrót do góry Go down

avatar


luxuria



PisanieTemat: Re: #1   19.02.18 23:48
Wziął głębszy wdech i zacisnął pięści. Mając wrażenie bycia podglądanym przez wizjer drzwi naprzeciw, skierował głowę w dół i zaczął przyglądać się swoim butom. Cały czas w głowie wręcz huczało mu od przeróżnych myśli, których bezskutecznie starał się pozbyć. Miał nawet wrażenie, że z sekundy na sekundę jest ich coraz więcej, przez co niemożliwie się irytował całą tą sytuacją.
Otworzył szerzej oczy, kiedy przed nim pojawił się Vincent. Przełknął ciężej ślinę, uważnie się w niego wpatrując. W końcu się ocknął, gdy się odezwał i pierwsze słowa dotarły do jego uszu. Zamrugał parę razy, kiedy ujrzał wnętrze jego mieszkania. Cały czas do niego nie docierało to, że znajdą się sami w czterech ścianach. Zmarszczył brwi.
Domyślam się — rzucił oschle i wszedł posłusznie do środka, chcąc mieć to już za sobą. Uważnie rozejrzał się dookoła, wszystko dokładnie mierząc wzrokiem. Podobała mu się estetyka całego tego pomieszczenia. Czuł się… komfortowo pod tym względem. Poszedł za nim do salonu, swoim wzrokiem dalej błądząc po ścianach, a w pewnym momencie nawet po suficie i podłodze. Przytaknął na jego słowa, związane z gościną i po tym usiadł obok niego na kanapie, w bezpiecznej odległości, oczywiście.
Problemy? Niezbyt duże… — zaczął obojętnie, starając się na niego nie spoglądać. — Parę korków na mieście, ale to nic. Tak to trafiłem bez problemów — powiedział zwięźle, mając nadzieję, że w jego głosie aż tak nie było słychać tego, jak bardzo jest spięty. Dłonie cały czas trzymał na kolanach, mocno je ściskając, a o kanapę nawet bał się oprzeć, jakby ta miała zaraz uruchomić jakąś bolesną pułapkę i już nigdy go stąd nie wypuścić. Wstrzymał oddech, kiedy usłyszał od niego pochwałę. Swój wzrok skierował na dół i delikatnie się zarumienił. Odchrząknął. — Możliwe… — Przełknął ciężej ślinę i na niego spojrzał. Zmierzył go wzrokiem i w końcu oparł się o oparcie. Westchnął, żeby pozbyć się jakiegoś niezidentyfikowanego ciężaru, który dobił go już na samym wejściu do tego mieszkania. — Ty też ładnie dziś wyglądasz, więc to też specjalnie dla mnie? — Podniósł jedną brew do góry, kontynuując jego łączenie faktów, które sam rozpoczął. Zignorował fakt, że w taki sposób również go skomplementował. Cóż… faktycznie wyglądał ładnie. Zresztą, Vincent zawsze ładnie wygląda, czego oczywiście mu nie przyzna.
Na czym ma polegać moje dotrzymywanie tobie towarzystwa? Jaki jest tego sens? — zmienił temat, mając teraz okazję do zadawania mu pytań. Założył ręce na klatce piersiowej, jak to miał w zwyczaju, kiedy coś obrażało jego dumę albo coś mu do siebie nie pasowało. — I czemu chcesz spłacić mój dług w zamian za taką drobnostkę? Nie wystarczy ci codzienne widzenie mnie w klubie? — Odchylił głowę do tyłu, starając się to jakoś poskładać w całość. Jednakże nic nie było wyjątkowo jasne, żeby mógł to pojąć. Vincent był naprawdę dziwnym człowiekiem. Cóż, Nansen z pewnością też, skoro tak bardzo chowa swoje uczucia i w tym samym czasie udaje, że nienawidzi swojego obiektu westchnień. Westchnął na samą myśl o tym.
Powrót do góry Go down

avatar


avaritia



PisanieTemat: Re: #1   20.02.18 11:55
Rozumiem. To dobrze — odpowiedział na stwierdzenie, że dotarł tutaj bez problemów. — Bałem się, że coś spotka cię po drodze. Albo ktoś, dodał w myślach — Ale najwidoczniej nie było takiej potrzeby. — Uśmiechnął się, zwracając uwagę na jego sztywną pozę. Swój wzrok dłużej zatrzymał na jego dłoniach, po czym jak gdyby nic wrócił nim na twarz Nansena. Założył nogę na nogę. Na słowo “możliwe” podniósł jedną brew do góry. Jeśli miałby być szczery ze samym sobą… miał raczej wrażenie, że zareaguje kategorycznym zaprzeczeniem niżeli potwierdzeniem. Prawdopodobnie w tej sytuacji nikt by się tego po nim nie spodziewał. Zaskoczył go tym, jak i faktem, że przyjął jego komplement bez słowa sprzeciwu.
Tak — odpowiedział na pytanie bez chwili zawahania. Oczywiście, że przy wyborze ubrań zwrócił uwagę na fakt, że się z nim spotka. Gdyby to było dla niego bez znaczenia, otworzyłby mu drzwi w szlafroku. Uśmiechnął się, podnosząc jeden kącik ust do góry. — Zawsze wyglądasz niesamowicie... Ale dzisiaj przeszedłeś samego siebie. — Pokręcił głową i oparł się nią o rękę. — Założę się, że nawet w starych, rozciągniętych dresach wyglądałbyś olśniewająco. — Uśmiechnął się delikatnie. Mógłby mówić o jego wyglądzie w kółko i w kółko. Nawet taka dawka komplementów wydaje się w jego mniemaniu niewystarczająca. Ma na ten temat jeszcze wiele do powiedzenia.
Gdy wtem zaczął zadawać pytania, westchnął cicho. Nie znalazł jeszcze racjonalnej wymówki na swoje zachowanie. Natomiast prawda i jego zawziętość mogą go trochę… przerazić, a tego chce uniknąć. Dlatego bez słowa po prostu sięgnął po butelkę wina i otwierając je korkociągiem, nalał go po równo do kieliszków. Powinien otworzyć je jakiś czas przed jego przyjściem, ale nie było na to czasu.
Podał jeden z nich Nansenowi i ponownie oparł się plecami o kanapę, tym razem nieco bliżej chłopaka.
Myślałem, że wyraziłem się jasno — powiedział, biorąc łyka. — Chcę cię widzieć jedynie w swoim towarzystwie. A na czym ma to polegać? — Podniósł kieliszek na wysokość swojej twarzy i zaczął mu przyglądać. — Na ładnym wyglądaniu i uroczym śmianiu z moich żartów. — Odwrócił twarz w jego stronę i uśmiechnął. Ponownie upił z kieliszka. — Niczego nie będę od ciebie wymagał — sprostował, poważniejąc. Zamyślił się, koniec końców przybliżając się jeszcze bliżej niego. — Ale jeśli naprawdę chcesz, żebym się powtórzył… — szepnął — Sens jest taki, bym nie musiał się denerwować, kiedy jacyś prostacy z drugiej półki uważają, że mogą tak bezceremonialnie do ciebie podejść. I, co mnie najbardziej irytuje, dotykać. — Mówił cicho i poważnym tonem. Przyglądał mu się przez chwilę. — Dzieł się nie dotyka. Je się podziwia. Tylko nieokrzesani kretyni nie wiedzą, jak uszanować sztukę. A ty zasługujesz na coś więcej. — Rozkręcił się i już sam nie był pewien, co zaraz przyjdzie mu na język. — Klub nocny nie jest dla ciebie odpowiednim miejscem. Trzymałem cię tam tylko dlatego, że w innym przypadku nie mógłbym na ciebie patrzeć. A gdybyś… — zatrzymał się na chwilę, zastanawiając się, czy aby na pewno dokończyć zdanie. Po krótkiej chwili uznał jednak, że nie będzie się cackał. — …Sam spłacił dług, nie mógłbym tego robić. Odfrunąłbyś, a ja zostałbym z tą tandetą, od której bolą mnie oczy. — Zawiesił na nim wzrok, nie odzywając się. Po tym uśmiechnął się jak gdyby nic. — Dlatego naprawdę cieszę się, że przystanąłeś na moją propozycję. Nawet jeśli nie miałeś innego wyjścia. — Stuknął swoim kieliszkiem o jego i wziął łyka.
Powrót do góry Go down

avatar


luxuria



PisanieTemat: Re: #1   20.02.18 23:14
Vincent w jego towarzystwie szczerzył się praktycznie przez cały czas. To tak bardzo go denerwowało. Ten jego uśmiech. Jakby wcale nie brał go na poważnie. Dlatego wcale nie powinno się mu dziwić, że całą ich relację odbiera jako jedną, wielką grę czy zabawę. Zabawa, która ostatnio kręci się wokół tego, czy Nansen ulegnie i zdradzi swoje uczucia czy może jednak uda mu się je zachować. Jeżeli mu się uda – wygrywa, a jeżeli przegra… wygrywa Vincent. Nie wiadomo kto ustalał te zasady, ale najwidoczniej obaj przystanęli na takie warunki i cały czas w tym tkwią bez możliwości ucieczki.
Otworzył szerzej oczy, kiedy zaczął go komplementować. To, co mówił było naprawdę miłe, ale… tego było za wiele. Patrzył się na swoje kolana z delikatnym rumieńcem na twarzy. Nie wiedział w jaki sposób powinien na to zareagować. Uśmiechnął się nawet delikatnie. Nie sądził, że w taki sposób wypowie się na ten temat; że aż tyle ma do powiedzenia na temat jego wyglądu. Zrobiło mu się cieplej w środku, ale to nie zmieniało faktu, że nie wiedział, co ma na to odpowiedzieć. Pomasował się po karku, zbierając myśli.
Przestań… — wymamrotał, próbując powstrzymać nieśmiały uśmiech, który niekontrolowanie wkradał mu się na twarz. Gdy skończył już mówić, odetchnął i poczuł się już nieco pewniej. Sytuacja się polepszyła, kiedy dostał też w swoje dłonie wino. Od razu upił łyka, udając, że wcale nie zwrócił uwagi na to, że Vincent znalazł się bliżej niego. Wsłuchiwał się dokładnie w to, co ten ma mu do powiedzenia, co jakiś czas marszcząc brwi i analizując otrzymane informacje.
Sens jest taki, bym nie musiał się denerwować, kiedy jacyś prostacy z drugiej półki uważają, że mogą tak bezceremonialnie do ciebie podejść. I, co mnie najbardziej irytuje, dotykać.
Prychnął na te słowa, przewracając oczami. Kiedy mężczyzna stał się o niego taki zazdrosny i zaborczy? Naprawdę w tak dużym stopniu denerwowało go to, że znajduje się w towarzystwie innych osób? Chociaż, nie oszukujmy się – Nansen pewnie zachowywałby się dokładnie tak samo, jeżeli chodziłoby o Vincenta. Nie mógłby znieść podobnych widoków, więc po części go rozumiał. Różnica była taka, że Nansen nie potrafiłby zadbać o to, żeby jego obiekt westchnień nie zadawał się z osobami, z którymi on sam się czasem zadaje.
Nie jestem żadnym dziełem sztuki — zaprotestował od razu, kiedy usłyszał te słowa. Spojrzał na niego, a ten znalazł się jeszcze bliżej. Jeszcze trochę i Vincent chyba usiądzie mu na kolanach. Albo na głowie. — Rozumiem, że dzieła się kupuje, tak jak ty kupiłeś mnie i zapewne byłbyś w stanie oprawić mnie w ramkę, ale jestem prawie pewien, że jestem normalnym człowiekiem. Takim jak ty albo ten facet z klubu, o którego byłeś tak zazdrosny… — Specjalnie wspomniał o nieznajomym mężczyźnie, chcąc mieć niewielką szansę na ponowne wywołanie w nim wcześniej wspomnianej zazdrości.
Westchnął na jego kolejne słowa. No tak. Chciał go powstrzymać przed odejściem. Podniósł jedną brew do góry, będąc ciekawym takiego wyznania. Nie rozumiał tego, dlaczego tak bardzo mu zależało na Nansenie. Próbował się jakoś w tym połapać, ale wszelkie próby spełzły na niczym. Zamyślił się na ten moment i ocknął dopiero wtedy, kiedy stuknął się z nim kieliszkami. Upił po tym jednego łyka i odchrząknął.
Dlaczego tak bardzo ci na mnie zależy? Rozumiem, jakbyś był zakochany, ale… — Tu zrobił przerwę, żeby niepewnie na niego spojrzeć. Chyba nie tak brzmiałaby jego odpowiedź? — …sama chęć posiadania i podziwiana jest co najmniej bez sensu. Nic nie będziesz z tego miał. — Wzruszył ramionami, a po tym upił kolejnego, tym razem pokaźniejszego łyka z kieliszka. — Ja osobiście byłbym zawiedziony, gdybym mógł tylko na ciebie patrzeć i nic więcej… — Zamarł w bezruchu i otworzył szerzej oczy. Co on właśnie powiedział? Zmarszczył brwi. — Znaczy… gdybym był na twoim miejscu. Wiesz… Rozumiesz o co mi chodziło… — zaczął się tłumaczyć, odwracając wzrok. Postukał palcami o swoje kolano, teraz czując się bardzo niekomfortowo przez słowa, które wydobyły się z jego gardła. Zacisnął usta w cienką linię, nie wiedząc, co teraz z tym zrobić.
Powrót do góry Go down

avatar


avaritia



PisanieTemat: Re: #1   22.02.18 19:46
Wprawianie Nansena w zakłopotanie powinien wpisać na listę swoich hobby. Uwielbia patrzeć, jak ten zimny wzrok, którym go obdarowuje, już chwilę później zmienia się w onieśmielony uśmiech. Jak próbuje ukryć fakt, że komplementy Vincenta nie wpływają na niego w żaden sposób albo, co gorsza, uszczęśliwiają go. Tyle że – na nieszczęście chłopaka – ma wprawę w obserwowaniu ludzkich zachowań. A szczególnie zachowań Nansena – osoby, której reakcje na ten czas interesują go najbardziej. W obecności tego mężczyzny nie ukryje swoich uczuć czy ekspresji, a przynajmniej tych rzeczy, które nieświadomie, bądź też nie, ukazuje sam. Nie zawsze z łatwością przychodzi mu docenianie innych, ale nie może zignorować faktu, że niektórzy potrafią być niesamowicie podstępni. Jednakże w tym przypadku niekoniecznie bierze pod uwagę fakt, że akurat ten chłopak może należeć do zgrai osób, które udają niewinnych – które swoim zachowaniem mają na celu rozkochanie innych, by w ten sposób wyciągnąć z ich portfela jak najwięcej. Ma Vincenta w garści – to prawda. Ale tylko i wyłącznie ze względu na to, jak go fascynuje – nie dlatego, że jest podstępnym oszustem. Gdyby tak było – wiedziałby. Może nie od razu, może nie za miesiąc czy dwa. Ale dowiedziałby się. I prawdopodobnie nawet wtedy nie straciłby nim zainteresowania.
Ma świadomość, że powiedział zbyt wiele na temat swoich odczuć. Jednakże czasem nie może odnaleźć w sobie hamulca, tym bardziej gdy już się rozkręci bądź zbyt wczuje w atmosferę. Nie powinien mówić za dużo na temat swoich planów względem niego. Nie powinien wyznawać, jak zazdrosny się staje, kiedy ten chociażby przebywa w towarzystwie innych. W taki sposób Nansen tylko utwierdzi się w przekonaniu, jak wielki wpływ ma na Vincenta... A wtedy mógłby ten fakt chcieć wykorzystać. Wtenczas, biorąc pod uwagę fascynację mężczyzny, jest duża szansa, że dałby się zmanipulować.
Delikatnie pomieszał winem znajdującym się w kieliszku, by zaraz po tym wziąć małego łyka, który rozprowadził po podniebieniu. Od razu poczuł tę błogą rozkosz, to jak jego kubki smakowe szaleją. Odczucie niemalże porównywalne do przebywania w towarzystwie tego chłopaka.
Możesz mi nie wierzyć — zaczął — ale wiem, co mówię. Znam się na tym. Prawdopodobnie lepiej niż większość ludzi, którzy cię otaczają. Nie zawieszam oka na byle czym. Fakt, czy jest to coś martwego czy żywego, nie ma tutaj nic do rzeczy. Matka natura również potrafi tworzyć cudowne okazy. Jeden z nich mam właśnie przed sobą — powiedział spokojnie, przypatrując mu się z łagodnym uśmiechem. Nie chciał przekonać go na siłę. Wiedział, że chłopak tak czy inaczej nie przyzna mu w tym racji.
Ponownie wrócił do milczenia, by móc z lekką fascynacją wypisaną na twarzy wysłuchać tego, co ma do powiedzenia Nansen. Choć nie chciał mu przerywać, w pewnym momencie nie mógł się wręcz oprzeć.
Będę miał ciebie — od razu sprostował wypowiedź chłopaka na brak sensu w jego poczynaniach. Może dla niego jest to nielogiczne, ale dla Vincenta… Dla Vincenta to jest idealny układ. Na pierwszy rzut oka więcej w nim daje niż zyskuje, ale gdyby spojrzał na całą sytuację w ten sam sposób co on, wtedy zauważyłby sens. Teraz nie chodzi o to, by dostać coś materialnego. Cała ta sprawa nie kręci się wokół pieniędzy. Chodzi o coś innego. O coś bardziej wartościowego. Coś, co jest w stanie docenić tylko on.
Kiedy chłopak wypowiedział kolejne słowa, które sprawiły, że sam nimi wprowadził siebie w zakłopotanie, uśmiechnął się szeroko, ukazując śnieżnobiałe zęby.
Tak? — spytał zaintrygowany, pochylając się nieznacznie w jego stronę. — W takim razie co proponujesz? Gdybyś miał mnie na własność, co takiego chciałbyś ze mną zrobić? — zadawał kolejne pytania, by w ten sposób się z nim podroczyć. Po tym jednak dał mu już spokój. Będą mieli jeszcze bardzo dużo czasu na zabawy tego typu. Teraz muszą przejść do rzeczy.
Odsunął się nieco i upił łyka z kieliszka. Po krótkiej ciszy odezwał się znowu.
Chyba zdążyłeś się już domyślić, że nie wszystkim składam takie propozycje. Nie jestem organizacją charytatywną. Ty jednak zamiast przyjąć ten podarunek i ładnie podziękować, kwestionujesz go. Gdzie tutaj twój sens, Nansen? — Uśmiechnął się zadziornie, palcem delikatnie pstrykając go w nos. — Masz szansę na złapanie gwiazdki z nieba. Na zyskanie swojej własnej lampy z dżinem, który nie ogranicza się jedynie do trzech życzeń — ciągnął, kładąc dłoń na jego ramieniu. — Zostań moim żywym dziełem, a ja oprawię cię w najpiękniejszą odzież. Spełnię każdą zachciankę. Sprawię, że będziesz nietykalny. Nikt, kto ci kiedykolwiek zagrażał, już nigdy na ciebie nie spojrzy. Nie pozwolę mu oddychać tym samym powietrzem co ty. Dlatego, Nansen... — Zabrał dłoń z jego ramienia, a złapał nią za jego brodę, by odwrócić twarz chłopaka w swoją stronę. — Nie zadawaj więcej pytań. To, co musisz wiedzieć – wiesz. Daję ci szansę by żyć życiem, na które nie ma szansy zwykły student z zagranicy, nieważne jak ciężko by pracował. Nie zmarnuj jej. — Pogłaskał go palcami pod brodą, odkładając swoją dłoń z powrotem na oparcie kanapy. Spojrzał na niego wyczekująco, oczekując po nim konkretnej odpowiedzi. Dokładnie tej, która sprawi, że poczuje rozpierającą go satysfakcję.
Powrót do góry Go down

avatar


luxuria



PisanieTemat: Re: #1   23.02.18 18:37
Nie podobało mu się to, w jakim kierunku zmierzała ta rozmowa. Rozumiał, że nie ma innego wyjścia, jak zaakceptować warunki Vincenta, ale… z drugiej strony, on ciągle niczego nie rozumiał. Nie docierało do niego to, że ktoś miałby tak po prostu spłacić jego dług, jakby to było coś zwyczajnego, codziennego. Otóż – nikt o zdrowych zmysłach nie stałby się nagle sponsorem osoby, z którą nawet nie jest w bliskich stosunkach. W ich przypadku można nawet pokusić się o stwierdzenie, że oni nie są chociażby w dobrych stosunkach. Nansen zachowuje się tak, jakby sama obecność tego mężczyzny sprawiała mu krzywdę, a oddychanie tym samym powietrzem było czymś niemożliwym do zniesienia. Ciągle zastanawia go fakt, dlaczego Vincent ani trochę się nie zniechęca. Co więcej – brnie w to dalej. Nie, nie mógł się nad tym dłużej zastanawiać, bo od razu boli go głowa. Dlaczego, do cholery, on musi być takim skomplikowanym (i przez to niemożliwie pociągającym) człowiekiem?
Matka natura również potrafi tworzyć cudowne okazy. Jeden z nich mam właśnie przed sobą.
Nienawidził, kiedy to robił. Takimi słowami owijał sobie Nansena wokół palca, a przez to chłopak jest w stanie wręcz rozpłynąć się w jego ramionach, gdyby tylko odważył się do objęcia go. Westchnął, nie wiedząc, czy chociażby męczyć się z namyślaniem się nad odpowiedzią.
Przestań w końcu utożsamiać mnie ze sztuką — powiedział, wbijając wzrok w swój kieliszek. Zaczynało go to denerwować. Przełknął ciężej ślinę, nie wiedząc, czy zdobędzie się na wypowiedzenie kolejnych słów. Czuł się dziwnie, kiedy przychodziło mu do sprzeciwiania się Vincentowi. Mężczyzna był nieprzewidywalny, więc Nansen mógł spodziewać się po nim wszystkiego i niczego zarazem. — Przez to czuję się jak przedmiot. Nie traktuj mnie przedmiotowo. Musisz w końcu zrozumieć, że nie jestem jednym z tych twoich obrazów, którymi możesz ozdobić sobie apartament. — Ścisnął mocniej kieliszek w swoich dłoniach, aż delikatnie pobielały mu knykcie. Spojrzał na niego, marszcząc brwi, jednocześnie chcąc w ten sposób podkreślić wydźwięk swoich słów. Miał ochotę dostatecznie i zrozumiale wbić mu to do głowy, żeby przestał zwracać się do niego w ten sposób. To jednocześnie podnosiło mu samoocenę (w końcu – jakby nie patrzeć, to są pewnego rodzaju komplementy), ale także czuł się tak, jakby przestawało już liczyć się to, że jest człowiekiem, który ma wolną wolę i uczucia. To tak, jakby nie miał do tego prawa. Nie chciał, żeby wyglądało to w ten sposób. Oczywiście, docenia to, że – jakby nie patrzeć – Vincent wyciągnął w jego stronę pomocną dłoń, ale to nie oznaczało, że nagle ma porzucić wszystkie wartości, jakie są dla niego ważne w życiu.
Na słowa o posiadaniu Nansena, westchnął ciężko i odwrócił wzrok. Ten mężczyzna nic nie zrozumie. Tak jak już wcześniej wspominał – było to nieznacznie podniecające, to znaczy… ta wizja należenia do Vincenta. Z drugiej jednak strony obawiał się, że to zabrnie za daleko. Musi zacząć wyznaczać ludziom granicę, bo inaczej straci swoją godność już kompletnie.
Spojrzał na niego podejrzliwie, kiedy się do niego przysunął. Przez to zawstydził się bardziej, niż przez własne słowa. Właśnie, co on by zrobił, gdyby Vincent należał do niego? Przełknął ciężej ślinę i bardziej się wyprostował. Odchrząknął, przez chwilę wydając z siebie jakiś niezrozumiały jęk.
Rozkochałbym cię w sobie — powiedział poważnie, wpatrując się w niego ze śmiertelną powagą. — Gdybym był tak bezwzględny jak ty, to powoli przyzwyczajałbym cię do swojego dotyku, aż w końcu sam byś się o niego prosił. — Podniósł jedną brew do góry, jakby w ten sposób chcąc się spytać, co uważa o takim pomyśle i o wizji Nansena w takiej sytuacji. On też czasem chciał być pewny siebie. Musiał w pewnych momentach odstawić swoje zawstydzenie na bok i pokazać mu, że potrafi pokazać pazurki i przestać być potulnym jak baranek.
Potem już siedział w ciszy, nie wiedząc, co takiego ze sobą zrobić. Stukał swoimi paznokciami o powierzchnię naczynia, wsłuchując się w te cichutkie dźwięki, które delikatnie rozchodziły się po pomieszczeniu. Ukradkiem co jakiś czas zerkał w stronę Vincenta, zastanawiając się, czy ma zamiar podjąć się jakiegoś tematu. Zmarszczył brwi, kiedy faktycznie tak się stało. Wsłuchiwał się w jego słowa ze sceptycyzmem wręcz wymalowanym na twarzy. Mimowolnie odsunął głowę delikatnie w tył, kiedy został pstryknięty w nos. Słysząc te wszystkie teksty o niesamowitym szczęściu Nansena, wywrócił oczami, odwracając głowę w przeciwnym kierunku. Chwilę po tym przeszły go ciarki i zrozumiał, że było to spowodowane dotykiem na jego ramieniu. Spojrzał na niego, kiedy jego głowa została specjalnie odwrócona w tym kierunku. Przygryzł dolną wargę, czując, jak znowu jest owijany wokół palca. Dlaczego Vincent tak idealnie potrafi wymusić na nim walkę z myślami, niepewność i dwukrotne zastanowienie się nad tym, czy jego zachowanie aby na pewno jest odpowiednie i czy może przypadkiem nie powinien zmienić swoich poglądów, których tak twardo się trzyma?
Kiedy mężczyzna najwyraźniej skończył już swoje przemówienie, Nansen spokojnie odstawił kieliszek z powrotem na stolik. Spojrzał na niego, intensywnie się nad czymś zastanawiając.
Dziwisz mi się, że zadaję pytania, więc może powinienem cię przeprosić za to, że nie na co dzień ktoś nagle uznaje mnie za swoją własność? — spytał, przybliżając się do Vincenta i prychając niedowierzającym śmiechem. Teraz on chciał mu pokazać, że nie będzie z nim wcale tak łatwo, jak na początku mogło się mężczyźnie wydawać. — Ale w porządku. — Wzruszył ramionami, jakby już wcale go to nie obchodziło. Prawdą było to, że najważniejszym jest, że jego dług zostanie spłacony. — Zaufam ci. Tak samo zaufam ci, że nie zrobisz ze mnie swojej prostytutki. Skoro już naprawdę nie masz co robić z pieniędzmi, to już w pełni zgadzam się na twoje warunki — mówiąc to, dłonią wędrował po jego ręce coraz wyżej, żeby w końcu dotrzeć do jego brody. Złapał go tak samo, jak ten złapał go chwilę temu. Przybliżył się do niego jeszcze bardziej, żeby ich twarze dzieliły zaledwie centymetry. — Jednakże wiedz, że jeżeli kiedykolwiek naruszysz moją strefę osobistą i będziesz wymagał ode mnie czegoś więcej bez mojej zgody, to cię znienawidzę i postaram się, żeby uciec od ciebie jak najdalej, żebyś tylko nie mógł na mnie chociażby spojrzeć — powiedział, kciukiem teraz głaszcząc go po ustach. Przeraziła go myśl, jak bardzo chciałby go teraz pocałować. Aby nie kusić losu, odsunął się i ponownie oparł o oparcie kanapy. Nawet nie zwrócił uwagi na to, że dał mu jasno do zrozumienia, że teraz wcale go nie nienawidzi i nawet bierze pod uwagę fakt, że może kiedyś nabierze ochoty, aby Vincent naruszył jego wspomnianą strefę osobistą.
Nalejesz mi wina? — spytał, posyłając mu lekki uśmiech. — I może jest jeszcze coś, o czym powinienem wiedzieć? — Ciągle miał wrażenie, że w tym wszystkim jest jakiś haczyk. Skoro już dostatecznie pogodził się z faktem i jednoznacznie wyraził zgodę na cały ten układ, to Vincent może przecież nagle wyskoczyć z czymś, czego biedny Nansen się nie spodziewa.
Powrót do góry Go down

avatar


avaritia



PisanieTemat: Re: #1   23.02.18 21:13
Przestać utożsamiać ze sztuką? Nie traktować przedmiotowo? Nie, Nansen tego nie chce. Może o tym nie wie, może nie jest tego świadomy, ale gdyby wiedział, z pewnością by tego nie chciał. Jeśli Vincent skończy widzieć w nim dzieło, a zacznie widzieć człowieka, wtedy będzie próbował pozwolić sobie na coś więcej, niż zwykłe oglądanie go. Dotknie go. Podejdzie bliżej niż wcześniej. Ponieważ nie będzie już sztuką, którą trzeba traktować z dystansem. Przestanie być dziełem, którego nie można dotknąć. A wtedy Vincent wykorzysta ten fakt. Dlatego że jego umysł, jak i ciało, ciągle czekają na ten moment. A kiedy już nadejdzie, będzie chciał wyładować swoją frustrację spowodowaną faktem, że ciągle go od siebie odpycha – że choć przez cały ten czas czuł do niego niesamowity pociąg seksualny, nie mógł z tym nic zrobić przez swoje własne zasady. Jednak gdy w jego oczach Nansen przestanie być sztuką, zasady te przestaną go obowiązywać.
Spojrzał na dłonie i pobielałe knykcie chłopaka, a następnie przeniósł wzrok na jego zdeterminowaną twarz. Podoba mu się ten widok. Lubi, gdy obdarowuje go takim spojrzeniem. Jego niechęć do Vincenta, ten dystans i złośliwości – to pociąga go jeszcze bardziej. Mógłby go obrażać, mieszać z błotem czy nim gardzić, ale to jedynie by go nakręcało. Może to jakieś zboczenie. Może Nansen miał rację, nazywając go masochistą. Nie może nic jednak na to poradzić, że na samą myśl, jak ten patrzy na niego niczym na jakiegoś śmiecia, od razu czuje rosnące w sobie podekscytowanie. Jeżeli w ten sposób chce go od siebie odepchnąć, to niestety, ale zyskuje całkowicie odwrotny efekt.
Och? Nieznacznie podniósł brwi do góry, słysząc tak śmiałą odpowiedź ze strony chłopaka. Nie spodziewał się tego po nim. Zaskoczył go, to prawda, jednak pozytywnie. Już pierwsze słowa, mówiące o rozkochaniu go w sobie, sprawiły, że swój rosnący uśmiech zasłonił kieliszkiem. Patrzył na jego poważną twarz z pewną dozą zadowolenia i zachwytu. Odsunął naczynie od swoich ust.
Muszę przyznać, że udało ci się mnie zaskoczyć — powiedział swobodnie i z uśmiechem, w przeciwieństwie do postawy Nansena. — Nie sądziłem, że kiedykolwiek mógłbyś mieć co do mnie takie plany. — Podłożył sobie pod głowę rękę, wpatrując się w niego. Jego ton był raczej zadziorny czy też cyniczny, jednak na twarzy ciągle trwał ten sam niezmywalny uśmiech. Mimo wszystko nie mógł sobie odpuścić. Potrzeba podroczenia się z nim w ten sposób była zbyt wielka. — Ponadto potraktuję to jako swego rodzaju sugestię — dopowiedział, mieszając resztką wina. Dopił ją, a pusty kieliszek oparł o swoją nogę.
Nawet jeżeli Vincent przedstawiał całą tę sytuację jako wybawienie dla Nansena, był nieco zdumiony tym, że już praktycznie w klubie przystał na jego spontaniczną, niemożliwą wręcz propozycję. Zaczęło go szczerze zastanawiać, jak duży jest ten dług. I jakie konsekwencje musi za sobą ciągnąć, skoro jego pierwszą reakcją nie było uznanie słów Vincenta za jakiś słaby żart. Nie chciał jednak o to teraz pytać i psuć ich wspólnych amorów. Po zachowaniu chłopaka mógł stwierdzić, że sytuacja nie należała do najciekawszych, a na ten czas mu to wystarczyło.
Odpowiedź, której tak wyczekiwał, nieco zbiła go z tropu. Podniósł jedną brew do góry, a uśmiech, choć nadal widniał na jego twarzy, niedostrzegalnie zbladł. Jednakże gdy tylko wypowiedział kolejne słowa, podekscytowanie zaczęło wracać. Obserwował go w ciszy, jedynie w pewnym momencie zerkając na jego dłoń, która zaczęła wędrować wzdłuż ręki Vincenta. Ogarnęły ją delikatne dreszcze.
Mówiłem – patrzenie na ciebie całkowicie mi wystarcza — odpowiedział nieobecnym tonem, teraz nie spuszczając wzroku z jego wodzących po nim palców. Po chwili, pod ich naporem, odwrócił twarz w stronę Nansena. Kąciki ust nieznacznie podskoczyły mu do góry, tak samo jak tętno, chociaż malował się na nim wręcz stoicki spokój. Zamiast skupić się na jego słowach, niesamowicie opanowanym wzrokiem ogarniał jego twarz, którą po raz pierwszy widział z tak bliska. — Do tego nie dojdzie — szepnął, gdy to, co powiedział, wreszcie do niego dotarło. Rozkoszował się dotykiem jego palca na swoich ustach, czując, jak wkracza w dziwny błogostan. Nie minął nawet wtedy, gdy ten już się od niego odsunął. Był niezwykle zadowolony i z tym samym zadowoleniem zareagował na jego życzenie. Sięgnął po butelkę wina i nalał go do kieliszka chłopaka. Chwycił za niego i powolnym ruchem mu go podał. — Cieszy mnie, że mimo wszystko jednak nie zdążyłeś mnie znienawidzić. — Posłał mu w połowie uprzejmy, a w połowie zadziorny uśmiech, dając mu do zrozumienia, że wyłapał ten fakt z jego wcześniejszej wypowiedzi. Na pytanie o haczyk bez słowa wstał i wyszedł z pokoju.
Gdy do niego wrócił, w ręce trzymał niewielki plik papierów. Położył go na stole przed Nansenem, dodatkowo dekorując to wszystko czarnym długopisem. Usiadł już nie na kanapie, a na krześle, które stało z boku. Łokcie oparł o podłokietniki.
Wszystko, co musisz wiedzieć, jest tam zawarte — powiedział, nieznacznie przechylając głowę w bok. Przyjrzał mu się badawczo, by wyłapać jego reakcję na fakt podpisania umowy. Zawierała w sobie dodatkowe informacje, takie jak obowiązek zamieszkania z nim i powiadomywania go o każdych odwiedzinach osób trzecich czy nawet jego wyjściach. Oraz że nie życzy sobie, by odbywał jakiekolwiek stosunki i zawierał romantyczne relacje. — Nie myślałeś chyba, że nie zamierzam się w jakiś sposób zabezpieczyć? — powiedział, wstając i nalewając do swojego kieliszka wina. Wziął go do ręki i usiadł z powrotem na krzesło. Wziął łyka, nie spuszczając z niego wzroku. — Ile masz do spłaty? — spytał, naczynie przykładając do swojego policzka. — Zajmiemy się tym jeszcze dzisiaj — stwierdził, teraz przyglądając się winu. — Jeśli natomiast chodzi o ciebie… — Zrobił przerwę, by na niego spojrzeć. — Będziesz miał czas do końca tygodnia — powiedział, po czym upił kolejnego łyka.
Powrót do góry Go down

avatar


luxuria



PisanieTemat: Re: #1   01.03.18 21:13
W rzeczywistości był ogromnie wdzięczny Vincentowi za to, że zaproponował mu takie rozwiązanie jego problemów. Jednakże nadal nie mógł pozbyć się tego dziwnego wrażenia, że ciągle mu coś nie pasowało. Pocieszał go także fakt, że będzie mógł pobyć z nim trochę dłużej i nie musi martwić się o to, że ich relacja dobiegnie końca wraz ze skończeniem się długu Nansena i po jego odejściu z pracy. Cóż… zależało mu na nim znacznie bardziej niż powinno, mimo wszystko. Jest zbyt uzależniający. Jego wzrok, zachowanie, wygląd, ten cyniczny uśmieszek, który tak uwielbia, nawet – do cholery – sposób, w jaki oddycha czy mruga. On też najchętniej oprawiłby sobie Vincenta w ramkę, żeby móc codziennie na niego patrzeć i ciągle doznawać tych przyjemnych emocji, które się w nim pojawiają z każdym spojrzeniem na tego mężczyznę – motylki w brzuchu, przyspieszone bicie serca, drgające dłonie i ogromna chęć pocałowania jego cudownych warg. Dlaczego tak bardzo ukrywa swoje uczucia względem niego i zastępuje je obojętnością? Sam nie wiedział… Jakby bał się, że wtedy znajdzie się w jakiejś obsesji na jego punkcie i będzie całkowicie od niego zależny, a jeżeli będzie chciał go zostawić i okaże się, że był dla niego tylko zabawką… wtedy pewnie nie potrafiłby się po tym pozbierać i rozpaczałby przez najbliższych kilka lat, a każdą nowo poznaną osobę porównywałby do Vincenta, szukając w tych osobach cech wspólnych z Vincentem. No, jeszcze jest to, że Nansen kompletnie nie nadaje się do związków przez swój egoizm i myślenie tylko o sobie. Tak, to kolejny poważny powód, dla którego nie mógłby zbliżyć się do Vincenta. Jednakże, jak tego dokonać, kiedy teraz zapewne będzie spędzał z nim znacznie więcej czasu?
„Ponadto potraktuję to jako swego rodzaju sugestię” – zarumienił się delikatnie na te słowa, nie wierząc, że właśnie je usłyszał. Jeżeli Vincent faktycznie weźmie to do siebie i dostosuje się do tych słów… to koniec nędznego żywota Nansena. Będzie rozpływał się pod każdym jego dotykiem, nawet najmniejszym. Jak on to sobie wyobraża? Jak zareaguje na tak nowe zachowanie chłopaka?
Denerwowało go to, że Vincent ciągle mówił, że patrzenie mu wystarczy. Frustrowało go do takiego stopnia, że miał ochotę wykrzyknąć mu, jakim idiotą jest i przy okazji wyznać mu, jak bardzo jest nim zauroczony. Chodziło mu o to, żeby patrzenie nie wystarczyło. Vincent ma na niego patrzeć i ledwo powstrzymywać się od chęci dotknięcia go, a nawet pocałowania. Dlatego tak bardzo nienawidził, kiedy mówił, że patrzenie mu wystarczy. W pewnym sensie to go… obrażało, raniło, a krew gotowała się do niemożliwej temperatury. Dlatego westchnął, próbując jakoś się uspokoić.
Przełknął ciężej ślinę, kiedy okazało się, że mężczyzna wyłapał jego słowa o nie nienawidzeniu Vincenta. Dlaczego ten musi zauważać i zwracać uwagę na tak drobne szczegóły? Normalnie niezbyt przejąłby się tym, że daje komuś do zrozumienia, że lubi go bardziej niż mu się wydaje, ale w przypadku tego mężczyzny nie było to zbyt pożądane. Dlatego w odpowiedzi dał mu jedynie zirytowane westchnięcie i przewrócenie oczami, jakby naprawdę zirytował go fakt, że ten zdaje sobie sprawę, że jego zachowanie jest bardziej wymuszone niż prawdziwe.
Zdziwił się, kiedy ten nagle opuścił pokój. Aż wysunął się nieco bardziej do przodu, aby pokierować za nim ciekawskim spojrzeniem, ale ten nagle wrócił z powrotem. Zmarszczył brwi i zmrużył oczy, przykładając do swoich ust kieliszek z winem i przyglądając się plikowi kartek. Podniósł jedną brew na jego słowa, równocześnie obdarowując go podejrzliwym spojrzeniem. To chyba… nie było to, o czym myślał Nansen, prawda? Niech ktoś mu powie, że to tylko taki żart.
Kiedy mężczyzna dokończył, Nansen aż wypluł zawartość swoich policzków w kieliszek, przez co część wina znalazła się na nim. Spojrzał na plamy nieco zaskoczony, a potem przeniósł z wyrzutem wzrok na Vincenta. Odstawił kieliszek na stolik i przetarł usta wierzchem dłoni. Plamami zacznie przejmować się później.
Żartujesz, prawda? — zamrugał parę razy, wpatrując się teraz w długopis i to, co znajdowało się pod nim. Naprawdę, co ciekawego tam znajdzie? Czego miał się po nim spodziewać? — Jak długo będzie trwać ta nasza „umowa”? Jak długo chcesz mnie mieć na własność? — Teraz spojrzał na Vincenta, będąc widocznie zdezorientowanym całą tą sytuacją. Aż rozbolała go głowa. Przez to wszystko musiał złapać się za czoło, bo nadal to do niego nie dochodziło. — Jesteś… ta sytuacja jest… popieprzona. — Zaśmiał się histerycznie, dopiero teraz zastanawiając się, w co takiego się wkopał. Przetarł twarz ręką, wzdychając. Uspokój się, Nansen. — Ale co mogę zrobić przy długu pięćdziesięciu tysięcy dolarów? — Schował twarz w dłoniach. Ten facet był niemożliwy. Zaskakuje go coraz bardziej, z dnia na dzień. Obawiał się tego, do czego jeszcze mógłby się posunąć. Ale skoro tak bardzo zapewnia go, że na pewno nie wykorzysta ciała biednego Nansena… Ciągle nie rozumiał, co on będzie z tego miał.
Westchnął i wyciągnął rękę po dokumenty. Od razu zaczął czytać, punkt po punkcie, linijka po linijce. Zatrzymał się tam, gdzie była mowa o wspólnym mieszkaniu. Zmarszczył brwi, czytając to zdanie parę razy od początku.
Z jakiej racji mamy razem mieszkać? Nie mam też być w związku? Seksu także mi zabraniasz? — Spojrzał na niego, widocznie zdenerwowany. Aż wstał, chcąc jakoś rozładować emocje poprzez chodzenie w jedną i drugą stronę po salonie. Oddychał ciężko, co jakiś czas wzdychając i łapiąc się za głowę. Parsknął nagle śmiechem. — To jest chore. Nie rozumiem tego — mówił jakby do siebie, cały czas kręcąc się po pomieszczeniu. — Denerwuje mnie to, że próbujesz ze mnie zrobić tę pieprzoną sztukę, za jaką mnie uważasz. Kiedy w końcu do ciebie dotrze, że jestem żywym człowiekiem? Ludzie nie mogą być sztuką, a już tym bardziej nie powinno ich się kupować i ograniczać w taki sposób, jaki robisz to ty w tym momencie. — Uśmiechnął się zażenowany tym wszystkim. Zażenowany i szczerze zdenerwowany. Ciągle nie mógł opanować swoich emocji. Jeżeli zaraz nie wybuchnie, to chyba stanie się cud. Miał ochotę wybiec z tego pieprzonego mieszkania i nigdy więcej się tutaj nie pojawić; nigdy więcej nie usłyszeć o tej umowie i o swoim długu. Chce być po prostu wolnym człowiekiem, gdzie nikt nie będzie go do niczego zmuszał. — Nie rozumiem też, dlaczego ludzie, którzy mają pieniądze, uważają, że wszystko im wolno; że wszystko mogą załatwić za pomocą pieniędzy. Dlaczego ciągle muszę pogrywać w wasze chore gierki?! — wykrzyczał to sfrustrowany. W końcu podszedł do oparcia kanapy, o które oparł się dłońmi. Oddychał ciężko, starając się uspokoić, a głowę miał spuszczoną w dół, przy czym oczy zamknięte. Czyżby mężczyzna trafił w jakiś czuły punkt? Możliwe.
Powrót do góry Go down

avatar


avaritia



PisanieTemat: Re: #1   01.03.18 21:43
Dla jednych podpisanie takiej umowy, która – jakby nie patrzeć – nie powinna istnieć w świetle prawa, może wydać się komiczne czy też bezużyteczne. Dla Vincenta jednak jest to coś, co jasno przekazuje, czego obaj mogą oczekiwać po zawarciu jej; jak wpłynie to na ich życie i czego powinni się wystrzegać. Jest dla niego zabezpieczeniem przed przeróżnymi niespodziankami lub niedopowiedzeniami. Jednak nie może się na nią powołać. W razie złamania kontraktu, Vincent jest zmuszony działać na własną rękę. Jak – tego jeszcze nie wie. Chłopak może być jednak pewien, że ta ucieczka od niego, o której wspomniał, wcale nie będzie tak łatwa, jak może mu się wydawać. Vincent nie puści go wolno niczym jakieś zwierzę. Nie odpuści. Nie, dopóki będzie obowiązywać ich umowa. Umowa, dzięki której wreszcie będzie mógł nazwać Nansena swoim. A mężczyzna ten nie lubi, gdy ktoś podejmuje decyzje za niego. Nie lubi, kiedy bez jego zgody odbiera mu się coś, co sprawiało mu radość, co figuruje jako jego własność. Chłopak jednak… nie musi o tym wiedzieć. Nie ma ochoty wyprowadzać go z błędu, że zwykła ucieczka sprawi, że całkowicie się od niego uwolni. Musi przyznać, że to nawet lepiej. Nieświadomość ta może w skuteczniejszy sposób skłonić go do podpisania kontraktu i pogodzenia się z wymaganiami tam zawartymi.
Podniósł brew do góry, widząc, jak z ust Nansena wypływa wino, prosto na jego czyste ubrania. Spojrzał na niego z dziwnym dystansem, jakby chłodem, którego on sam nie był zbytnio świadom. Zachowanie takie zwykle towarzyszy mu, kiedy przechodzi do interesów. A to, co dzieje się pomiędzy nimi, nie jest niczym innym jak swego rodzaju biznesem. Pewną formalnością.
Wyglądam, jakbym żartował? — spytał, przyglądając mu się badawczo. Najwidoczniej dopiero teraz, sprowadzając chłopaka na ziemię i przedstawiając wszystkie swoje warunki, jakie wiążą się ze spłatą długu, będzie mógł zobaczyć bardziej żywą reakcję z jego strony na to wszystko. Myślał jednak, że będzie to dla niego jasne – to, że Vincent nie zamierza dać mu pieniędzy za nic. Naprawdę uważał, że za taką sumę pieniędzy będzie oczekiwał po nim tylko towarzystwa? Że to usatysfakcjonuje go wystarczająco? Nie. Zamierza dostatecznie wykorzystać to, w jakiej sytuacji znalazł się Nansen i sprawić, że wreszcie te wszystkie dni przepełnione zirytowaniem odejdą. Chce móc znowu skupić się na rzeczach ważnych, zamiast co chwilę zastanawiać się, czy właśnie jakaś świnia nie obłapuje tego chłopaka swoimi obrzydliwymi łapskami. Nie chce w swoim otoczeniu flirtującego z innymi Nansena. Nie zamierza na to patrzeć ani tego tolerować. A to daje mu idealną okazję, by wreszcie się od tego uwolnić. Jednocześnie zniewalając jego.
Tak długo, dopóki nie uregulujesz u mnie… nazwijmy to… zobowiązania — rzucił bez emocji, nie spuszczając z niego wzroku. Gdzieś w środku chciał, by zareagował gniewem. Żeby wreszcie zaprotestował i pokazał mu, że nie jest uległym barankiem, który zgodzi się na każdą zniewagę, każdą kompromitację – i właśnie na to się zbierało. Dlatego siedział w ciszy, obserwując i czekając na dalszy przebieg akcji.
Zagwizdał cicho pod nosem, kiedy Nansen wspomniał o wielkości swojego długu. Taka czterdzieści tysięcy dla zwykłego obywatela, tym bardziej studenta (i to z zagranicy), musi być niesamowicie wielkim ciężarem. Takim, który ciągle się za nim ciągnie i ciągnie. Jednak… na co były mu te pieniądze? Na życie? Czy może istnieje coś, czego by się po nim nie spodziewał? Coś, co zmusza człowieka do ciągłego zaciągania ogromnych długów u typów spod ciemnej gwiazdy… Hazard?
Zaczął obserwować go jeszcze baczniej, kiedy wreszcie zdecydował się na sięgnięcie po umowę. Patrzył, jak jego oczy jeżdżą po tekście, a rękę zacisnął na kieliszku. Był nieco niespokojny. A raczej – zniecierpliwiony. To czekanie zaczynało go już powoli frustrować. Chciał, by chłopak wreszcie złożył swój podpis, a tym samym stał się jego i nikogo innego. Czekał na to już wystarczająco długo.
Podniósł wzrok i zaczął wędrować nim za Nansenem, kiedy tylko wstał. Słuchał jego wyrzutów ze stoickim wyrazem twarzy, nawet nie myśląc o tym, by cokolwiek powiedzieć na swoje usprawiedliwienie. Zamierza poczekać, aż ten nieco ochłonie. Albo przynajmniej skończy swoje przemówienie na temat moralności Vincenta, ponieważ nie sądzi, by był w stanie się teraz uspokoić, a nie chce swoimi słowami dodawać oliwy do ognia. Krzyki i kłótnie to ostatnie rzeczy, jakie są mu teraz potrzebne. Ponadto nie sądzi, by w tym momencie mogło dotrzeć do niego to, co Vincent ma do powiedzenia. Jednak wie, co takiego dotrze. I podekscytował się na samą myśl o tym.
Gdy chłopak wreszcie się zatrzymał i oparł o kanapę, mężczyzna przyglądał mu się jeszcze przez chwilę, stukając palcami o szkło kieliszka.
Chcesz, żebym traktował cię jak człowieka? — spytał, odstawiając wino na stolik. — Dobrze. — Wstał, poprawiając mankiety koszuli i na nich też skupiając swoje oczy. — Więc będę. — Podniósł na niego wzrok, w którym nie było już ani jednej krzty rozbawienia. — Potraktuję cię jak człowieka… — mruknął do siebie pod nosem jakby nieco wywrócony z równowagi – niemalże jak ojciec, który zbiera się do ukarania swojego dziecka. W tym samym czasie powoli zaczął iść w jego stronę. Jeżeli chce na własnej skórze poczuć, jak to jest być w jego oczach żywym człowiekiem, to poczuje. Bardzo dokładnie.
Szedł do niego powoli, ale stanowczo, od razu zmuszając go do cofania się do tyłu. Wpatrując się w niego, nie przestawał iść, dopóki chłopak nie natknął się na ścianę. Kiedy się przy niej znalazł, szybkim ruchem schwytał za jego nadgarstki i je unieruchomił. Wsunął kolano pomiędzy jego nogi, napierając na jego krocze. Wolną ręką wyszarpał koszulę chłopaka z jego spodni, by po tym bezceremonialnie wpakować pod nią swoją dłoń i schwytać nią jego talię. Biodrami przycisnął go do ściany, nie dając jakiejkolwiek możliwości ucieczki. Kiedy ręką jeździł po nagiej skórze Nansena, to po plecach czy brzuchu, swoją twarz zniżył na wysokość jego szyi. Powoli przejechał po niej nosem, by po tym musnąć ją wargami i w końcu ją pocałować. Jego dłoń natomiast, która wcześniej wędrowała po jego skórze, teraz zjechała nieco niżej – na jego krocze. Ścisnął za nie, a skórę na szyi przygryzł zębami. Zawzięcie uciskał jego przyrodzenie, tak samo natarczywie całując go po szyi. Wszystko w nim dudniło. Choć mógł tego po sobie nie pokazywać, jego wnętrze paliło żywym ogniem. Myśli zgubiły się gdzieś po drodze do Nansena. A on sam zaczynał czuć, jak zaczyna tracić nad sobą kontrolę.
Opanował się w ostatnim momencie. Mimo że zabrał swoją rękę i usta, nadal trzymał go za nadgarstki. Przybliżył swoją twarz do jego, przyglądając mu się.
Nadal denerwuje cię to, że uważam cię za sztukę? — spytał, patrząc wyczekująco. — Czy może zmieniłeś zdanie? Bo ja mogę. — Uśmiechnął się. — Mogę zmienić zdanie. Powtórz jeszcze raz, że nie chcesz być w moich oczach sztuką, a przestaniesz — ciągnął, przybliżając usta do jego ucha. Zrobił chwilę ciszy, po czym odsunął się, puszczając jego nadgarstki. Ogarnął wzrokiem jego postawę. — Kupuję cię, ponieważ dajesz się kupić. Nikt nie trzyma ci pistoletu przy głowie. Nikogo z nami nie ma. Możesz wyjść i nie wrócić. Możesz też nie wracać do klubu. — Spojrzał na niego z góry. — Znajdź inną pracę i w ten sposób spłacaj cent po cencie, dopóki pewnego dnia nie obudzisz się bez nerki. A wtedy dalej wyklinaj ludzi z pieniędzmi, bez których nie miałbyś nawet co marzyć o tych czterdziestu tysiącach. Na co ci one były, co? Na narkotyki? — Zaśmiał się krótko. Po chwili znowu spoważniał. Podszedł do stolika, z którego zabrał plik papierów i długopis i wyciągnął to w stronę chłopaka. — Albo to podpisz i śpij spokojnie. To mała cena za to, co może cię czekać.
Powrót do góry Go down



Sponsored content




PisanieTemat: Re: #1   
Powrót do góry Go down
 
#1
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sin City :: Las Vegas  :: Dzielnice mieszkalne :: Domy jednorodzinne :: Vincent V. Lynn-
Skocz do: